17.02.2024, 00:31 ✶
— Osiem. Nieźle — zagwizdał cicho z uznaniem. — Czyli mówimy już o poziomie mistrzowskim, a nie zaawansowanym?
Drgnął minimalnie, gdy McGonagall nawiązał do swojej matki. Longbottomowie ledwie półtora miesiąca wcześniej przeżyli własną tragedię, tracąc wuja Derwina w walkach ze Śmierciożercami podczas Beltane. Z ciężkim sercem zaakceptowali jego odejście, a niektórym nawet nie udało się z nim pożegnać, jak między innymi Morpheusowi, który w czasie pogrzebu przebywał w słonecznej Grecji, pracując nad swoimi badaniami. Oni przynajmniej dostali jakieś zakończenie, chociaż epilog zaakceptowaliby, dopiero gdy zostałaby wymierzona sprawiedliwość na osobie, która pozbawiła wuja życia.
Maledictus... Erik nie wiedział za wiele o tej klątwie, jednak kluczowe fakty kojarzył. Dotykała tylko kobiety i wiązała się ze zmianą w dzikie stworzenie, która w pewnym momencie stawała się nieodwracalna. Nie równała się jednak śmierci, a pełnej zmianie kształtu. Miał nadzieję, że to nie było coś zupełnie gwałtownego, a Sam miał przynajmniej okazję się pożegnać. Zamknąć pewien etap. Tylko, czy jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie to zrobić i po prostu ruszyć dalej? Zakładał, że nie. Zwłaszcza jeśli rodzina żyła razem w głuszy takiej jak Knieja.
— Zawsze musi być jakaś równowaga w naturze, prawda? — wypalił niespodziewanie, postanawiając darować Samuelowi proste ''przykro mi''. — Skoro teraz dzieje się z Knieją tyle złego to jest też szansa, że z czasem odbije się też od dna. Może to jakoś pomoże i pozwoli jej wrócić. Jakiś zastrzyk świeżej magii natury w okolicy. Mam nadzieję, że tak się stanie — kontynuował ciepłym tonem głosu. — Gdy wróci, będziesz miał czym się pochwalić.
Może to był jeden z tych momentów, gdy Erik nawet w złej sytuacji dostrzegał potencjał na zmianę na lepsze? Maledictus był ciężką klątwą, ale od każdej reguły bywały wyjątki. A magia rządziła się ze swoimi prawami; raz brała, raz zabierała. Jeśli Knieja zostanie oczyszczona, a bóstwa obłaskawione, to kto wie, może faktycznie los by się odwrócił, a parę życzeń zostałoby wysłuchanych? Czemu to nie miałoby być jednym z nich?
Poza tym Longbottom jak mało kto wiedział, że rozmowy o klątwach nie były łatwe. Może i zaakceptował po latach likantropię, jednak miał przed nią swego rodzaju... Szacunek? Był powód, dla którego rzadko kiedy żartował o futrzakach, wilczym apetycie czy innych aspektach życia wilkołaka. Bądź co bądź, hodował w sobie dziką bestię, która brała sobie we władanie jego ciało raz na miesiąc. Dzięki eliksirowi tojadowemu mógł być jej świadomy, ale to nadal było coś obcego.
— Bardzo efektywnej przygody z tego, co widzę. Może nauczę się czegoś przy tobie przez następne miesiące. — Uśmiechnął się lekko. Postanowił nie drążyć tematu rodzica bardziej, niż Samuel sobie tego życzył. — Masz jeszcze jakieś ukryte talenty tego typu? Jak u ciebie z wędkarstwem?
Obszedł deskę z drugiej strony. To oczywiste, że jej dobry stan był bardziej zasługą Samuela, jednak doceniał, że próbował go włączyć w cały proces. Bez względu na to, czy powodowała nim chęć faktycznego zagonienia go do pracy i uciszenia, czy też początkowego obśmiania. Zdecydowanie była to lekcja pokory. Możliwe, że jedna z wielu, na które powinien zrobić miejsce w kalendarzu.
Drgnął minimalnie, gdy McGonagall nawiązał do swojej matki. Longbottomowie ledwie półtora miesiąca wcześniej przeżyli własną tragedię, tracąc wuja Derwina w walkach ze Śmierciożercami podczas Beltane. Z ciężkim sercem zaakceptowali jego odejście, a niektórym nawet nie udało się z nim pożegnać, jak między innymi Morpheusowi, który w czasie pogrzebu przebywał w słonecznej Grecji, pracując nad swoimi badaniami. Oni przynajmniej dostali jakieś zakończenie, chociaż epilog zaakceptowaliby, dopiero gdy zostałaby wymierzona sprawiedliwość na osobie, która pozbawiła wuja życia.
Maledictus... Erik nie wiedział za wiele o tej klątwie, jednak kluczowe fakty kojarzył. Dotykała tylko kobiety i wiązała się ze zmianą w dzikie stworzenie, która w pewnym momencie stawała się nieodwracalna. Nie równała się jednak śmierci, a pełnej zmianie kształtu. Miał nadzieję, że to nie było coś zupełnie gwałtownego, a Sam miał przynajmniej okazję się pożegnać. Zamknąć pewien etap. Tylko, czy jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie to zrobić i po prostu ruszyć dalej? Zakładał, że nie. Zwłaszcza jeśli rodzina żyła razem w głuszy takiej jak Knieja.
— Zawsze musi być jakaś równowaga w naturze, prawda? — wypalił niespodziewanie, postanawiając darować Samuelowi proste ''przykro mi''. — Skoro teraz dzieje się z Knieją tyle złego to jest też szansa, że z czasem odbije się też od dna. Może to jakoś pomoże i pozwoli jej wrócić. Jakiś zastrzyk świeżej magii natury w okolicy. Mam nadzieję, że tak się stanie — kontynuował ciepłym tonem głosu. — Gdy wróci, będziesz miał czym się pochwalić.
Może to był jeden z tych momentów, gdy Erik nawet w złej sytuacji dostrzegał potencjał na zmianę na lepsze? Maledictus był ciężką klątwą, ale od każdej reguły bywały wyjątki. A magia rządziła się ze swoimi prawami; raz brała, raz zabierała. Jeśli Knieja zostanie oczyszczona, a bóstwa obłaskawione, to kto wie, może faktycznie los by się odwrócił, a parę życzeń zostałoby wysłuchanych? Czemu to nie miałoby być jednym z nich?
Poza tym Longbottom jak mało kto wiedział, że rozmowy o klątwach nie były łatwe. Może i zaakceptował po latach likantropię, jednak miał przed nią swego rodzaju... Szacunek? Był powód, dla którego rzadko kiedy żartował o futrzakach, wilczym apetycie czy innych aspektach życia wilkołaka. Bądź co bądź, hodował w sobie dziką bestię, która brała sobie we władanie jego ciało raz na miesiąc. Dzięki eliksirowi tojadowemu mógł być jej świadomy, ale to nadal było coś obcego.
— Bardzo efektywnej przygody z tego, co widzę. Może nauczę się czegoś przy tobie przez następne miesiące. — Uśmiechnął się lekko. Postanowił nie drążyć tematu rodzica bardziej, niż Samuel sobie tego życzył. — Masz jeszcze jakieś ukryte talenty tego typu? Jak u ciebie z wędkarstwem?
Obszedł deskę z drugiej strony. To oczywiste, że jej dobry stan był bardziej zasługą Samuela, jednak doceniał, że próbował go włączyć w cały proces. Bez względu na to, czy powodowała nim chęć faktycznego zagonienia go do pracy i uciszenia, czy też początkowego obśmiania. Zdecydowanie była to lekcja pokory. Możliwe, że jedna z wielu, na które powinien zrobić miejsce w kalendarzu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞