17.02.2024, 10:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2024, 10:06 przez Brenna Longbottom.)
Jeszcze kilka godzin wcześniej była we Francji.
Przystanek na drodze - odwiedzały z Mavelle Szwecję, by porozmawiać ze specjalistą po Durmstrangu, w kraju, w którym nekromancji nauczono i niekoniecznie aresztowywano za jej stosowanie. Teleportacja i świstokilki nie działały na tak długie dystanse, "przeskoczyły więc" świstoklikiem kilka krajów, wpadły na chwilę do Paryża i stamtąd promem dostały się do Anglii, by teleportować się do Doliny Godryka - tej nocy właśnie.
Do Warowni wróciły, gdy było już ciemno, a większość domowników spała. Brenna miała szczery zamiar iść spać i zaledwie zerknęła na korespondencję. Ledwo jednak pozbyła się kurtki i zaczęła rozpakowywać przywiezione prezenty, przez uchylone okno wleciała sowa Patricka.
Brenna zerknęła na treść, przeklęła samą siebie, że trenowała animagię i widmowidzenie, gdy inni trenowali fale i dwie sekundy później zbiegała po schodach Warowni, by sprzed budynku aportować się prosto na Pokątną.
*
Na miejsce dotarła chwilę po Patricku – nic dziwnego, w końcu do niej musiała dolecieć sowa, a on pewnie ubrał się i udał tutaj od razu po jej wysłaniu. Z rozpędu omal nie walnęła we framugę i może dobrze, że Steward ledwo co wszedł do środka, inaczej Brenna obudziłaby na pewno nie tylko Norę, ale też Mabel, Thomasa i całe sąsiedztwo.
– Jak bardzo jesteś ranna? – wydusiła z siebie, podpierając się o framugę i próbując wychylić się tak, by zobaczyć Norę za plecami Patricka. Z trudem chwytała oddech, bo gardło miała ściśnięte nie tyle od wysiłku, chociaż biegła przez Warownię i te kilka metrów Pokątną iście szaleńczo, ile ze strachu. Pamiętała, jak wyglądał Laurent: gdyby pomoc nie dotarła na czas, wykrwawiłby się pewnie we własnym łóżku. Z Victorią było trochę lepiej, ale obrażenia były paskudne. A ona sama? Musiała mocno wkurwić tego mrocznego władcę snów o szklistych oczach, bo urządził ją tak, że wylądowała w Mungu.
Nora stała jednak na własnych nogach. Była przytomna. Nie chwiała się.
Najwyraźniej Patrick – bo Brenna natychmiast założyła, że to Patrick ją uratował, inaczej skąd by wiedział, że Norę zaatakowało? – był znacznie lepszym ratownikiem niż sama Brenna. Ewentualnie na Norę ten człowiek nie był aż tak zawzięty...
Przystanek na drodze - odwiedzały z Mavelle Szwecję, by porozmawiać ze specjalistą po Durmstrangu, w kraju, w którym nekromancji nauczono i niekoniecznie aresztowywano za jej stosowanie. Teleportacja i świstokilki nie działały na tak długie dystanse, "przeskoczyły więc" świstoklikiem kilka krajów, wpadły na chwilę do Paryża i stamtąd promem dostały się do Anglii, by teleportować się do Doliny Godryka - tej nocy właśnie.
Do Warowni wróciły, gdy było już ciemno, a większość domowników spała. Brenna miała szczery zamiar iść spać i zaledwie zerknęła na korespondencję. Ledwo jednak pozbyła się kurtki i zaczęła rozpakowywać przywiezione prezenty, przez uchylone okno wleciała sowa Patricka.
Brenna zerknęła na treść, przeklęła samą siebie, że trenowała animagię i widmowidzenie, gdy inni trenowali fale i dwie sekundy później zbiegała po schodach Warowni, by sprzed budynku aportować się prosto na Pokątną.
*
Na miejsce dotarła chwilę po Patricku – nic dziwnego, w końcu do niej musiała dolecieć sowa, a on pewnie ubrał się i udał tutaj od razu po jej wysłaniu. Z rozpędu omal nie walnęła we framugę i może dobrze, że Steward ledwo co wszedł do środka, inaczej Brenna obudziłaby na pewno nie tylko Norę, ale też Mabel, Thomasa i całe sąsiedztwo.
– Jak bardzo jesteś ranna? – wydusiła z siebie, podpierając się o framugę i próbując wychylić się tak, by zobaczyć Norę za plecami Patricka. Z trudem chwytała oddech, bo gardło miała ściśnięte nie tyle od wysiłku, chociaż biegła przez Warownię i te kilka metrów Pokątną iście szaleńczo, ile ze strachu. Pamiętała, jak wyglądał Laurent: gdyby pomoc nie dotarła na czas, wykrwawiłby się pewnie we własnym łóżku. Z Victorią było trochę lepiej, ale obrażenia były paskudne. A ona sama? Musiała mocno wkurwić tego mrocznego władcę snów o szklistych oczach, bo urządził ją tak, że wylądowała w Mungu.
Nora stała jednak na własnych nogach. Była przytomna. Nie chwiała się.
Najwyraźniej Patrick – bo Brenna natychmiast założyła, że to Patrick ją uratował, inaczej skąd by wiedział, że Norę zaatakowało? – był znacznie lepszym ratownikiem niż sama Brenna. Ewentualnie na Norę ten człowiek nie był aż tak zawzięty...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.