30.11.2022, 22:09 ✶
Im dłużej siedział na jej kolanach tym przesiąkał jej przygnębieniem. Niech to szlag, całe jego futro stopniowo traci na objętości bo zaczynał przejmować się jej nastrojem. Krańce wąsów nieco opadły gdy usłyszał te nieprzyjemne nuty w jej głosie. Podniósł głowę aby widzieć lepiej kawałek jej twarzy. Nie musiał zajmować się czytaniem z ludzkiej mimiki, nie było mu to potrzebne do oceny sytuacji. Bazował na innych wrażeniach i bodźcach, które ich ciała wysyłały wraz z ruchem, podniesioną temperaturą ciała, zapachem, smakiem, wibracjami i tonem głosu.
- Masz rację, to moja domena. - przyznał szczerze, pozwalając jej wyprowadzić go z błędu w kwestii opanowania świata. Opuścił łapkę z powrotem na jej kolano, a puszystym ogonem zmiótł mikroskopijny kurz wirujący w powietrzu.
- Jak to możliwe, aby coś, co organizowała Brenya było dramatem? Nie było jej tam? Jej brat zmienił się w mokrego psa? - przede wszystkim, niełatwo było mu wypowiadać wszystkie imiona, a imienia Brenny celowo nie poprawiał. Podobało mu się tak, jak brzmiało. Po drugie, nie potrafił ignorować nieprzyjemnego zapachu bijącego od Erika, bo jakby nie patrzeć więcej wspólnego miał z psem aniżeli z kotem. To ta naturalna bariera w nawiązywaniu relacji między kimś pochodzącym od psowatych a kimś od arysto... kotowatych. Swoją postawą miał nadzieję rozrzedzić tę wibrującą atmosferę. Zszedł z kolan Nory i usiadł na podłokietniku kanapy, ustawiając łapki ciasno jedna obok drugiej. Teoretycznie objętościowo nie powinien mieścić swojego jeszcze zimowego zadka na tak małym obszarze ale najwyraźniej o tym nie wiedział.
- Bobra? Niech mnie kłaczek krztusi, kto zaprosił na ten bal rodzinę Bell? - gdyby umiał, wzniósłby ślepia ku niebu. Westchnął jednak gęste futro uniemożliwiło spostrzeżenie tego faktu.
- Jeśli ofiarą był ktoś, kogo nie lubię to śmiałbym się najgłośniej i zestresowałbym bobra poprzez majestatyczną gonitwę po całej sali. - trzeba oddać to Salemowi - potrafił być brutalnie szczery.
- Jeśli zaś mówimy o osobie, którą z jakiejś przyczyny darzę łaskawie sympatią to osobiście wygryzłbym dziury w różdżce nieudolnie żartującego jegomościa. - popatrzył na jej twarz, choć nie bezpośrednio w oczy. - Jeśli to jednak ty zamieniłaś kogoś w bobra to przekonałbym wszystkich wokół i samego bobra, że to dla jego dobra. - dodał trzecią opcję. Salem był elastyczny, potrafił dostosować się do każdej sytuacji.
- Masz rację, to moja domena. - przyznał szczerze, pozwalając jej wyprowadzić go z błędu w kwestii opanowania świata. Opuścił łapkę z powrotem na jej kolano, a puszystym ogonem zmiótł mikroskopijny kurz wirujący w powietrzu.
- Jak to możliwe, aby coś, co organizowała Brenya było dramatem? Nie było jej tam? Jej brat zmienił się w mokrego psa? - przede wszystkim, niełatwo było mu wypowiadać wszystkie imiona, a imienia Brenny celowo nie poprawiał. Podobało mu się tak, jak brzmiało. Po drugie, nie potrafił ignorować nieprzyjemnego zapachu bijącego od Erika, bo jakby nie patrzeć więcej wspólnego miał z psem aniżeli z kotem. To ta naturalna bariera w nawiązywaniu relacji między kimś pochodzącym od psowatych a kimś od arysto... kotowatych. Swoją postawą miał nadzieję rozrzedzić tę wibrującą atmosferę. Zszedł z kolan Nory i usiadł na podłokietniku kanapy, ustawiając łapki ciasno jedna obok drugiej. Teoretycznie objętościowo nie powinien mieścić swojego jeszcze zimowego zadka na tak małym obszarze ale najwyraźniej o tym nie wiedział.
- Bobra? Niech mnie kłaczek krztusi, kto zaprosił na ten bal rodzinę Bell? - gdyby umiał, wzniósłby ślepia ku niebu. Westchnął jednak gęste futro uniemożliwiło spostrzeżenie tego faktu.
- Jeśli ofiarą był ktoś, kogo nie lubię to śmiałbym się najgłośniej i zestresowałbym bobra poprzez majestatyczną gonitwę po całej sali. - trzeba oddać to Salemowi - potrafił być brutalnie szczery.
- Jeśli zaś mówimy o osobie, którą z jakiejś przyczyny darzę łaskawie sympatią to osobiście wygryzłbym dziury w różdżce nieudolnie żartującego jegomościa. - popatrzył na jej twarz, choć nie bezpośrednio w oczy. - Jeśli to jednak ty zamieniłaś kogoś w bobra to przekonałbym wszystkich wokół i samego bobra, że to dla jego dobra. - dodał trzecią opcję. Salem był elastyczny, potrafił dostosować się do każdej sytuacji.