17.02.2024, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2024, 21:29 przez Erik Longbottom.)
— Ach, tak. Cuda animagii. — Zmrużył lekko oczy w zaciekawieniu. — Po powrocie do formy człowieka... Zostają ci jakieś zachowania z niedźwiedzia? Jak to u ciebie wygląda?
Zakładał, że czarodziej w formie zwierzęcia pewnie nie miał dużych problemów z wpasowaniem się w środowisko, zwłaszcza jeśli wcześniej znał teren jak własną kieszeń. Z nielicznych nocy spędzonych pod gołym niebem w formie bestii kojarzył przede wszystkim to, że zwierzyna od niego uciekała. Może był wówczas zwierzęciem i bestią, ale dalej był czymś innym. Samo wycie skłaniało do ucieczki większość mieszkańców lasu.
Niedługo później bez gadania oddał hebel Samuelowi. Nie mógł oderwać oczu od jego rąk, które tak zwinnie posługiwały się narzędziem. Było w tym coś fascynującego, patrzeć na kogoś, kto doskonale znał swój fach i faktycznie wiedział, co robi. Każdy ruch był pewny, zdecydowany i świadomy. Każda decyzja miała swoje konsekwencje, które Sam zawczasu mógł wziąć pod uwagę, bo wiedział czego wypatrywać, czego unikać a co ignorować, dopóki nie stanie się problemem.
Przypominało mu to obserwowanie pojedynków szermierskich i spotkań Klubu Pojedynków. Ilekroć to eksperci mieli szansę dać pokaz swych umiejętności, było w tym coś więcej, zwykła wymiana ciosów zmieniała się w spektakl, który poruszał widzów, grając na ich emocjach i angażując w przedstawienie. Czasem rozbudzało to zazdrość, innym ciekawość, a w innych przypadkach złość i radość. Często przez glowę widzów przechodziła jedna i ta sama myśl: Ja nigdy tak nie będę potrafić. To też odczuwał teraz Erik.
— Więc będziesz miał okazję spróbować — rzucił niby od niechcenia, chociaż był bardzo ciekawy reakcji Samuela. Oderwał wzrok od hebla w samuelowych dłoniach, aby zerknąć na jego twarz. — To znaczy, jeśli masz ochotę. Przyznaje, nie jestem ekspertem i są lepsi ode mnie, nawet o wiele lepsi... — Uśmiechnął się aż nazbyt świadom powtórzenia poprzednich słów majstra. — Ale wspólnymi siłami na pewno coś złowimy.
Czy za bardzo naciskał? Niby nie znali się aż tak dobrze, ale wyraźnie zaczynali łapać wspólny język. Skoro Samuel pozwolił mu zasmakować pracy z drewnem, to czemu Erik miałby się nie odwdzięczyć? Poza tym, na pewno była to bezpieczniejsza opcja niż lekcja szermierki w ich wykonaniu. Brenna na pewno byłaby gotowa zrobić krzywdę bratu, gdyby przez przypadek pokiereszował Sama.
— Mhmm, nawet bardzo. — Przytaknął bez wahania, a jego twarz rozbłysła pod wpływem wspomnień z dawnych wycieczek. — Na wybrzeżu czy nad jeziorem czuje się... Bezpiecznie? Pewnie? Spokojnie? Trochę jak w domu. Zwłaszcza w porównaniu do wyżyn czy gór. — Zdarzało mu się uprawiać wspinaczkę z młodszą siostrą, jednak nie był wówczas najprzyjemniejszym towarzyszem wypraw. — Im wyżej na lądzie, tym łatwiej się denerwuje. Miewam humory. — Wzruszył sztywno ramionami. Nie przepadał za głośnymi deklaracjami na temat własnych słabości. — Woda działa kojąco, nawet jeśli tylko stoję na brzegu.
Czy to dlatego, że dawała mu poczucie wolności? Oczyszczała ze zmartwień i pozwalała uciec od zgiełku, jaki zdawał się obecnie czaić na każdym kroku? A może dlatego, że otwierała przed nim przestrzeń i nowe horyzonty? Klaustrofobia była zmorą Erika, z którą mierzył się przez wiele lat i wszystko wskazywało na to, że będzie mu towarzyszyła aż po kres jego dni. W porównaniu z jaskiniami czy ciasnymi korytarzami wybrzeże było niczym bezpieczne schronienie; gdzie by nie spojrzał wszystko miał wówczas na widoku.
Zakładał, że czarodziej w formie zwierzęcia pewnie nie miał dużych problemów z wpasowaniem się w środowisko, zwłaszcza jeśli wcześniej znał teren jak własną kieszeń. Z nielicznych nocy spędzonych pod gołym niebem w formie bestii kojarzył przede wszystkim to, że zwierzyna od niego uciekała. Może był wówczas zwierzęciem i bestią, ale dalej był czymś innym. Samo wycie skłaniało do ucieczki większość mieszkańców lasu.
Niedługo później bez gadania oddał hebel Samuelowi. Nie mógł oderwać oczu od jego rąk, które tak zwinnie posługiwały się narzędziem. Było w tym coś fascynującego, patrzeć na kogoś, kto doskonale znał swój fach i faktycznie wiedział, co robi. Każdy ruch był pewny, zdecydowany i świadomy. Każda decyzja miała swoje konsekwencje, które Sam zawczasu mógł wziąć pod uwagę, bo wiedział czego wypatrywać, czego unikać a co ignorować, dopóki nie stanie się problemem.
Przypominało mu to obserwowanie pojedynków szermierskich i spotkań Klubu Pojedynków. Ilekroć to eksperci mieli szansę dać pokaz swych umiejętności, było w tym coś więcej, zwykła wymiana ciosów zmieniała się w spektakl, który poruszał widzów, grając na ich emocjach i angażując w przedstawienie. Czasem rozbudzało to zazdrość, innym ciekawość, a w innych przypadkach złość i radość. Często przez glowę widzów przechodziła jedna i ta sama myśl: Ja nigdy tak nie będę potrafić. To też odczuwał teraz Erik.
— Więc będziesz miał okazję spróbować — rzucił niby od niechcenia, chociaż był bardzo ciekawy reakcji Samuela. Oderwał wzrok od hebla w samuelowych dłoniach, aby zerknąć na jego twarz. — To znaczy, jeśli masz ochotę. Przyznaje, nie jestem ekspertem i są lepsi ode mnie, nawet o wiele lepsi... — Uśmiechnął się aż nazbyt świadom powtórzenia poprzednich słów majstra. — Ale wspólnymi siłami na pewno coś złowimy.
Czy za bardzo naciskał? Niby nie znali się aż tak dobrze, ale wyraźnie zaczynali łapać wspólny język. Skoro Samuel pozwolił mu zasmakować pracy z drewnem, to czemu Erik miałby się nie odwdzięczyć? Poza tym, na pewno była to bezpieczniejsza opcja niż lekcja szermierki w ich wykonaniu. Brenna na pewno byłaby gotowa zrobić krzywdę bratu, gdyby przez przypadek pokiereszował Sama.
— Mhmm, nawet bardzo. — Przytaknął bez wahania, a jego twarz rozbłysła pod wpływem wspomnień z dawnych wycieczek. — Na wybrzeżu czy nad jeziorem czuje się... Bezpiecznie? Pewnie? Spokojnie? Trochę jak w domu. Zwłaszcza w porównaniu do wyżyn czy gór. — Zdarzało mu się uprawiać wspinaczkę z młodszą siostrą, jednak nie był wówczas najprzyjemniejszym towarzyszem wypraw. — Im wyżej na lądzie, tym łatwiej się denerwuje. Miewam humory. — Wzruszył sztywno ramionami. Nie przepadał za głośnymi deklaracjami na temat własnych słabości. — Woda działa kojąco, nawet jeśli tylko stoję na brzegu.
Czy to dlatego, że dawała mu poczucie wolności? Oczyszczała ze zmartwień i pozwalała uciec od zgiełku, jaki zdawał się obecnie czaić na każdym kroku? A może dlatego, że otwierała przed nim przestrzeń i nowe horyzonty? Klaustrofobia była zmorą Erika, z którą mierzył się przez wiele lat i wszystko wskazywało na to, że będzie mu towarzyszyła aż po kres jego dni. W porównaniu z jaskiniami czy ciasnymi korytarzami wybrzeże było niczym bezpieczne schronienie; gdzie by nie spojrzał wszystko miał wówczas na widoku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞