- Skąd, skąd, jak to skąd... Ostatnio nic mi się nie udaje, jakbym została przeklęta. - Była bardzo krytyczna wobec swojej osoby, ale zdecydowanie nie był to jej czas. Miała wrażenie, że wszystko, czego się dotknie zaczyna płonąć, może nie dosłownie, ale nic nie chciało z nią współpracować. Rzeczy, które kiedyś przychodziły jej ot tak, nagle zupełnie jej nie wychodziły, jak więc mogła reagować inaczej?
Ugryzła kolejny kawałek ciasta, przeżuwała go dłuższą chwilę i dopiero, jak połknęła całość zaczęła mówić. - To jedna z tych rzeczy, Elaine mnie ugryzła, rozumiesz? - Zdecydowanie nie była z tego powodu zadowolona. - Nie poradziłam sobie z nią, ujebała mnie w stopę. - Nigdy dotąd się to jeszcze nie zdarzyło, więc dało jej do myślenia, może nie była tak dobra w tresurze zwierząt, jak się jej wydawało, skoro nie dała sobie rady z maledictusem? Nie najlepiej wpłynęło to na pewność siebie kobiety. Szczególnie, że akurat ona powinna być specjalistką w tej dziedzinie, każdemu innemu mogło się przytrafić coś podobnego, no ale nie jej. Nie, kiedy od lat się tym zajmowała.
Wbiła w niego swój wzrok, kiedy powiedział, że pierdoli. Wybiło ją to z rytmu, spowodowało, że zamilkła na moment i zaczęła się nad tym zastanawiać, może faktycznie trochę pierdoliła? Może miał rację.
- Dzisiaj, nie udało mi się ogarnąć Elaine, mogła kogoś zabić, nie stało się tak oczywiście, uszkodziła tylko moją stopę, ale co jeśli stało by się inaczej? - Widać było, że ma do siebie o to ogromny żal, że zawiodła, kiedy to ona powinna być ich opoką w tej dziedzinie. - Po drugie, to dłuższa historia. - Odetchnęła głęboko próbując zebrać myśli. - Ostatnio był sabat, wiesz, czarodzieje to tak hucznie świętują, poszłam tam z Edgem i próbowałam zawinąć jednemu typowi portfel, nic nowego, tyle, że mnie przyłapał. Okazało się, że jest aurorem i mieliśmy przejebane, a dzisiaj to wszystko znowu wydarzyło się przy Flynnie, znowu go zawiodłam! - Najwyraźniej to ją też dosyć mocno bolało. Trochę się nad sobą żaliła, ale za dużo się tego w niej ostatnio nazbierało, jakoś tak wyszło, ze pękła akurat przy Bergu.