Gerry nigdy nie mogła narzekać na zainteresowanie rodziców. Czasem było, aż zbyt wielkie. Jej matka bardzo mocno próbowała wpłynąć na to, jak dziewczyna się zachowuje. Niestety ojciec w tym przypadku wygrał. To on się stał wzorem do naśladowania dla Gerry, to on zawsze jej imponował, chciała mu dorównać, być takim wyśmienitym łowcą jak on. Z czasem dotarło do niej, że udało jej się spełnić to marzenie, naprawdę czuła, że to osiągnęła. Była z tego bardzo dumna, bo od zawsze było to jej marzeniem. Gerard ją doceniał, co również było dla niej ważne, w przeciwieństwie do Jennifer, która ciągle sugerowała, że coś robi nie tak. Jednak nie ma rodzin idealnych.
Czy była zachwycona współpracą z Kim? Nie była przyzwyczajona do współpracy z kimkolwiek. Najlepiej przychodziło jej działanie samej, także może nie do końca. Nie skreślała jednak dziewczyny, podobało jej się to, że miała werwę i energię, oraz chęć zaangażowania się w jej sprawy. Dała jej szansę. Nie bez powodu jej brat się nią interesował, a przynajmniej tak się jej wydawało. Może widziała w nich też to, co kiedyś łączyło ją z Thesem, ich relacja z czasem się zmieniła i była chyba bardziej typowo przyjacielska, jednak pamiętała młodzieńcze czasy, kiedy była nim zauroczona.
- Jak dla mnie, nie ma po co się interesować takimi rzeczami. Ciekawić tym, co miłego o nas mówią i dlaczego, to może nam pozwolić być lepszymi ludźmi. Pozytywna energia bardziej zachęca do działania. - Przynajmniej tak się wydawało pannie Yaxley. Gdyby za bardzo brała do siebie te wszystkie negatywne opinie, to cóż, mogłaby się załamać, gdyby ktoś był słabszy od niej to na pewno by to zrobił.
Udało im się wspiąć na szczyt góry. Zbliżały się do zwierzęcia, jeszcze chwila i będą je miały w zasięgu wzroku. - Najprościej będzie go unieruchomić, będziemy miały pewność, że nie zrobi nam krzywdy, później wyrwiemy trochę piór i spadamy, żeby nas nie dogonił. - Taki był jej plan, czekała na opinię Kim, żeby nie było, nie chciała robić nic przeciwko jej.