18.02.2024, 02:09 ✶
Odpyskowanie nie pomogło w tym, że od samego początku Bell wyglądał na wzburzonego. Otarł ręką ściekającą mu po czole strużkę potu, skinieniem głowy odprawił jednego ze swoich braci, który najwyraźniej zastanawiał się z kim Flynn rozmawiał, zamiast iść się umyć. Teraz napiął się tak, jakby zaraz miał zacząć skakać i klepać kogoś po mordzie, ale jak mu się mocniej przyjrzało, to on tak robił nie z potrzeby agresji, a z tego że się czuł jakby chodził po rozżarzonych węglach. Pan architekcik musiał sądzić, że paliła mu się dupa.
- To weź się przebadaj na rzeżączkę, bo moja matka była straszną kurwą. - Odburknął, zdecydowanie za głośno, bo się nie lubił pewnymi rzeczami dzielić z nikim, a potem splunął na chodnik. Musiał tej matki naprawdę szczerze nienawidzić, do tego stopnia, aby w stresie przed kimś, o kim dobrze wiedział, jak ważna w jego obliczu stawała się kobiecość, wciąż nie potrafił okazać swojej rodzicielce ani krzty szacunku, a przecież zawsze szacunek do kobiet miał. Ba, był jednym z tych oblechów, którzy dziękowali Fontaine za każdy ochłap uwagi i zachowywali się, jakby za jeden uśmiech posłany w ich kierunku zasłużyła sobie na to, aby całować ją po stopach. Crow robił dla niej wszystko, o co go prosiła, a jeżeli z jakiegoś powodu nie mógł wykonać zadania przez beznadziejny, ale wciąż istniejący kompas moralny, to szukał jakiejś satysfakcjonującej alternatywy...
Ale dzisiaj nie był już pieskiem na posyłki kobiety, która koronowała się królową Podziemi.
- Oh, „d-daj spokój”? - Podszedł do niej, tak bardzo dziwacznie i nerwowo rozglądając się przy tym na boki, a później oblizał wargi i wyraźnie zestresowany próbował wymyślić jakąś odpowiedź. - Nie p-przyypominam sobie, żebyś ty albo którakolwiek z twoich sióstr była mi coś dłu-użna. No, chyba że sobie policzyłyście za to, że zniknąłem wam z oczu. - On naprawdę nie miał pojęcia, o czym mówiła. Wyglądał inaczej niż kiedyś - przybrał na wadze, musiał przestać ćpać, albo przynajmniej z tym przystopował, ale ewidentnie wciąż nie radził sobie z emocjami i widok kogoś ze Ścieżek wprawił go w stan głębokiego stresu.
- To weź się przebadaj na rzeżączkę, bo moja matka była straszną kurwą. - Odburknął, zdecydowanie za głośno, bo się nie lubił pewnymi rzeczami dzielić z nikim, a potem splunął na chodnik. Musiał tej matki naprawdę szczerze nienawidzić, do tego stopnia, aby w stresie przed kimś, o kim dobrze wiedział, jak ważna w jego obliczu stawała się kobiecość, wciąż nie potrafił okazać swojej rodzicielce ani krzty szacunku, a przecież zawsze szacunek do kobiet miał. Ba, był jednym z tych oblechów, którzy dziękowali Fontaine za każdy ochłap uwagi i zachowywali się, jakby za jeden uśmiech posłany w ich kierunku zasłużyła sobie na to, aby całować ją po stopach. Crow robił dla niej wszystko, o co go prosiła, a jeżeli z jakiegoś powodu nie mógł wykonać zadania przez beznadziejny, ale wciąż istniejący kompas moralny, to szukał jakiejś satysfakcjonującej alternatywy...
Ale dzisiaj nie był już pieskiem na posyłki kobiety, która koronowała się królową Podziemi.
- Oh, „d-daj spokój”? - Podszedł do niej, tak bardzo dziwacznie i nerwowo rozglądając się przy tym na boki, a później oblizał wargi i wyraźnie zestresowany próbował wymyślić jakąś odpowiedź. - Nie p-przyypominam sobie, żebyś ty albo którakolwiek z twoich sióstr była mi coś dłu-użna. No, chyba że sobie policzyłyście za to, że zniknąłem wam z oczu. - On naprawdę nie miał pojęcia, o czym mówiła. Wyglądał inaczej niż kiedyś - przybrał na wadze, musiał przestać ćpać, albo przynajmniej z tym przystopował, ale ewidentnie wciąż nie radził sobie z emocjami i widok kogoś ze Ścieżek wprawił go w stan głębokiego stresu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.