18.02.2024, 04:08 ✶
- Mam nadzieję, że niezbyt dużo - rzuciła w odpowiedzi na jego słowa, po tym jak przyjrzała się podsuniętej monecie. Miała złe przeczucia, ale chyba każde z nich tego doświadczało, kiedy się tutaj zagłębiało. Ciemność była lepka i nienaturalna, a oni z Vincentem mogli zobaczyć, jak idąca przed nimi para, w szczególności Heather, zachowują się nerwowo. Dziewczyna wzdrygała się i odwracała i za każdym razem kiedy to robiła, Crawley coś ściskało w żołądku. Nie bała się, nie w ten sposób, który pozwalał się jasno i wyraźnie określić, ale było to jakieś dziwne podchody. Jeszcze nerwowość i ostrożność, wynikająca z atawizmów, krzyczących teraz by zawrócili.
Przystanęła posłusznie, kiedy Brenna ich o to poprosiła, uważnie przyglądając się jej poczynaniom. Ciężko było powiedzieć, co właściwie czuła, patrząc na leżące przed nimi zwłoki, ale nie było to chyba nic co sprawiłoby że jeżyły się jej włosy na karku, albo czuła jeszcze większy ucisk niepokoju. Krąg życia był jej dobrze znany i zaczepiony w jej głowie, a chyba jakaś część niej spodziewała się, że mogli tu znaleźć nawet takie rzeczy. Może też poczuła delikatne ukłucie ulgi, którego zaraz się powstydziła.
Zrobiła parę kroków w przód, chcąc lepiej przyjrzeć się zwłokom, ale wciąż nie podeszła bezpośrednio do nich. Były dziwne i nienaturalne, chociaż to stwierdzenie trzeszczało w jej głowie dysonansem. Nie, nie były nienaturalne, były zwyczajne charakterystyczne dla człowieka, który umarł nie będąc w pełni sił.
- Wygląda, jakby nie jadł i nie pił - zwróciła się do Brenny. - Albo nie był w pełni sił, kiedy tu trafił, albo... - zamilkła na chwilę, nie będąc pewna, czy to w ogóle miało sens. - Albo był tu bardzo długo. - dokończyła nieco ciszej, bo ta perspektywa była niezmiernie niepokojąca. Przeniosła spojrzenie na moment na Morpheusa, a potem znowu na zwłoki.
- Jakieś stworzenie? - zasugerowała, jednak w jej głosie nie było pewności.
Przystanęła posłusznie, kiedy Brenna ich o to poprosiła, uważnie przyglądając się jej poczynaniom. Ciężko było powiedzieć, co właściwie czuła, patrząc na leżące przed nimi zwłoki, ale nie było to chyba nic co sprawiłoby że jeżyły się jej włosy na karku, albo czuła jeszcze większy ucisk niepokoju. Krąg życia był jej dobrze znany i zaczepiony w jej głowie, a chyba jakaś część niej spodziewała się, że mogli tu znaleźć nawet takie rzeczy. Może też poczuła delikatne ukłucie ulgi, którego zaraz się powstydziła.
Zrobiła parę kroków w przód, chcąc lepiej przyjrzeć się zwłokom, ale wciąż nie podeszła bezpośrednio do nich. Były dziwne i nienaturalne, chociaż to stwierdzenie trzeszczało w jej głowie dysonansem. Nie, nie były nienaturalne, były zwyczajne charakterystyczne dla człowieka, który umarł nie będąc w pełni sił.
- Wygląda, jakby nie jadł i nie pił - zwróciła się do Brenny. - Albo nie był w pełni sił, kiedy tu trafił, albo... - zamilkła na chwilę, nie będąc pewna, czy to w ogóle miało sens. - Albo był tu bardzo długo. - dokończyła nieco ciszej, bo ta perspektywa była niezmiernie niepokojąca. Przeniosła spojrzenie na moment na Morpheusa, a potem znowu na zwłoki.
- Jakieś stworzenie? - zasugerowała, jednak w jej głosie nie było pewności.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.