Nie było tu już śladu po jej urodzinach, które odbyły się kilka dni temu, w nocy z dala od oczu nieproszonych gości. Stoliki stały poukładane zwyczajnie, a goście nie byli świadomi, że w Lithę odbywało się tu całkiem przyjemne spotkanie. Figg stała za ladą i gapiła się w okno rozmyślając o liście, który dostała trzy dni temu. Oczywiście, że dmuchnęła w gałązkę wrzosu, nie byłaby sobą, gdyby nie wykonała krótkiego polecenia, które było napisane na papierze. Łapała się na tym, że do tego wraca, że jej myśli zmierzają ku tej kartce kiedy tylko nie ma się czym zająć. Odetchnęła głęboko, nie powinna tego robić, dawno ruszyła do przodu, ale nie potrafiła przestać się nad tym zastanawiać.
Dźwięk dzwonka u drzwiach zwiastował przybycie gościa. Przeniosła spojrzenie na wejście, przyodziała przy tym na twarz jeden z wyuczonych uśmiechów i czekała, aż dziewczyna zbliży się do lady. Uśmiech był ważny, klienci zapamiętywali nastawienie wobec swojej osoby, jeśli miejsce będzie im się kojarzyło miło, to na pewno do niego wrócą. Przynajmniej tak się wydawało Norce, która korzystała z prostego, logicznego myślenia. Drugą istotną sprawą były produkty, które im oferowała, a ich akurat była pewna. Dzięki swoim umiejętnościom i pozytywnemu nastawieniu do ludzi udało jej się osiągnąć sukces, którego się nie spodziewała. Nadal była trochę przerażona tym, jak szybko to eskalowało. Biznes się rozrastał w ekspresowym tempie, a ona myślała już nawet o otworzeniu kolejnych filii, miała wiele pomysłów, ale czasu mało, więc nie do końca miała kiedy to wszystko przemyśleć na spokojnie.
Kiedy Maeve weszła do środka na pewno uderzył w nią wszechobecny róż. To miejsce było bardzo charakterystyczne, pełne kwiatów, różnych zapachów, które dla niektórych mogły być za bardzo intensywne. Norce się podobało, idealnie odzwierciedlało jej różową duszę. Gdzieniegdzie mogła dostrzec na ścianach obrazy kotów, bo zwierzęta te były dla właścicielki bardzo istotne. Jeden z nich leżał na parapecie, chyba spał w ciepłym, letnim świetle, które przyjemnie ogrzewało jego futerko.
Wendy kręciła się gdzieś obok, to ona miała dzisiaj zmianę, jednak za ladą stała Nora, nadal często to robiła, mimo, że powoli zbierała już całkiem sporą grupę pracowników. - Cześć. - Już miała proponować dziewczynie jedne ze swoich wypieków, tyle, że ta szybko spowodowała, że tego nie zrobiła. Ogłoszenie. No tak. Nadal wisiało na drzwiach, bo ciągle brakowało jej ludzi. Układanie grafiku w przypadku, kiedy dla większości to było dodatkowe zajęcie to był jakiś dramat, ale zaciskała zęby i robiła to, aby wszyscy byli zadowoleni, musiała jednak znaleźć kolejne osoby na wypełnienie luki. - Tak, szukamy, jak mniemam to cię do nas sprowadziło, skoro pytasz? - Uśmiechnęła się do dziewczyny promiennie. - Podejdźmy może do tamtego stolika. - Wskazała ręką na samotny stół pod oknem. Nie będzie rozmawiała z nią o pracy przy ladzie, bo to nie wypadało. Sama zaś szybko poprosiła Wendy, żeby przejęła jej obowiązki, wzięła w dłoń talerz z drobnymi słodkościami, znajdowały się na nim jakieś bezy, małe pączki i makaroniki i ruszyła w stronę stolika, który chwilę wcześniej pokazała dziewczynie. Usiadła na wolnym krześle, nim to zrobiła jeszcze położyła słodycze na stole.
- Teraz możemy rozmawiać, nie lubię tak załatwiać wszystkiego w biegu. - Dodała na swoje wytłumaczenie.