Norka wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. To była chyba największa ilość słów, jaką usłyszała od Flynna od czasu poznania. Szybko myślał, łączył fakty i wyciągał wnioski. Zdziwiło ją to nawet, bo nie wyglądał na takiego, ale jak wiadomo, nie można oceniać książki po okładce, bo można się zaskoczyć.
- To wszystko co mówisz to prawda. Nie jestem ani dziana, ani nie dostałam tego miejsca po kimś. Na wszystko zapracowałam sama, ale nadal chyba brakuje mi pewności siebie. - W przeciwieństwie do mężczyzny, ona nie miała problemu z tym, aby podzielić się z nim czymś osobistym. Była jak zawsze, aż nadto otwarta, nie miała problemu, żeby mówić o swoich wątpliwościach. Przez całe życie towarzyszyło jej uczucie, że jest niewystarczająca, że nie jet w stanie dorównać swoim najbliższym w czymkolwiek. Jedyne, co potrafiła robić, to piecznie, zależało jej na tym, by choć w tej jednej dziedzinie być wybitną, wyjątkową, może faktycznie osiągnęła ten cel? - Dlatego tak bardzo mi zależy, żeby tego nie spieprzyć, jedna zła decyzja i mogę wszystko stracić, a to miejsce odejdzie w zapomnienie, tak szybko jak się tutaj pojawiło. - Nie poradziłaby sobie najpewniej z takim niepowodzeniem. Pracowała na to całe swoje życie, ciułała kasę, żeby wreszcie spełnić swoje marzenie, które jeszcze kilka lat temu było dla niej zupełnie nieosiągalne. Teraz to miała, jednak zaczęły pojawiać się obawy, że może to stracić, bo nic w życiu nie jest pewne, szczęście zazwyczaj jest chwilowe, a los lubił rzucać kłody pod nogi, gdy wydawało się, że już nic nie może się spieprzyć.
Zaśmiała się jeszcze słysząc ten komentarz o kuchni, gdyby tylko wiedział, że jest w tym trochę prawdy. W końcu pracowała tam nad eliksirami dla zakonu, wspierała ich, jak tylko mogła w każdej wolnej chwili. - Tak, tak naprawdę to jestem szefową mafii, a to tylko przykrywka, strasznie słaba, skoro udało ci się to rozgryźć w jakieś pięć minut. - Uśmiechnęła się, kiedy wypowiadała te słowa, tak szczerze, od ucha do ucha niemalże.
Figg uwielbiała sprawiać przyjemność innym. Lubiła ich karmić, troszczyć się o nich, stawiać ich potrzeby ponad swoje. Szczególnie w takich prostych dziedzinach życia. Do tego została stworzona, niesamowite szczęście czerpała z takich prozaicznych rzeczy. Zależało jej na tym, aby każdy czuł się dobrze w jej towarzystwie. Nie miała pojęcia z czego to wynika, ta chęć polubienia jej przez każdego, usilne zadowalanie wszystkich osób. Nie było to do końca zdrowe, bo samą siebie zawsze stawiała na końcu tej hierarchii, jakby to, co ona czuje w ogóle nie było istotne.
- Te słowa, to miód na moje serce. - Odetchnęła z ulgą, udało się. Otrzymała odpowiedź, której potrzebowała, nie wiedzieć czemu tak bardzo zależało jej na opinii tego nieznajomego, chociaż właściwie już się znali, teraz będzie mogła się nim zaopiekować, bo czuła, że może tego potrzebować, miała nadzieję, że faktycznie jeszcze tutaj tu wróci.