18.02.2024, 13:24 ✶
Zdążyła przeczytać, zanim dobili do brzegu. Jej twarz na moment rozświetlił uśmiech. To było naprawdę budujące uczucie - mieć obok siebie kogoś, kto tak mocno cię kochał, że myślał tylko o tobie. Olivia właśnie czegoś takiego potrzebowała. Nie kłamstw, nie ukrywania się, a szczerej i prawdziwej miłości.
Wyszli z łódki, chociaż Olivia trochę niezgrabnie. Ale to nic, jakoś dała radę i chyba niezbyt się przejęła tym, że nie była motylem pełnym gracji - być może gdyby urodziła się w bogatszej rodzinie, z innymi wartościami, to patrzyłaby na takie rzeczy inaczej? Na szczęście państwo Quirke nie zwracali aż takiej uwagi na prezencję swojej córki. Owszem, nauczyli ją manier i wychowali ją na dobrego człowieka, lecz jakże daleko jej było do tych pięknych dam, które w naturalny sposób poruszały się tak, jakby tańczyły.
- Tylko uważaj na siebie, Sam, dobrze? Mają jakieś wybuchowe rzeczy, a jeżeli piją alkohol, to jest to dość niebezpieczne połączenie - powiedziała, lekko przekrzywiając głowę. Nie wątpiła, że sobie poradzi - przy takich spędach zwykle wystarczyło postraszyć lub po prostu się pojawić obok, by towarzystwo zaczęło uciekać. Ciekawiło ją jednak w jaki sposób dotarli do tej plaży, bo drogi były dwie: albo przez dość niebezpieczny, stromy teren, albo łódką. A takiej gromady jedna łódka nie dałaby rady pomieścić. No nic, nie ich problem, Sam sobie poradzi, co potwierdził machnięciem ręki na wątpliwości Olivii. Podał jej tylko koszyk, zadziwiająco lekki, i już odbijał z powrotem na środek rzeki. - Wiesz, od zawsze marzyłam o czymś takim.
Powiedziała, przewieszając koszyk przez ramię. Mogli iść brzegiem rzeki, który był oświetlony latarniami. Dawały one liche, nikłe światło, ale wystarczająco by nikt nie wpadł przypadkiem do wody. W oddali majaczyła ścieżka, która pięła się w górę, do jednego z parków, również oświetlonego. Innej drogi nie było, musieli przez niego przejść. Olivia sięgnęła do torebki i wyciągnęła jeden z listów.
- Czasem lubię wspominać takie rzeczy. Nie wiem czy można to zaliczyć do pierwszej miłości, bo miałam ile... siedem lat? Osiem? Ale, cytuję: Jeśli ty jesteś ptakiem, ja jestem ptakiem. I to nie żart, w tym wieku naprawdę pisałam takie głupoty, sam zobacz - jej twarz rozjaśnił uśmiech, gdy wręczała mu list, ewidentnie pisany dziecięcym pismem.
Drogi Maurycy,
To chyba najlepsze z istniejoncych zaklenć. Ale jest nietrwałe, bo gdy tylko ptaszek przylećał, to zniknoł i zostawił bałagan na mojim biurku. Ale jeśli ty jesteś ptakiem, ja jestem ptakiem. Kiedyś stwoże takie zaklencie, że te ptaszki będą żyły zawsze.
Twoja ukochana,
Olivia
List był pełen dziecięcych błędów, a pod spodem widniał dość ładny rysunek ptaka. Chyba to był wróbel. Olivia jednak nie wydawała się zażenowana tym, co mu pokazywała. To był po prostu wstęp do rozmowy.
- Widzisz, od zawsze lokowałam uczucia nie tam, gdzie trzeba. Wiesz, jak się skończyła ta miłość z Maurycym? Dwa dni później dał czekoladową żabę innej. I wpadłam w taką rozpacz, że przysięgałam sobie, że nigdy się nie zakocham. Tak we mnie to siedziało, że zakochałam się dopiero w Hogwarcie, po kilku latach. I też poróżniła nas czekoladowa żaba. W zasadzie ten mężczyzna, o którym mówiłam ci przed chwilą, mnie z tego wyleczył. Chyba nawet jestem mu wdzięczna, bo podejrzewam, że gdyby rozegrał to w inny sposób, to znowu bym się zamknęła w sobie na kilka lat i bym do ciebie wzdychała gdzieś w kącie, ale w życiu bym się do ciebie nie zbliżyła - to było dość skomplikowane, ale podejrzewała że tak by właśnie było. Olivia westchnęła. Laurent w gruncie rzeczy zrobił najlepsze, co mógł. Kubeł zimnej wody na łeb. Szkoda, że to trwało tak długo, ale w innym przypadku czy nie związałaby się z kimś innym i nie ominęła miłości swojego życia? - Niby nie wierzę w los, ale przecież wystarczyłoby żeby wtedy Maurycy nie dał żaby wstrętnej Penelopy, a wszystko byłoby inaczej. Zastanawiałeś się nad tym kiedyś? Co by było, gdyby małe zdarzenia po drodze zakończyły się inaczej?
Wyszli z łódki, chociaż Olivia trochę niezgrabnie. Ale to nic, jakoś dała radę i chyba niezbyt się przejęła tym, że nie była motylem pełnym gracji - być może gdyby urodziła się w bogatszej rodzinie, z innymi wartościami, to patrzyłaby na takie rzeczy inaczej? Na szczęście państwo Quirke nie zwracali aż takiej uwagi na prezencję swojej córki. Owszem, nauczyli ją manier i wychowali ją na dobrego człowieka, lecz jakże daleko jej było do tych pięknych dam, które w naturalny sposób poruszały się tak, jakby tańczyły.
- Tylko uważaj na siebie, Sam, dobrze? Mają jakieś wybuchowe rzeczy, a jeżeli piją alkohol, to jest to dość niebezpieczne połączenie - powiedziała, lekko przekrzywiając głowę. Nie wątpiła, że sobie poradzi - przy takich spędach zwykle wystarczyło postraszyć lub po prostu się pojawić obok, by towarzystwo zaczęło uciekać. Ciekawiło ją jednak w jaki sposób dotarli do tej plaży, bo drogi były dwie: albo przez dość niebezpieczny, stromy teren, albo łódką. A takiej gromady jedna łódka nie dałaby rady pomieścić. No nic, nie ich problem, Sam sobie poradzi, co potwierdził machnięciem ręki na wątpliwości Olivii. Podał jej tylko koszyk, zadziwiająco lekki, i już odbijał z powrotem na środek rzeki. - Wiesz, od zawsze marzyłam o czymś takim.
Powiedziała, przewieszając koszyk przez ramię. Mogli iść brzegiem rzeki, który był oświetlony latarniami. Dawały one liche, nikłe światło, ale wystarczająco by nikt nie wpadł przypadkiem do wody. W oddali majaczyła ścieżka, która pięła się w górę, do jednego z parków, również oświetlonego. Innej drogi nie było, musieli przez niego przejść. Olivia sięgnęła do torebki i wyciągnęła jeden z listów.
- Czasem lubię wspominać takie rzeczy. Nie wiem czy można to zaliczyć do pierwszej miłości, bo miałam ile... siedem lat? Osiem? Ale, cytuję: Jeśli ty jesteś ptakiem, ja jestem ptakiem. I to nie żart, w tym wieku naprawdę pisałam takie głupoty, sam zobacz - jej twarz rozjaśnił uśmiech, gdy wręczała mu list, ewidentnie pisany dziecięcym pismem.
Drogi Maurycy,
To chyba najlepsze z istniejoncych zaklenć. Ale jest nietrwałe, bo gdy tylko ptaszek przylećał, to zniknoł i zostawił bałagan na mojim biurku. Ale jeśli ty jesteś ptakiem, ja jestem ptakiem. Kiedyś stwoże takie zaklencie, że te ptaszki będą żyły zawsze.
Twoja ukochana,
Olivia
List był pełen dziecięcych błędów, a pod spodem widniał dość ładny rysunek ptaka. Chyba to był wróbel. Olivia jednak nie wydawała się zażenowana tym, co mu pokazywała. To był po prostu wstęp do rozmowy.
- Widzisz, od zawsze lokowałam uczucia nie tam, gdzie trzeba. Wiesz, jak się skończyła ta miłość z Maurycym? Dwa dni później dał czekoladową żabę innej. I wpadłam w taką rozpacz, że przysięgałam sobie, że nigdy się nie zakocham. Tak we mnie to siedziało, że zakochałam się dopiero w Hogwarcie, po kilku latach. I też poróżniła nas czekoladowa żaba. W zasadzie ten mężczyzna, o którym mówiłam ci przed chwilą, mnie z tego wyleczył. Chyba nawet jestem mu wdzięczna, bo podejrzewam, że gdyby rozegrał to w inny sposób, to znowu bym się zamknęła w sobie na kilka lat i bym do ciebie wzdychała gdzieś w kącie, ale w życiu bym się do ciebie nie zbliżyła - to było dość skomplikowane, ale podejrzewała że tak by właśnie było. Olivia westchnęła. Laurent w gruncie rzeczy zrobił najlepsze, co mógł. Kubeł zimnej wody na łeb. Szkoda, że to trwało tak długo, ale w innym przypadku czy nie związałaby się z kimś innym i nie ominęła miłości swojego życia? - Niby nie wierzę w los, ale przecież wystarczyłoby żeby wtedy Maurycy nie dał żaby wstrętnej Penelopy, a wszystko byłoby inaczej. Zastanawiałeś się nad tym kiedyś? Co by było, gdyby małe zdarzenia po drodze zakończyły się inaczej?