18.02.2024, 18:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 18:34 przez Samuel McGonagall.)
Wszelkie nie pokoje odpływały wraz z jej słodkim ciężarem na jego piersi. Była mleczną drogą rozlewającą się po ciemnej polanie wszechświata, była istotą tak doskonałą i tak czystą... Jej temperament, cięty język, mocne razy wymierzone ścierą, gdy próbował podjadać krem do eklerków... To wszystko rozbrzmiewało w nim tym jaśniej, gdy oddech w młodej piersi zamierał, a serce miarowo biło... dla niego.
Samuel był jeszcze młody, głowę miał wysyconą opowieściami, które Nora sprezentowała mu w ubiegłym roku, aby miał co czytać, gdy jej nie będzie. Samuel wierzył, że połączyła ich tej nocy, na miękkiej polanie nić przeznaczenia, że jej serce kocha i jego kochać będzie, cokolwiek przyniesie los. To marzenie było tak piękne i tak nierealne, że nie sposób było mu się oprzeć. Oto znalazł swój Kwiat Paproci, o delikatnych jak skrzydła motyla płatkach, błyszczący jaśniej niż czerwcowe słońce.
Zasnęła, a troska o nią ścisnęła mu serce. Wyciągnął rękę i na oślep spróbował znaleźć lodowato-chłodne mokre wciąż spodnie, wyciągnąć z nich kasztanową różdżkę i...
...Norze musiało się to śnić, to bardziej niż pewne. Gdy nagą skórę dotknęły potężne, pachnące mchem i jaworem skrzydła, poczuła emanującą, otaczający zewsząd, opiekuńczy kokon. Otulona przez anioła z kniei była jednak zbyt zmęczona, by zdać sobie sprawę z tego, że to ramiona jej kochanka obrosły płowym niebieskim pierzem...
Gdy otworzyła oczy, słońce było już całkiem wysoko. Leżała pod brązowym kocem o sosnowym zapachu, z głową złożoną na jego udzie. Miał już wysuszone ubrania, jej wisiały rozwieszone na gałęziach pobliskiego drzewa. Dłoń Sama błądziła po jej jasnych kosmykach, w wąskich ustach miał kawałek trawy, którą memlał w zamyśleniu. Nie zauważył, że się obudziła, jego myśli uciekły jednak wcale nie tak daleko. Układał sobie w głowie to co się stało między nimi, uczył się na pamięć, jakie to uczucie dotykać jej miękkich włosów tak swobodnie...
Samuel był jeszcze młody, głowę miał wysyconą opowieściami, które Nora sprezentowała mu w ubiegłym roku, aby miał co czytać, gdy jej nie będzie. Samuel wierzył, że połączyła ich tej nocy, na miękkiej polanie nić przeznaczenia, że jej serce kocha i jego kochać będzie, cokolwiek przyniesie los. To marzenie było tak piękne i tak nierealne, że nie sposób było mu się oprzeć. Oto znalazł swój Kwiat Paproci, o delikatnych jak skrzydła motyla płatkach, błyszczący jaśniej niż czerwcowe słońce.
Zasnęła, a troska o nią ścisnęła mu serce. Wyciągnął rękę i na oślep spróbował znaleźć lodowato-chłodne mokre wciąż spodnie, wyciągnąć z nich kasztanową różdżkę i...
...Norze musiało się to śnić, to bardziej niż pewne. Gdy nagą skórę dotknęły potężne, pachnące mchem i jaworem skrzydła, poczuła emanującą, otaczający zewsząd, opiekuńczy kokon. Otulona przez anioła z kniei była jednak zbyt zmęczona, by zdać sobie sprawę z tego, że to ramiona jej kochanka obrosły płowym niebieskim pierzem...
❀˖°❀˖°❀˖°❀˖°❀˖°❀
Gdy otworzyła oczy, słońce było już całkiem wysoko. Leżała pod brązowym kocem o sosnowym zapachu, z głową złożoną na jego udzie. Miał już wysuszone ubrania, jej wisiały rozwieszone na gałęziach pobliskiego drzewa. Dłoń Sama błądziła po jej jasnych kosmykach, w wąskich ustach miał kawałek trawy, którą memlał w zamyśleniu. Nie zauważył, że się obudziła, jego myśli uciekły jednak wcale nie tak daleko. Układał sobie w głowie to co się stało między nimi, uczył się na pamięć, jakie to uczucie dotykać jej miękkich włosów tak swobodnie...