01.12.2022, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2022, 11:28 przez Morgana le Fay.)
Patrick szedł obok Brenny i Mavelle, myślami wciąż jeszcze błądząc wokół rozmowy z Florence i Seraphiną. Mimo tego, że noga już go nie bolała – bądź co bądź trafił w ręce naprawdę wzorowej uzdrowicielki – szedł dość ostrożnie, nawet nie dlatego, żeby próbował wzbudzić w towarzyszkach nową porcję litości, ile przez zwykłą rozwagę. Miał się w końcu oszczędzać jeszcze przez kilka godzin. Przeczesał ręką ciemne, gęste włosy, posyłając kobietom krzywy uśmieszek.
- No już bez przesady z tym „należy się” – zaoponował głośno, ale nie jakoś przesadnie twardo. – Choć butelka kremowego brzmi bardzo kusząco. Słyszałem, że cukier dobrze robi na zrastanie się kości i takie tam. – Słyszał tak od zwolenników leczenia bólu czekoladą.
Zatrzymał wzrok na dłużej w podejrzanie wyglądającym koszyku.
- Z moim dzisiejszym szczęściem straciłbym przynajmniej dwa palce – zauważył. I może właśnie dlatego powinien unikać takich przyjemności. Choć gdy Mavelle pytała Brennę, to on wtrącił się do odpowiedzi. – Ależ wiadomo co ona tam ma. Coś, co powinnaś jako brygadzistka jak najszybciej skonfiskować. Z pewnością znalazłyby się na to ze dwa paragrafy. – Mimo takiego, a nie innego doboru słów, jego głos pobrzmiewał rozbawieniem. Jako auror nie zamierzał niczego i nikomu konfiskować tak długo, jak długo naprawdę nie będzie to absolutnie konieczne. – Byłaś w ogóle w tym wspomnianym przez Seraphinę Prewett sklepie dla artystów? – zaciekawił się, pytanie kierując ku Mavelle.
Obserwował jak obie brały udział w losowaniu, zastanawiając się czy powinien wziąć w nim udział. Patrząc na to jak dobrze poszło mu przy szukaniu jajek w lesie, powinien trzymać się z daleka od wszystkich atrakcji festynowych z daleka. Tyle, że nie wierzył przesadnie ani w los, ani w fatum, ani w przeznaczenie, ani w chronicznego pecha.
- A właściwie to czemu nie? – zapytał, decydując się na udział w loterii.
- No już bez przesady z tym „należy się” – zaoponował głośno, ale nie jakoś przesadnie twardo. – Choć butelka kremowego brzmi bardzo kusząco. Słyszałem, że cukier dobrze robi na zrastanie się kości i takie tam. – Słyszał tak od zwolenników leczenia bólu czekoladą.
Zatrzymał wzrok na dłużej w podejrzanie wyglądającym koszyku.
- Z moim dzisiejszym szczęściem straciłbym przynajmniej dwa palce – zauważył. I może właśnie dlatego powinien unikać takich przyjemności. Choć gdy Mavelle pytała Brennę, to on wtrącił się do odpowiedzi. – Ależ wiadomo co ona tam ma. Coś, co powinnaś jako brygadzistka jak najszybciej skonfiskować. Z pewnością znalazłyby się na to ze dwa paragrafy. – Mimo takiego, a nie innego doboru słów, jego głos pobrzmiewał rozbawieniem. Jako auror nie zamierzał niczego i nikomu konfiskować tak długo, jak długo naprawdę nie będzie to absolutnie konieczne. – Byłaś w ogóle w tym wspomnianym przez Seraphinę Prewett sklepie dla artystów? – zaciekawił się, pytanie kierując ku Mavelle.
Obserwował jak obie brały udział w losowaniu, zastanawiając się czy powinien wziąć w nim udział. Patrząc na to jak dobrze poszło mu przy szukaniu jajek w lesie, powinien trzymać się z daleka od wszystkich atrakcji festynowych z daleka. Tyle, że nie wierzył przesadnie ani w los, ani w fatum, ani w przeznaczenie, ani w chronicznego pecha.
- A właściwie to czemu nie? – zapytał, decydując się na udział w loterii.
Rzut 1d6 - 1
Roześmiał się mimowolnie, gdy jego przypuszczenia znalazły swoje potwierdzenie.
- Mogłem się tego spodziewać - rzucił rozbawiony. - Chodźmy na to kremowe piwo. Najwyżej ktoś mnie nim obleje.
Loteria rozliczona