18.02.2024, 20:00 ✶
– W porządku, jakoś się dogadamy, chociaż boję się, że ja i abraxany możemy się za bardzo nie dogadać. To znaczy, są wspaniałe i w ogóle, ale chyba jednak moja bajka to teleportacja. Ewentualnie Błędny Rycerz – stwierdziła Brenna. Potem skupiła się jednak całkowicie na lekcji, obserwując ruchy Pandory, by w razie czegoś skorygować błędy. Wbrew pozorom umiała czasem się zamknąć, a nie chciała swoją gadaniną w tle zupełnie rozproszyć Prewettówny.
Zerknęła na nią nieco uważniej, kiedy ta wyjaśniła, że Hjalmar jest nieśmiały, a przy tym dobry i dzielny. Na razie w głowie Brenny nie postało specjalnie wiele podejrzeń – jakby nie było, sama pewnie opisałaby mężczyznę w całkiem podobnych słowach, a był po prostu jednym z jej sąsiadów z Doliny Godryka – ale odnotowała, że Pandora i przybysz z północy musieli być bliżej niż dotąd podejrzewała.
Nie dopytywała.
Czasem ludzie mówili i ujawniali więcej, kiedy nie pytałeś.
– To chyba całkiem trafny opis, co jest zabawne, biorąc pod uwagę, że wygląda, jakby mógł walczyć z niedźwiedziami gołymi rękami, prawda? Ale obawiam się, że nie uchroni Doliny przed śmierciożercami, a oni niestety nie tylko gadają – powiedziała, spoglądając na Pandorę z pewnym zamyśleniem.
Brenna w szkole nie miała czegoś takiego jak uprzedzenia. To słowo nie istniało w jej słowniku. Ale pojawiło się w nim potem: gdy wdrożyła się w pracę w Brygadzie i gdy wybuchła wojna. Musiała być podejrzliwa, bo była gliną i bo odpowiadała już nie tylko za swoje życie, a źle ulokowane zaufanie mogło ich wszystkich zbyt dużo kosztować.
Nie umiała zobaczyć prawdziwego zagrożenia w Pandorze, nie chciała uwierzyć, że ta mogłaby nosić mroczny znak, w kontaktach Prewettówny, o których wiedziała, nie było nikogo podejrzanego, o kim Brenna by wiedziała, ale gdzieś w jej głowie kłębiła się odrobina wątpliwości: na ile Pandorze można było zaufać, że ona z kolei nie zaufa nieodpowiedniej osobie?
Potrzebowali ludzi.
Nawet niekoniecznie wojowników. Pandora takim nie była, ale i takich mieli, a ich działalność w dużej mierze opierała się na zupełnie innych rzeczach niż walce z różdżką w ręku. Prewettówna zaś miała talenty potencjalnie bardzo przydatne, bo znała się na mechanizmach, a i Brenna potrzebowała kogoś, kto pomógłby przystosować do potrzeb Zakonu ich nową londyńską „dziuplę” i milczał o istnieniu…
– Może nie powinnam tego mówić, ale Ministerstwo Magii nie radzi sobie za dobrze, pewnie trochę dlatego, że wiele szych tam to osoby czystej krwi z tych najbardziej konserwatywnych rodów, a łatwo się domyśleć, że wśród śmierciożerców nie ma armii mugolaków i półkrwi… – stwierdziła, bardzo ostrożnie. Normalnie nie pozwoliłaby sobie na taką uwagę (hipokryzji pełną, sama była czystej krwi! Obie były czystej krwi!), nie chciała siać paniki, ale w pewnym sensie wybadywała grunt. – Spróbuj w ten sposób, o tutaj. Jeśli trafisz dokładnie w ten punkt i nie wyszarpiesz sztyletu, nie zabijesz. To znaczy jeśli ta osoba, którą trafisz, nie będzie idiotą i nie postanowi wyjąć ostrza sama, bez pomocy medyka – powiedziała, wskazując odpowiedni punkt na brzuchu.
Albo o ile nie spudłuje, bo wystarczyła odrobina w złą stronę i naruszyłaby narządy wewnętrzne, ale Brenna wolała nie obniżać motywacji Pandory na samym początku.
– Łatwiej, ale dźgnięcie jest dużo skuteczniejsze. Cięcie odstraszy tylko kogoś, kto nie jest zdeterminowany, żeby zrobić ci krzywdę albo boi się bólu.
Zerknęła na nią nieco uważniej, kiedy ta wyjaśniła, że Hjalmar jest nieśmiały, a przy tym dobry i dzielny. Na razie w głowie Brenny nie postało specjalnie wiele podejrzeń – jakby nie było, sama pewnie opisałaby mężczyznę w całkiem podobnych słowach, a był po prostu jednym z jej sąsiadów z Doliny Godryka – ale odnotowała, że Pandora i przybysz z północy musieli być bliżej niż dotąd podejrzewała.
Nie dopytywała.
Czasem ludzie mówili i ujawniali więcej, kiedy nie pytałeś.
– To chyba całkiem trafny opis, co jest zabawne, biorąc pod uwagę, że wygląda, jakby mógł walczyć z niedźwiedziami gołymi rękami, prawda? Ale obawiam się, że nie uchroni Doliny przed śmierciożercami, a oni niestety nie tylko gadają – powiedziała, spoglądając na Pandorę z pewnym zamyśleniem.
Brenna w szkole nie miała czegoś takiego jak uprzedzenia. To słowo nie istniało w jej słowniku. Ale pojawiło się w nim potem: gdy wdrożyła się w pracę w Brygadzie i gdy wybuchła wojna. Musiała być podejrzliwa, bo była gliną i bo odpowiadała już nie tylko za swoje życie, a źle ulokowane zaufanie mogło ich wszystkich zbyt dużo kosztować.
Nie umiała zobaczyć prawdziwego zagrożenia w Pandorze, nie chciała uwierzyć, że ta mogłaby nosić mroczny znak, w kontaktach Prewettówny, o których wiedziała, nie było nikogo podejrzanego, o kim Brenna by wiedziała, ale gdzieś w jej głowie kłębiła się odrobina wątpliwości: na ile Pandorze można było zaufać, że ona z kolei nie zaufa nieodpowiedniej osobie?
Potrzebowali ludzi.
Nawet niekoniecznie wojowników. Pandora takim nie była, ale i takich mieli, a ich działalność w dużej mierze opierała się na zupełnie innych rzeczach niż walce z różdżką w ręku. Prewettówna zaś miała talenty potencjalnie bardzo przydatne, bo znała się na mechanizmach, a i Brenna potrzebowała kogoś, kto pomógłby przystosować do potrzeb Zakonu ich nową londyńską „dziuplę” i milczał o istnieniu…
– Może nie powinnam tego mówić, ale Ministerstwo Magii nie radzi sobie za dobrze, pewnie trochę dlatego, że wiele szych tam to osoby czystej krwi z tych najbardziej konserwatywnych rodów, a łatwo się domyśleć, że wśród śmierciożerców nie ma armii mugolaków i półkrwi… – stwierdziła, bardzo ostrożnie. Normalnie nie pozwoliłaby sobie na taką uwagę (hipokryzji pełną, sama była czystej krwi! Obie były czystej krwi!), nie chciała siać paniki, ale w pewnym sensie wybadywała grunt. – Spróbuj w ten sposób, o tutaj. Jeśli trafisz dokładnie w ten punkt i nie wyszarpiesz sztyletu, nie zabijesz. To znaczy jeśli ta osoba, którą trafisz, nie będzie idiotą i nie postanowi wyjąć ostrza sama, bez pomocy medyka – powiedziała, wskazując odpowiedni punkt na brzuchu.
Albo o ile nie spudłuje, bo wystarczyła odrobina w złą stronę i naruszyłaby narządy wewnętrzne, ale Brenna wolała nie obniżać motywacji Pandory na samym początku.
– Łatwiej, ale dźgnięcie jest dużo skuteczniejsze. Cięcie odstraszy tylko kogoś, kto nie jest zdeterminowany, żeby zrobić ci krzywdę albo boi się bólu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.