18.02.2024, 20:20 ✶
Animagowie zdecydowanie mają przewagę pod paroma względami, stwierdził Longbottom, wsłuchując się w słowa nowego kolegi. Zdawało się, że mieli znacznie większą kontrolę nad swoimi zwierzęcymi wcieleniami i pełną świadomość własnych działań. A samo to pewnie było tylko czubkiem góry lodowej. Jedna transformacja nie była równa drugiej, więc na pewno w grę wchodziłaby jeszcze cała masa innych czynników. Eh, jak inaczej wyglądałby stosunek Erika do wilka, którego miał w środku, gdyby ich relacja nie była... Narzucona z góry.
Nie potrafił zdecydować, czy braki w pamięci dotyczące przemian powinien uznać za krzywdę, czy zbawienie. Im mniej informacji na temat swojego stanu posiadał, tym łatwiej było mu zepchnąć go na margines. Zwiększone zamiłowanie do mięsa i pogorszony zazwyczaj stan fizyczny po przemianie potrafił jakoś przeżyć. Gorsze były pourywane wspomnienia i strach przed księżycem. Gdy srebrna tarcza niespodziewanie zagościła na niebie podczas Lithy, spodziewał się, że jego ciało okryje się futrem. Tak się jednak nie stało. Niech żyją magiczne fenomeny. Najwyraźniej były silniejsze od likantropii.
— Zew dziczy musi być mocny — stwierdził nieco cichszym głosem. — Zwłaszcza w takich bardziej pierwotnych miejscach jak Knieja.
Wyostrzone zmysły musiały sprawiać, że dla przemienionych podróżowanie po takich lasów było jak wycieczka do zoo. Te wszystkie bodźce nachodzące ze wszystkich stron i spora odległość od ludzkich gospodarstw. Idealna warunki do kontaktu z naturą. Uniósł lekko brwi, gdy Sam wspomniał o Corgim. W pierwszej chwili pomyślał, że mówi o rasie psa, jednak nie był w stanie tego w żaden sposób potwierdzić.
— Potrafię to sobie wyobrazić. Uwierz mi na słowo.
Nie mówił o strachu obcego czarodzieja, a obawach Samuela związanych z transformacją. Erik też wolał nie ryzykować z wilkołakiem. Podczas pełni towarzyszyła mu głównie siostra, przez myśl by mu nawet nie przeszło, aby przemienić się blisko ludzkich kwater. Sprowadziłby tylko kłopoty na nich i na siebie.
— Gościem, który robi w drewnie, złapał dobry kontakt z moim psem i straszy ludzi jako niedźwiedź na wrzosowiskach. Brzmisz jak ktoś, kogo warto znać — dokończył machinalnie, nie dostrzegając w żadnej z tych rzeczy najmniejszego problemu. Uniósł prawy kącik ust do góry, przywołując na twarz krzywy uśmiech. — I to tylko te podstawowe fakty. Poza tym pracujesz tutaj, więc chyba dobrze by było, gdybyśmy trochę się poznali.
Dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos, zdał sobie sprawę, z czego mogła wynikać nagłe zmieszanie Samuela. Na Merlina, ale się wygłupił. Ledwo zaczął tu pracę, a już go nagabywał, jakby koniecznie musiał szukać znajomych pośród pracowników. Pewnie myślał, że macha mu nad głową podpisaną umową, grożąc wywaleniem z Warowni bez wypłaty, jak się nie zgodzi. Aż go skręciło na samą myśl, a policzki pokryły się czerwienią. Za długi język. Pomyśl, zanim coś powiesz, ochrzanił samego siebie, powtarzając frazę, która kotłowała mu się w głowie, ilekroć pojawiali się przy nim dziennikarze.
— Przepraszam. Oczywiście, nie jesteś do niczego zobowiązany — wydukał powoli, próbując uciec wzrokiem do Ponuraka, jednak ten wymykał mu się, przemieszczając się z jednego miejsca w drugie. Psisku nagle zachciało się ruchu. — Po prostu... chyba dobrze nam się ze sobą rozmawia? — Zmarszczył czoło, wlepiając spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt tuż nad ramieniem Samuela. — Jeśli nie masz ochoty, to nie ma żadnego problemu. To był tylko luźny pomysł.
Nie potrafił zdecydować, czy braki w pamięci dotyczące przemian powinien uznać za krzywdę, czy zbawienie. Im mniej informacji na temat swojego stanu posiadał, tym łatwiej było mu zepchnąć go na margines. Zwiększone zamiłowanie do mięsa i pogorszony zazwyczaj stan fizyczny po przemianie potrafił jakoś przeżyć. Gorsze były pourywane wspomnienia i strach przed księżycem. Gdy srebrna tarcza niespodziewanie zagościła na niebie podczas Lithy, spodziewał się, że jego ciało okryje się futrem. Tak się jednak nie stało. Niech żyją magiczne fenomeny. Najwyraźniej były silniejsze od likantropii.
— Zew dziczy musi być mocny — stwierdził nieco cichszym głosem. — Zwłaszcza w takich bardziej pierwotnych miejscach jak Knieja.
Wyostrzone zmysły musiały sprawiać, że dla przemienionych podróżowanie po takich lasów było jak wycieczka do zoo. Te wszystkie bodźce nachodzące ze wszystkich stron i spora odległość od ludzkich gospodarstw. Idealna warunki do kontaktu z naturą. Uniósł lekko brwi, gdy Sam wspomniał o Corgim. W pierwszej chwili pomyślał, że mówi o rasie psa, jednak nie był w stanie tego w żaden sposób potwierdzić.
— Potrafię to sobie wyobrazić. Uwierz mi na słowo.
Nie mówił o strachu obcego czarodzieja, a obawach Samuela związanych z transformacją. Erik też wolał nie ryzykować z wilkołakiem. Podczas pełni towarzyszyła mu głównie siostra, przez myśl by mu nawet nie przeszło, aby przemienić się blisko ludzkich kwater. Sprowadziłby tylko kłopoty na nich i na siebie.
— Gościem, który robi w drewnie, złapał dobry kontakt z moim psem i straszy ludzi jako niedźwiedź na wrzosowiskach. Brzmisz jak ktoś, kogo warto znać — dokończył machinalnie, nie dostrzegając w żadnej z tych rzeczy najmniejszego problemu. Uniósł prawy kącik ust do góry, przywołując na twarz krzywy uśmiech. — I to tylko te podstawowe fakty. Poza tym pracujesz tutaj, więc chyba dobrze by było, gdybyśmy trochę się poznali.
Dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos, zdał sobie sprawę, z czego mogła wynikać nagłe zmieszanie Samuela. Na Merlina, ale się wygłupił. Ledwo zaczął tu pracę, a już go nagabywał, jakby koniecznie musiał szukać znajomych pośród pracowników. Pewnie myślał, że macha mu nad głową podpisaną umową, grożąc wywaleniem z Warowni bez wypłaty, jak się nie zgodzi. Aż go skręciło na samą myśl, a policzki pokryły się czerwienią. Za długi język. Pomyśl, zanim coś powiesz, ochrzanił samego siebie, powtarzając frazę, która kotłowała mu się w głowie, ilekroć pojawiali się przy nim dziennikarze.
— Przepraszam. Oczywiście, nie jesteś do niczego zobowiązany — wydukał powoli, próbując uciec wzrokiem do Ponuraka, jednak ten wymykał mu się, przemieszczając się z jednego miejsca w drugie. Psisku nagle zachciało się ruchu. — Po prostu... chyba dobrze nam się ze sobą rozmawia? — Zmarszczył czoło, wlepiając spojrzenie w bliżej nieokreślony punkt tuż nad ramieniem Samuela. — Jeśli nie masz ochoty, to nie ma żadnego problemu. To był tylko luźny pomysł.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞