18.02.2024, 20:22 ✶
– Och to wspaniale, żaden golibroda jeszcze nie wisi mi przysługi a bałbym się... nie wiem, nie wiem jak będę wyglądać bez niej, przyzwyczaiłem się że mam futro nie tylko jako niedźwiedź. – przyznał się podchodząc do lustra i dłonią próbując ugłaskać splątane włosy. Te na brodzie były jakieś bardziej szorstki i kręciły się trochę w przeciwieństwie do głowy. Nie rozumiał, jak to działa, może przez skojarzenie z niedźwiedziem. Ale w sumie ptactwo miało różne pióra. Na głowie lotki, na brodzie miękkie malutkie piórka. Teraz na standardy ludzkie nie wyglądał najlepiej. Kojarzył, że wszyscy raczej chodzą bez brody. Taki Erik na przykład, był zupełnie gładki. Czy on musiał chodzić do golibrody codziennie?
– Ognisko? Kiełbaski? To brzmi fantastycznie Bee, ale... hahaha, może poczekamy z zaproszeniem na "po potańcówce? Tak żebyś mogła zobaczyć czy nie przyniosłem Ci wstydu – zaśmiał się niepewnie i jego dłoń powędrowała na kark, który był stężały z nerwów. Co mogło pójść nie tak? Chyba najbardziej obawiał się konfrontacji z Morpheusem oraz... no cóż, zapewne Nora też tam będzie, ale prędzej by skonał niż zapytał o to Brennę. Wiedział, że jego przyjaciółka chce dla niego jak najlepiej, ale był przekonany, że gdyby imię cukierniczki padłoby między nimi chociaż RAZ, to potem pojawiłyby się pytania, a on wiedział, że miganie się od nich przed czujnym okiem Bee byłoby niewykonalne.
Też nic nie odpowiedział na zgodę na listy. Jakoś go to poruszyło, jakoś tak... jakby cebulę kroił. Jeszcze nie skończyła mówić, gdy podszedł do niej w dwóch sprężystych krokach i objął mocno, przytulił do siebie, jak najcenniejszy skarb, jak Białkę, która łaskawie postanowiła nie umierać, kiedy on obmywał z krwi jej nowonarodzone koźlaczki.
– Dziękuję. Dziękuję, że jesteś.– wymamrotał jej w bark, a oboje wiedzieli doskonale, jak rzadko Samuel dziękował komukolwiek za cokolwiek. Wziął jeszcze jeden wdech, jakby miał coś dodać, ale jednak nic nie powiedział, poruszenie zatopiło w nim swoje kły, wtłoczyło truciznę przywiązania. Sam miał w sobie przekonania wpojone mu przez rodziców o tym, że nikomu nie można ufać. Ale on był tak samotny, on tak bardzo potrzebował ufać komukolwiek. Chciał powiedzieć więcej, chciał powiedzieć, jak się cieszy, że znalazła dla niego czas, chciał powiedzieć jak się cieszy, że dała mu ważne dla niej zlecenie, że stała się jego Matką Chrzestną, której nigdy nie miał (o co chodziło z tym całym chrztem? Bał się pytać kogokolwiek). Chciał powiedzieć więcej, ale tylko zatrzęsły mu się ramiona. Chciał przeprosić, że brudzi jej ubranie, ale gardło było zbyt ściśnięte. Zamiast tego przycisnął ją do siebie mocniej.
– Ognisko? Kiełbaski? To brzmi fantastycznie Bee, ale... hahaha, może poczekamy z zaproszeniem na "po potańcówce? Tak żebyś mogła zobaczyć czy nie przyniosłem Ci wstydu – zaśmiał się niepewnie i jego dłoń powędrowała na kark, który był stężały z nerwów. Co mogło pójść nie tak? Chyba najbardziej obawiał się konfrontacji z Morpheusem oraz... no cóż, zapewne Nora też tam będzie, ale prędzej by skonał niż zapytał o to Brennę. Wiedział, że jego przyjaciółka chce dla niego jak najlepiej, ale był przekonany, że gdyby imię cukierniczki padłoby między nimi chociaż RAZ, to potem pojawiłyby się pytania, a on wiedział, że miganie się od nich przed czujnym okiem Bee byłoby niewykonalne.
Też nic nie odpowiedział na zgodę na listy. Jakoś go to poruszyło, jakoś tak... jakby cebulę kroił. Jeszcze nie skończyła mówić, gdy podszedł do niej w dwóch sprężystych krokach i objął mocno, przytulił do siebie, jak najcenniejszy skarb, jak Białkę, która łaskawie postanowiła nie umierać, kiedy on obmywał z krwi jej nowonarodzone koźlaczki.
– Dziękuję. Dziękuję, że jesteś.– wymamrotał jej w bark, a oboje wiedzieli doskonale, jak rzadko Samuel dziękował komukolwiek za cokolwiek. Wziął jeszcze jeden wdech, jakby miał coś dodać, ale jednak nic nie powiedział, poruszenie zatopiło w nim swoje kły, wtłoczyło truciznę przywiązania. Sam miał w sobie przekonania wpojone mu przez rodziców o tym, że nikomu nie można ufać. Ale on był tak samotny, on tak bardzo potrzebował ufać komukolwiek. Chciał powiedzieć więcej, chciał powiedzieć, jak się cieszy, że znalazła dla niego czas, chciał powiedzieć jak się cieszy, że dała mu ważne dla niej zlecenie, że stała się jego Matką Chrzestną, której nigdy nie miał (o co chodziło z tym całym chrztem? Bał się pytać kogokolwiek). Chciał powiedzieć więcej, ale tylko zatrzęsły mu się ramiona. Chciał przeprosić, że brudzi jej ubranie, ale gardło było zbyt ściśnięte. Zamiast tego przycisnął ją do siebie mocniej.