Nie chciała uznawać tego za randkę, ale w ostatnim czasie odkryła, że polubiła Leo. Podobało jej się to, że mogła wykorzystywać jego wolny pokój do hodowania roślinek. Było tam dobre światło, mogła się tam zjawiać kiedy chciała i miał kominek, więc podróż nie była trudna. Dodatkowo trzymał swoje łapy z dala od niej, co też dodawało jej odwagi w prowokowaniu go. Czuła, że nie przekroczy granicy, a mogła go w pewnym sensie dręczyć. To było fascynujące. Prowadziła swój własny eksperyment, aby dowiedzieć się, czy na pewno wytrzyma nie dotykając jej. W końcu zjawiła się w umówionym miejscu i uniosła brew ku górze, gdy zaczął wyrzucać z siebie ten potok słów. Nadal nie potrafiła się przyzwyczaić do jego sposobu wypowiadania się, ale dawała z siebie wszystko, aby wytrzymać i skupić się. Może zaczynała to akceptować?
– Czy ty właśnie zasugerowałeś, że mam udawać twoją dziewczynę? – mówiła całkowicie w innym stylu niż Leo. Spokojnie, powoli, prowokacyjnie, z zadziornym uśmieszkiem. Już dawno przy nim wyluzowała, ale nadal zdarzały się momenty, gdy ją wprowadzał w stan zawstydzenia. Zbliżyła się do niego, ale nadal zachowała dystans tych kilkudziesięciu centymetrów, aby go nie dotykać. Widziała nie raz jak bardzo walczył ze sobą, aby jej nie przytulić i jego cierpienie sprawiało jej przyjemność. Taką zabawną przyjemność. – Zgadzam się, ale musimy ustalić wygraną i zasady. Co zyskam jeśli się nie wyłamię? Co ty zyskasz jeśli ja się wyłamie? Jak daleko możemy się posunąć? I co dokładnie mamy udawać? Czy mogę zmienić do tego wygląd? Mam niecałe metr pięćdziesiąt wzrostu. Wyglądam przy tobie jak dziecko. Dodam sobie parę centymetrów. Zmienić kolor włosów? Oczy? Jak chciałbyś, abym wyglądała drogi Leo? – parzyła mu w oczy, a jej własne zaczęły zmieniać barwę: przez chwilę były niebieskie, czarne, brązowe, zielone, złoto zielone itd.