01.12.2022, 05:29 ✶
- Prawdopodobnie będzie. No chyba, że zwali go z nóg inna niespodzianka na tym balu, kto wie. Czytałem kiedyś... - zaczął, ale widząc zmartwiona twarz Geraldine obdarzył ją najgłupszym i najbardziej skrępowanym uśmiechem jakim tylko mógł i po prostu postanowił się zamknąć. Czyżby w końcu zaczynał rozumieć w jaki sposób działają spotkania towarzyskie, które nie są konferencjami naukowymi? Wątpliwe, ale można mieć nadzieję.
- Pomogę ci - zaoferował się zaraz, ale postanowił nie wyjaśniać nikomu, że to z powodu czucia się winnym całego tego zamieszania. W końcu to on przez ... właściwie przez co? Nie był pewien. Przez złość? Nagłą... ulgę? Bez przesady, aż tak się z Eden nie pokłócił, aby odczuwał szczęście tak wielkie po odejściu od niej, aby zamieniał zaklęciami amortyzującymi ludzi w bobry, a innych zwalał z nóg. Cóż, sytuacja była conajmniej dziwna, a William zrzucił to na ilość wypitego alkoholu - nie jadł zbyt wiele przed balem, wlewanie w siebie szampana w tak szybkim tempie na pusty żołądek na pewno nie było najmądrzejsze, zdawał sobie z tego sprawę.
Czwarta osoba, która towarzyszyła im zanim Theseus się wybudził dołączyła do nich na zewnątrz z tortem. W żołądku Williama coś się przewróciło, nie był pewien czy powinien w ogóle podejmować się zjadania słodyczy, ale przejął talerzyk od Gio, bo czuł się do tego dziwnie zobowiązany. Właściwie nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, nagle znalazł się w towarzystwie obcych ludzi, a jednego z nich partnerkę zamienił chwilę temu w bobra.
Na Merlina, to się nazywa z deszczu pod rynnę.
- Dziękuję - zwrócił się do Gio, zaaferowany, jakby ten nie podał mu wcale tortu, a bandaż do opatrywania ran w kryzysowej sytuacji. Powiedział to też z pewnym opóźnieniem i zanim wgryzł się w ciasto obdarzył je dziwnym spojrzeniem, jakby to ono miało zjeść jego.
- Właśnie, co tam się właściwie stało? - podparł pytanie Geraldie, bo chociaż był sprawcą całego zamieszania, tak wolał, aby nikt się o tym nie dowiadywał.
Rzut na ciasto i monety.
- Pomogę ci - zaoferował się zaraz, ale postanowił nie wyjaśniać nikomu, że to z powodu czucia się winnym całego tego zamieszania. W końcu to on przez ... właściwie przez co? Nie był pewien. Przez złość? Nagłą... ulgę? Bez przesady, aż tak się z Eden nie pokłócił, aby odczuwał szczęście tak wielkie po odejściu od niej, aby zamieniał zaklęciami amortyzującymi ludzi w bobry, a innych zwalał z nóg. Cóż, sytuacja była conajmniej dziwna, a William zrzucił to na ilość wypitego alkoholu - nie jadł zbyt wiele przed balem, wlewanie w siebie szampana w tak szybkim tempie na pusty żołądek na pewno nie było najmądrzejsze, zdawał sobie z tego sprawę.
Czwarta osoba, która towarzyszyła im zanim Theseus się wybudził dołączyła do nich na zewnątrz z tortem. W żołądku Williama coś się przewróciło, nie był pewien czy powinien w ogóle podejmować się zjadania słodyczy, ale przejął talerzyk od Gio, bo czuł się do tego dziwnie zobowiązany. Właściwie nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, nagle znalazł się w towarzystwie obcych ludzi, a jednego z nich partnerkę zamienił chwilę temu w bobra.
Na Merlina, to się nazywa z deszczu pod rynnę.
- Dziękuję - zwrócił się do Gio, zaaferowany, jakby ten nie podał mu wcale tortu, a bandaż do opatrywania ran w kryzysowej sytuacji. Powiedział to też z pewnym opóźnieniem i zanim wgryzł się w ciasto obdarzył je dziwnym spojrzeniem, jakby to ono miało zjeść jego.
- Właśnie, co tam się właściwie stało? - podparł pytanie Geraldie, bo chociaż był sprawcą całego zamieszania, tak wolał, aby nikt się o tym nie dowiadywał.
Rzut na ciasto i monety.
Rzut 1d100 - 18
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated