18.02.2024, 22:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2024, 22:01 przez Samuel McGonagall.)
– Tak tak, smalec, taki ze świni. Używa się go czasem do wypieków, kiedy potrzeba tłuszczu, który nie pali się w wysokiej temperaturze. Pączki. Chrusty. Powidła. – umilkł, czując się nagle nieswojo. Nienawidził takich gwałtownych zmian samopoczucia u siebie, nienawidził, jak kilka słów o głupich słodyczach przywoływał ten charakterystyczny uścisk w żołądku.
Bo skądś miał tę wiedzę. Skądś wiedział jakie słodycze mu zwyczajnie nie szkodzą i dlaczego. A teraz, gdy był w Dolinie Godryka i po prostu musiał w bardzo dużej częstotliwości unikać spotkania z osobą, która mu tą wiedzę dała.
Westchnął odlepiając wzrok od drobnej, ślicznej, zabawnej blondyneczki, którą była Ula. Zdecydowanie miał swój typ, serce lepiło mu się do takich istnień, zbyt pięknych by były prawdziwe. Ale nie chciał dawać się porwać tej słabości, nie chciał być dwuznaczny dla Uli, tylko dlatego, że przypominała mu kogoś z jego przeszłości.
Odsunął się od progu i zaczął oglądać niewielką trzódkę. Co prawda miał rzucić okiem na ciężarną krowę, ale nie zaszkodziło upewnić się, że cała reszta nie oberwała jakąś magiczną zarazą.
– Ptak pocztowy? Nie pomyślałbym, ale może to bardzo dobry pomysł. Zamiast cichutkiego gruchania, skrobotu małych pazurków, lepa łapy z błoną na twarz, albo bolesne ukąszenie. Gąsiory i łabędzie to największe skurwysyny pośród ptaków. Bestie w bieli, ale pewnie wiesz o tym doskonale.
W końcu znalazwszy swoją pacjentkę, wszedł do zagrody przemawiajac do niej spokojnie. Lato... pachniało też gnojem. Słoną przesiąkniętą zwierzęcymi odchodami, a jeśli były to zwierzęta roślinożerne, to ich kupy... cóż, nie pachniały wcale tak źle. Pachniały swojsko, bez kwasowatości, którą niosło jedzenie słomy zimą. No chyba, że kury. To śmierdziało tak paskudnie, na szczęście kurnik był kawałeczek dalej. Ciepłe, nagrzane od słońca futro też emanowało swojskością. Sam na moment zamyślił się, czemu nie poprosił Ariela o nocleg, ale szybki rzut oka na Ulę, oraz pamięć tego jak bardzo swobodnie Ariel podchodził do kwestii związanych z uczuciami... Nie, to nie byłby dobry pomysł.
– Jesteś piękna droga matko. Jak tam Twój cielaczek? Delikatnie będę dotykał Cię po brzuchu, a gdy zaboli, spróbuj mnie ugryź, dobrze? Zaboli mnie tylko trochę, ale będę wiedział, gdzie potrzebujesz pomocy. –mówił łagodnie, cicho, zupełnie innym tonem niż gdy zwracał się do ludzi. A potem zaczął badanie..
wiedza o naturze, patrzę czy umiem zdiagnozować krowe
Bo skądś miał tę wiedzę. Skądś wiedział jakie słodycze mu zwyczajnie nie szkodzą i dlaczego. A teraz, gdy był w Dolinie Godryka i po prostu musiał w bardzo dużej częstotliwości unikać spotkania z osobą, która mu tą wiedzę dała.
Westchnął odlepiając wzrok od drobnej, ślicznej, zabawnej blondyneczki, którą była Ula. Zdecydowanie miał swój typ, serce lepiło mu się do takich istnień, zbyt pięknych by były prawdziwe. Ale nie chciał dawać się porwać tej słabości, nie chciał być dwuznaczny dla Uli, tylko dlatego, że przypominała mu kogoś z jego przeszłości.
Odsunął się od progu i zaczął oglądać niewielką trzódkę. Co prawda miał rzucić okiem na ciężarną krowę, ale nie zaszkodziło upewnić się, że cała reszta nie oberwała jakąś magiczną zarazą.
– Ptak pocztowy? Nie pomyślałbym, ale może to bardzo dobry pomysł. Zamiast cichutkiego gruchania, skrobotu małych pazurków, lepa łapy z błoną na twarz, albo bolesne ukąszenie. Gąsiory i łabędzie to największe skurwysyny pośród ptaków. Bestie w bieli, ale pewnie wiesz o tym doskonale.
W końcu znalazwszy swoją pacjentkę, wszedł do zagrody przemawiajac do niej spokojnie. Lato... pachniało też gnojem. Słoną przesiąkniętą zwierzęcymi odchodami, a jeśli były to zwierzęta roślinożerne, to ich kupy... cóż, nie pachniały wcale tak źle. Pachniały swojsko, bez kwasowatości, którą niosło jedzenie słomy zimą. No chyba, że kury. To śmierdziało tak paskudnie, na szczęście kurnik był kawałeczek dalej. Ciepłe, nagrzane od słońca futro też emanowało swojskością. Sam na moment zamyślił się, czemu nie poprosił Ariela o nocleg, ale szybki rzut oka na Ulę, oraz pamięć tego jak bardzo swobodnie Ariel podchodził do kwestii związanych z uczuciami... Nie, to nie byłby dobry pomysł.
– Jesteś piękna droga matko. Jak tam Twój cielaczek? Delikatnie będę dotykał Cię po brzuchu, a gdy zaboli, spróbuj mnie ugryź, dobrze? Zaboli mnie tylko trochę, ale będę wiedział, gdzie potrzebujesz pomocy. –mówił łagodnie, cicho, zupełnie innym tonem niż gdy zwracał się do ludzi. A potem zaczął badanie..
wiedza o naturze, patrzę czy umiem zdiagnozować krowe
Rzut PO 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!