18.02.2024, 22:33 ✶
Jego oddech spłycił się, ręka na moment zawahała, ale nie, ale powrócił do słodkiej pieszczoty, przymykając powieki, rozumiejąc, że natura pozostawała naturą, że czas musiał dalej płynąć, a tak jak po nocy przychodzi poranek, tak po chwilach uwielbienia niepotrzebującego słów przychodzi czas...
– Jak się czujesz Piękna? – nie był pewien co może, a czego nie może powiedzieć. Dlatego tak łatwo było mu sięgnąć do opowieści, bowiem słodki epitet brzmiał dokładnie jak imię. On był Bestią, prawda? Może nie miał tak blisko do lwa, ale jako niedźwiedź osiągał ponad trzy metry stojąc na tylnych łapach... i był całkiem przerażający, trzeba było to przyznać. – Niestety, nie mam dla Ciebie tutaj sycącego śniadania, sycącego bardziej niż jagody i maliny. – uśmiechnął się przepraszająco, gładząc ją po policzku, wciąż pod jej czarem, wciąż w zachwycie nad tym jak jej rumiane policzki były gładkie.
Z oczywistych względów, nie zamierzał zapraszać jej do domu i to była taka niepisana umowa między nimi. Raz jeden, przed laty, Nora zaproponowała wyprawę do jego rodzinnego domu i w odpowiedzi usłyszała tylko burkliwe "mama nie życzy sobie gości", po czym chłopak odwrócił się na pięcie i zniknął na tydzień. Ryzykowny temat. Nigdy też, mimo całej sympatii i wspólnie spędzonych, beztroskich godzin razem... NIGDY Samuel nie powiedział ani słowa o swoim ojcu.
Teraz jednak jedynym cieniem padającym na nich, był cień korony wiekowych drzew. Soczysta zieleń przetkana nieco mroczniejszym igliwiem i bluszczem, mieniła się w promieniach porannego słońca. Od dziś będzie ono królowało na niebie coraz krócej, ale wciąż lato pozostawało młode, jędrne, pełne młodości i szaleństwa.
Po chwili wahania pochylił się ku niej i ucałował ją w miejscu, w którym przed momentem dotknął ją palcami. Zupełnie jakby chciał w pocałunku zakląć wyznanie, którego bał się wymówić. Bał się, że wtedy czar pryśnie i Nora zniknie na zawsze.
– Jak się czujesz Piękna? – nie był pewien co może, a czego nie może powiedzieć. Dlatego tak łatwo było mu sięgnąć do opowieści, bowiem słodki epitet brzmiał dokładnie jak imię. On był Bestią, prawda? Może nie miał tak blisko do lwa, ale jako niedźwiedź osiągał ponad trzy metry stojąc na tylnych łapach... i był całkiem przerażający, trzeba było to przyznać. – Niestety, nie mam dla Ciebie tutaj sycącego śniadania, sycącego bardziej niż jagody i maliny. – uśmiechnął się przepraszająco, gładząc ją po policzku, wciąż pod jej czarem, wciąż w zachwycie nad tym jak jej rumiane policzki były gładkie.
Z oczywistych względów, nie zamierzał zapraszać jej do domu i to była taka niepisana umowa między nimi. Raz jeden, przed laty, Nora zaproponowała wyprawę do jego rodzinnego domu i w odpowiedzi usłyszała tylko burkliwe "mama nie życzy sobie gości", po czym chłopak odwrócił się na pięcie i zniknął na tydzień. Ryzykowny temat. Nigdy też, mimo całej sympatii i wspólnie spędzonych, beztroskich godzin razem... NIGDY Samuel nie powiedział ani słowa o swoim ojcu.
Teraz jednak jedynym cieniem padającym na nich, był cień korony wiekowych drzew. Soczysta zieleń przetkana nieco mroczniejszym igliwiem i bluszczem, mieniła się w promieniach porannego słońca. Od dziś będzie ono królowało na niebie coraz krócej, ale wciąż lato pozostawało młode, jędrne, pełne młodości i szaleństwa.
Po chwili wahania pochylił się ku niej i ucałował ją w miejscu, w którym przed momentem dotknął ją palcami. Zupełnie jakby chciał w pocałunku zakląć wyznanie, którego bał się wymówić. Bał się, że wtedy czar pryśnie i Nora zniknie na zawsze.