A więc styczeń... Nowy rok miał być jak sama nazwa wskazuje, czymś w rodzaju nowego początku dla blondwłosej. Wszystko zapowiadało się naprawdę obiecująco, lecz i nad panną Nott zawisły czarne chmury w postaci zerwania w dzień celebrowania święta, które tylko zbliżało ludzi o jeden rok bliżej do śmierci. Było naprawdę co świętować. Dla Ludovici to był iście wyjątkowy dzień na irytowanie się i upust skumulowanych emocji, które piętrzyły się przez dobry tydzień, niczym teraz papiery na jej biurku. Wszystko zaczęło się, od tak naprawdę tego jaki był Atreus. Doprawdy. Kobieta zaczęła coraz częściej dostrzegać w Atreusie cechy, które na początku ich relacji nie były widoczne, a na pewno nie tak rażąco. Młoda Nottówna uległa chyba otoczce powszechnego zjawiska miesiąca miodowego w świeżej, wtedy niedawno co rozpoczętej romantycznej relacji. Mężczyzna był... Po prostu był. Był kimś, kto z początku potrafił wprawić kobietę w euforię i te przysłowiowe motyle w brzuchu, lecz powoli przemieniały się w kamyczki, które ciążyły kobiecie niemiłosiernie. Przelała się szala goryczy w nieszczęsnego Sylwestra, gdy to mężczyzna, wraz ze swoją wtedy jak na razie obecną dziewczyną, byli na imprezie sylwestrowej. Przeszedł samego siebie, a klepki momentalnie spadły z oczu Ludovici, sprawiając, iż nie widziała już świata w różowych odcieniach. Spotykała się z cholerną mendą.
Od pewnego czasu widziała to, że był zbyt blisko ze swoimi byłymi sympatiami. Kobieta po alkoholu dostała jakby oświecenia i nie wiedziała czy ma być z tego dumna. Czuła wtedy słodko-gorzki posmak na myśl, że była o krok od oddania serca mężczyźnie, który stawiał jej pocałunek w pokera jako cholerną wygraną. Moment kulminacyjny jaki mogli ujrzeć pracownicy na imprezie, to ten gdy blondwłosa dostrzegła Arteusa flirtującego z kolejną kobietą. Przemknęło jej nawet przez myśl, czy w może w każdym Departamencie ma swój obiekt przeszłych podbojów. Można było tylko zauważyć jak stłukła szklankę, która zwiastowała kłótnie obojga kochanków, finalnie kończąc ich miłosną historię.
Była teraz obiema nogami w Nowym Roku, od sytuacji mijał już przeszło miesiąc, lecz dalej krążyły plotki wśród osób kojarzących oboje kochanków, o tej widowiskowej kłótni. Po Ludovice spływało to jak woda po kaczce, ba. Czasami śmiała się z niestworzonych historii, które sobie dopowiadali współpracownicy, bo przecież w każdej bajce jest ziarnko prawdy, czyż nie?
Jedyne do czego i zarazem do kogo czuła niechęć, to spotykanie jej byłego kochanka. Niejednokrotnie jej przyjaciel, a zarazem kompan biurkowy — Stanley Borgin. Musiał powstrzymywać ją przed poderżnięciem mu gardła tępą łyżczeką, niejednokrotnie ciągnąc w przeciwnym kierunku, jedynie witając się z kolegą. Kobieta do tej pory nie rozumiała czemu się przyjaźnią. Mogła się pokusić o stwierdzenie, ba! Nawet zapytała jej ukochanego przyjaciela, czy może Atreus nie ma na niego jakichś brudów, że dalej utrzymuje z nim kontakt. Ludovica nie zostawiała na imieniu mężczyzny, ani jednej suchej nitki. Może ta rekcja była zbyt przesadzona, lecz kobietę dotknęło to niesamowicie... Cały przebieg zapadł jej dość dobitnie w pamięć. Prawdodpobnie na cały odbiór sytuacji, mogła wpłynąć wypita ilość trunków i tak o to wrażenie pozostało, aż do tej pory.
Stanley'a znała bardzo dobrze, ponieważ poznali się w dość ciekawych okolicznościach, gdy uczęszczali to jeszcze do Hogwartu. Borgin w swej młodszej wersji i nastoletniej ciekawości, chciał jakoś zbliżyć się do kota, lecz Ludovica musiała pokazać swoje czarcie usposobienie, gryząc go w palec.
Słysząc głos wspomnianego, uniosła wzrok znad dokumentów i potarła płatki nosa, uważając by makijaż nie dostał rykoszetem i uszczerbkiem, co pewnie odbiło by się na tym, jak kobieta czułaby się przez resztę dnia.
⸺ Pyta głupi, a wie... ⸺ mruknęła cicho do siebie, choć na tyle głośno, że praedodpobnie to usłyszał. Poprawiła się na krześle, które nieraz śniło się jej po nocach. Nie mogła narzekać na zupełny brak wygody, jednakże siedzenie praktycznie w tej samej pozycji, po prostu nie należało do przyjemnych. Rzuciła na niego spojrzenie swych niebieskich oczu, których powieka była podkreślone brązowym cieniem, sprawiając, iż spojrzenie było bardziej przeszywające. Urodzenie się jako córka byłej aktorki, było nieraz sporym atutem dla Nottównej.
Przez chwilę można było wyczuć napięcie, jakby miała zrugać go za zadawanie głupich pytań, jednakże po dłuższej chwili, na wargach kobiety, które jak zwykle były podkreślone szminką w kolorze winnej czerwieni, rozciągnął się serdeczny uśmiech. W towarzystwie bliskich osób, pozwala sobie na takową mimikę twarzy, choć praedodpobnie mogło jej się udzielać przyzwyczajenie przez pracę. Jako sekretarka nie mogła przecież odstraszać ludzi, jakąś posępną mimiką twarzy.
⸺ Ja mam nadzieję, że Ty pamiętasz o naszej umowie, co? Bo ja o niej pamiętam. Czekam na ciebie zawsze z kawą, zawsze. Nie wiem jak możesz mi tak głupie pytania zadawać, naprawdę... Przemyśl swoje zachowanie, Stanley ⸺ mimo, iż ton głosu wybrzmiewał w sposób, jakby wspomniany Borgin popełnił najgorsze czyny, to trzeba było skupić się na figlarnych iskierkach w zwierciadłach panny Nott. Dla niej to była rozmowa jak każda inna. Pozornie okazywała zdenerwowanie, wprawiając przez chwilę słuchacza w stan napięcia, jakoby naprawdę miało się dostać srogą reprymendę, gdy tak naprawę oczy zdradzały wiele... A może to po prostu charakter ich relacji sprawiał, że kobieta realnie nie potrafiła by sprawić mu przykrości? Była to opcja.
Uniosła swe cztery litery z krzesła i rozglądając się po pomieszczeniu i upewniwszy się, że nikt prócz duchów i jej kompana jej usłyszy, rzuciła.
⸺ Tak. Chodźmy stąd gdzie pieprz i Merlin rośnie. Jak zostanę tutaj chwilę dłużej bez kawy to zacznę widzieć chyba duchy. Wystarczy mi, że w Hogwarcie się ich na oglądałam, naprawdę. ⸺ pokręciła głową na samo wspomnienie i schowała ważne dokumenty do szuflady zamykanej pod kluczyk. Narzuciła na ramiona czarną marynarkę i wyminąwszy przyjaciela, odwróciła się do niego, dodając przez ramię.
⸺ Idzie ma księżniczka? Za każdą sekundę zwłoki przysięgam, że Cię ugryzę, ale teraz nie będę Ci oszczędzać palca ⸺ puściła w jego stronę oczko.