Nie zauważyła tego chwilowego zawahania w dotyku Sama, za bardzo była zachwycona jego widokiem. Wpatrywała się bowiem w niego nachalnie, jakby chciała zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół jego twarzy, by gdy nie będzie go obok móc sobie idealnie odtworzyć ten widok.
Jak się czujesz Piękna... To pytanie, niby zwyczajne nieco wprawiło ją w zakłopotanie. Co właściwie miała mu powiedzieć, czy powinna się zastanawiać nad znaczeniem tego, co zaraz padnie z jej ust? W końcu słowa zapisywały się w pamięci na długo, a nie do końca pewna była, czy znajdzie takie, które będą w stanie opisać jej uczucia. Czuła radość, a jednocześnie dziwny spokój, sama nie potrafiła tego nazwać. Nie było chyba słowa, które mogłoby ująć to wszystko.
Zauważyła analogię do baśni, tyle, że Sam nie był Bestią, nie w jej oczach. Niedźwiedź kojarzył się jej z przyjemnym, ciepłym futrem, zapachem lasu, a nie z krwiożerczym potworem. - To trudne pytanie. - Głos uwiązł jej w gardle, był też nieco zachrypnięty po nocy spędzonej pod gołym niebem. - Czuję się, jak nigdy dotąd Sam, nie da się tego opisać, chyba postradałam rozum, ale wcale mi to nie przeszkadza. - Motyle, które pojawiły się w jej brzuchu wydawały się przejmować kontrolę nad jej umysłem. Nie umiała się skupić, zebrać myśli, mogłaby tak tkwić wpatrzona w niego przez wieczność.
- Już się nasyciłam. - Tej nocy. Nie czuła w tej chwili przyziemnych potrzeb. Żyła miłością, którą jej ofiarował, niczego więcej nie potrzebowała. Nie wiedziała na jak długo jej to wystarczy, ani kiedy poczuje głód. Nie było to jednak zmartwienie na tę chwilę, szczególnie, że znajdował się przy niej. Martwiło ją jednak to, że nadszedł dzień, a oni nie będą mogli spędzić w tym miejscu, razem, wieczności. Nie przeszło jej przez myśl nawet, że mógłby ją zabrać do domu, chociaż właściwie przecież już się tam znajdowali, bo Knieja nim była, nie wymagała niczego więcej.
Poranek jej nie zawstydził, chociaż nieco się go obawiała, promienie słońca naświetlały każdą niedoskonałość, a tych miała, aż nadto, tylko nie kiedy on na nią spoglądał, wtedy wszystkie jakby przestawały istnieć.
Ponownie jej dotknął, tak bardzo pragnęła tego dotyku, nie liczyło się nic poza spragnionymi ustami. Odebrała to jako pewne zapewnienie, że czuje to co ona, że nic się nie zmieniło po tej nocy, to nadal trwało, nie było tylko chwilową zachcianką. Nic więcej nie potrzebowała, słowa były zbędne, chociaż może powinna coś powiedzieć? - Zakochałam się w tobie, Sam. - Powiedziała cicho, niepewnie, nie wiedząc, czy w ogóle potrzebuje tych słów, jednak chciała, żeby o tym wiedział.