Stanley cieszył się ze szczęścia swojego serdecznego przyjaciela Atreuska ale też i szczęścia Dovi. W końcu to była ta jedyna. To była ta, która miała odmienić jego życie na zawsze. Ślub, dzieci i spokojna emerytura - tak ich widział Borgin. Byli dla siebie stworzeni. Wyglądali razem jak z trzy miliony galeonów i to nie dlatego, że był tam Bulstrode'a, chociaż na pewno dodawał minimum z milion. Kibicował im z całego serca.
Tylko czy Stanley nie słyszał tej samej śpiewki zawsze? "To ona". "Jestem tego pewien". "Wspaniała"... Gdyby się tak zastanowić... To tak rzeczywiście było. Kto jednak miał wierzyć bardziej w Atreuska, niż jego serdeczny kompan? Andrew był święcie przekonany, że teraz mówił prosto z serca i za maksymalnie dwa, może trzy lata, będą się wspólnie bawić na ich ślubie. Bo to musiało się tak skonczyć, prawda?
Cóż. Pierdolone uzależnienie młodszego Ślizgona. Psiakrew by go wzięła. Życie zweryfikowały pomysł Stanleya, który jak się okazało - był odrealniony i niemożliwy do spełnienia. Zweryfikował też to w jaki sposób zakochiwał się Bulstrode. Na chwilę. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Ile oni ze sobą byli? Pół roku? Nawet pewnie nie. Po prostu tragedia. Całe szczęście, że Borgin nie znał większości szczegółów ich rozstania, bo by się chyba załamał. Mógłby stracić jakąkolwiek wiarę w tamtego człowieka, a nie chciał tego robić.
Borgin znalazł się pomiędzy młotem, a kowadłem. Albo pomiędzy pałką, a tłuczkiem - wszystko zależnie, której stronie musiał tłumaczyć swoją sytuację. Uwielbiał Atreusa, miał go prawie jak za brata, ponieważ nie mogli nimi być... Biologia, genealogia i te inne trudne słowa, których nie bardzo rozumiał. Nie mogli i tyle. Koniec kropka. Z drugiej zaś strony była Dovi z którą też się przyjaźnił. Nie miał zamiaru wysłuchiwać jakichkolwiek terrorystycznych żądań od którejś ze stron, że powinien się zdecydować na jedną ze stron, bo nie potrafił tego zrobić. Nie chciał rezygnować z Bulstrode'a. Nie chciał też rezygnować z Nottówny. Cenił ich dwójkę stąd miał ten problem.
Stanley nie raz, też nie dwa, ani nie trzy razy, próbował wytłumaczyć Ludovici pewne fakty, które wynikały jeszcze z czasów Hogwartu. Atreus był częścia tak zwanej "Bandy Borgina", grupki uczniów, którzy mieli o sobie co najmniej wysokie mniemanie. W większości byli typowymi chłopakami, którym nauka nie była wcale w głowie, a harce, sława i władza. Mieli swój temperament i zasady, których się trzymali. Byli też trochę jak skała - nie do ruszenia. Trochę też jak muszkieterowie, bo kiedy ktoś zadarł z jednym z nich, zadzierał z całą grupą - nie było tutaj miejsca na pół środki. Kto jeszcze należał do owej Bandy? Przede wszystkim Stanley jako najstarszy z całej Ślizgońskiej gromady, Laurent Prewett, ów Bulstrode, Louvain Lestrange, brat-kuzyn Stanleya - Anthony oraz Sauriel Rookwood, który akurat był Krukonem. Ostatni z nich był wyjątkiem potwierdzającym pewną regułę.
Słysząc komentarz Dovi, pokręcił głową. Dalej pokazywała pazury, chociaż była w swojej ludzkiej formie. Robiła to jednak w swój sposób, tak że osoba, która jej nie znała, mogła uznać to jako pomyłkę. Jako zdanie, które jej się mogło wymsknąć? Upsi? No nie do końca. Borgin kojarzył te zagrywki ale na tyle ją lubił i szanował, że puścił to mimo uszu - Patrzysz się na mnie jakbyś chciała mnie co najmniej zabić - podsumował. Bo jeżeli chcesz to zrobić to w jeden tylko sposób... uśmiechnął się do samego siebie, nie kończąc w swoich myślach tego co tam się zrodziło. Było to nieodpowiednie aby tak myśleć o kobiecie, a już na pewno swojej przyjaciółce.
- Tylko Cię sprawdzałem - zapewnił. Gdzież by śmiał o tym zapomnieć? To tak jakby ktoś go oskarżył, że polewa damie wódkę, kiedy to był czysty spirytus - Będę się bił w pierś, rozmyślając o swoich błędach, ślęcząc kolejną godzinę podczas wypełniania raportów - odparł, mając ewidentnie dobry humor - Czy takie zadośćuczynienie odpowiada? - zapytał, aby mieć pewność. Wolał uniknąć kolejnego ataku pazurem, wszak te którymi dysponowała w swojej prawdziwej formie, były równie wystarczające do skaleczenia jego dłoni czy twarzy.
Na usta cisnęło się jedno. "Ducha Atreusa?" Nie odważył się tego jednak powiedzieć na głos. Zdawał sobie sprawę, że mógłby zacząć kopać sobie grób bo zostałoby mu z 20 sekund życia i pewnie ani chwili dłużej. Stanley nie dał po sobie poznać, że wpadł na jakiś genialny pomysł, który mógł świadczyć o jego niebanalnym geniuszu. Bacznie przyglądał się temu jak skrzętnie dba o bezpieczeństwo swoich dokumentów. Borgin miał to w głębokim poważaniu. No bo co? Kto mu miał ukraść jakiś raport? Bulstrode, który ich nie wypełniał czy może Longbottom, której zaczynało się nudzić?
Wyrwała go zaraz jednak z zadumy, a on tylko posłał jej zdezorientowane spojrzenie. Język jej się ewidentnie wyostrzył od ostatniego rozstania - Idzie. Idzie - zapewnił i czym prędzej ruszył z miejsca. Wizja utraty palca nie brzmiała jak coś co chciałby przeżyć, a już na pewno nie dzisiaj - Następnym razem przyprowadź białego rumaka i najlepiej jakiś czerwony dywan dla mnie bo inaczej się nie ruszę. Pamiętaj tylko, że musi być koniecznie biały - zażartował, doganiając ją po chwili. Nie miała jak mu załatwić tych dwóch rzeczy w tym momencie, więc musieli sobie poradzić bez tego. Oby tylko pamiętała o tym przy kolejnym spotkaniu!
- Nie masz wrażenia, że ostatnio Ministerstwo zaczęło na nas oszczędzać? - zapytał kiedy to dzielnie maszerowali ku słusznej sprawie zrobienia sobie kawki... i odrobinie plotek. Trzeba było mieć coś od tego życia - Jestem niemalże całkowicie pewny, że w grudniu ta kawa była odrobinę smaczniejsza... Tak wiesz... - przejechał kilkukrotnie po swoim zaroście, aby się dobrze zastanowić jak jej to opisać - Miała jakiś smak? To co aktualnie mamy to taka najgorsza lura. To się co najwyżej nadaje do... Nie wiem... Mycia podłogi? - westchnął ciężko bo to była najprawdziwsza tragedia. Człowiek się szybko przyzwyczajał do dobrego, a Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów miał ich potrzeby głęboko w poważaniu. Tak się nie dało pracować! Może powinni podjąć jakiś strajk z tej okazji?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972