01.12.2022, 13:54 ✶
- Możesz też dostać prawdziwe piwo. Nie każdy dorosły jest jak ja, z mentalnością i kubkami smakowymi dwunastolatka – odparła Brenna Patrickowi radośnie. Z tym pierwszym pewnie wiele osób by się zgodziło. Z tym drugim: właściwie każdy, kto ją znał. Brenna mogła pochłaniać ogromne ilości jedzenia, a najchętniej wybierała słodycze i mięso. Nie toczyła się jeszcze chyba wyłącznie dzięki temu, że była hiperaktywna i nadmiar energii wyładowywała chętnie biegając po Dolinie Godryka.
- Ani trochę, bo jeszcze faktycznie musiałabym ją aresztować – odpowiedziała Mavelle i Patrickowi odnośnie koszyka. Dostrzegła wcześniej samą Sally, momentu zaś, gdy coś usiłowało zeżreć tam rękę Fletchera, już na całe szczęście nie. – A jestem po służbie. Stanowczo chcę dziś pić piwo kremowe, a nie sprawdzać cudze koszyki, i potem taką wlec do Ministerstwa… Merlinie, to dopiero koszmar, gdy jest się teleportacyjnym beztalenciem takim, jak ja i nigdy nie opanowało teleportacji łączonej.
Samą teleportację owszem, opanowała. Łączonej już nie. Chociaż w ich zawodzie była niezwykle przydatna. Ale co poradzić, czarodziej nie mógł potrafić wszystkiego, a Brenna skupiała się bardziej na magii kształtującej i transmutacji niż translokacji.
Westchnęła, widząc, co wylosował Patrick.
– Mogę ci oddać moją szyszkę – zaoferowała półżartem, półserio, bo Steward tego dnia faktycznie był jakby przeklęty. Wyciągnęły go tutaj obietnicą dobrej zabawy, a tymczasem najpierw złamał sobie nogę, teraz stracił pieniądze u jakiegoś goblina… – Chociaż może jednak nie. Jeszcze okaże się, że faktycznie jest przeklęta albo coś, a tylko zignorowała moje zaklęcia sprawdzające, bo to jakaś starożytna szyszka i do wykrycia tych klątw potrzeba prawdziwego klątwołamacza…
Ruszyła dalej, pozostawiając za sobą goblina. Na poszukiwanie słodyczy i piwa. Jej wzrok przemknął po stoisku Sarah i omal tam nie podeszła, wiedziona i chęcią dopadnięcia słodkości, i widokiem żony kuzyna. Zaraz jednak uznała, że chyba sprzedawczyni jest tak zafascynowana osobą Faye, że prędzej ją zagryzie za przeszkadzanie niż coś sprzeda.
– O, stamtąd idą z kuflami z piwem. Gdzieś w pobliżu musi być piwo. Mav, Mav, szukaj! - zażartowała
- Ani trochę, bo jeszcze faktycznie musiałabym ją aresztować – odpowiedziała Mavelle i Patrickowi odnośnie koszyka. Dostrzegła wcześniej samą Sally, momentu zaś, gdy coś usiłowało zeżreć tam rękę Fletchera, już na całe szczęście nie. – A jestem po służbie. Stanowczo chcę dziś pić piwo kremowe, a nie sprawdzać cudze koszyki, i potem taką wlec do Ministerstwa… Merlinie, to dopiero koszmar, gdy jest się teleportacyjnym beztalenciem takim, jak ja i nigdy nie opanowało teleportacji łączonej.
Samą teleportację owszem, opanowała. Łączonej już nie. Chociaż w ich zawodzie była niezwykle przydatna. Ale co poradzić, czarodziej nie mógł potrafić wszystkiego, a Brenna skupiała się bardziej na magii kształtującej i transmutacji niż translokacji.
Westchnęła, widząc, co wylosował Patrick.
– Mogę ci oddać moją szyszkę – zaoferowała półżartem, półserio, bo Steward tego dnia faktycznie był jakby przeklęty. Wyciągnęły go tutaj obietnicą dobrej zabawy, a tymczasem najpierw złamał sobie nogę, teraz stracił pieniądze u jakiegoś goblina… – Chociaż może jednak nie. Jeszcze okaże się, że faktycznie jest przeklęta albo coś, a tylko zignorowała moje zaklęcia sprawdzające, bo to jakaś starożytna szyszka i do wykrycia tych klątw potrzeba prawdziwego klątwołamacza…
Ruszyła dalej, pozostawiając za sobą goblina. Na poszukiwanie słodyczy i piwa. Jej wzrok przemknął po stoisku Sarah i omal tam nie podeszła, wiedziona i chęcią dopadnięcia słodkości, i widokiem żony kuzyna. Zaraz jednak uznała, że chyba sprzedawczyni jest tak zafascynowana osobą Faye, że prędzej ją zagryzie za przeszkadzanie niż coś sprzeda.
– O, stamtąd idą z kuflami z piwem. Gdzieś w pobliżu musi być piwo. Mav, Mav, szukaj! - zażartowała
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.