Murtagh nie odczuwał strachu, ani niepewności a jednak nie był też zupełnie spokojny. Jego cała istota instynktownie wiedziała, że miejsce - lub też stan - w którym się znalazł nie jest dla niego naturalne. Starał się jednak nie dać tego po sobie poznać, szczególnie, że choć stojąca przed nimi kobieta przywodziła mu na myśl istotę matczynej miłości, to jednocześnie niepokoiła go i nie zdawała się zupełnie przyjazna.
Obserwował jej demonstrację, zastanawiając się czy poprosi o pracę każde z nich. Jeśli tak, to będzie potrzebowała więcej narzędzi, niż tylko ten jeden sierp, który trzymała w ręku. Prawdopodobnie jednak odpowiednie narzędzia znalazły by się w ich rękach bez żadnego problemu. Część jego chciała podejść do niej i pomóc jej wiązać snopek - przecież w jej stanie musiała to być ciężka praca. Trwał jednak niewzruszenie, w nadziei że któraś z osób mu towarzyszących podejmie się tego zadania zamiast niego. Nie miał problemu ze zrzucaniem odpowiedzialności na innych, kiedy nie czuł ochoty i potrzeby aby ją dźwigać.
Gdy Matka zwróciła się bezpośrednio do niego, zbliżając się i dotykając jego twarzy, na chwilę instynktownie przymknął oczy, nachylając się do jej dotyku niczym słonecznik wyciągający się w stronę słońca. Nie mógł poradzić nic na to, że znów poczuł się jak mały chłopiec w matczynej kuchni, gdy kobietka drobna ale dostojna przekazywała mu wiedzę o wierze, którą sama wyznawała a świat wydawał się prosty i czarno-biały. Jego własna matka nie chciała już na niego patrzyć, bo wybrał dziedzictwo jej przodków zamiast wiary, która miała uratować ją samą i jej dzieci przed klątwą, którą nosili we krwi. Czy więc mógł zaufać, że ta tutaj się go nie wyrzeknie, że naprawdę będzie kochała go bezwarunkowo - nawet pomimo tego, że posyłał jej dzieci na śmierć? Nawet pomimo tego, że nigdy nie było dla niego nic ważniejszego niż on sam? Jego wzrok stwardniał nieco, kiedy odsunął się od dotyku kobiety.
- Czy to jakaś sztuczka Isobell? Ona ci zapłaciła? - zapytał, chociaż instynktownie domyślał się, że kapłanka nie miała takiej mocy magicznej aby stworzyć czar, który tak by nimi owładnął. A kobieta stojąca przed nim sprawiała, że magia w nim płynęła jakoś inaczej i sprawiała wrażenie nie bycia istotą ludzką.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London