Nie przerywał przyjacielowi wywodu. Wiedział, że nie miałoby to sensu, bo przecież kiedy Alexander się odpalał to dostawał takiego słowotoku że mało kto byłby go w stanie powstrzymać. Lepiej było dać mu się wygadać, wyłożyć wszystkie swoje punkty widzenia i grzecznie zaczekać aż źródło z którego płynęły słowa w jego głowie nieco wyschnie. Tak też postanowił zrobić Murtagh, cały czas jednak słuchając uważnie Alexandra i popijając alkohol. Możliwe, że sam był bardziej uzależniony niż chciałby przyznać.
Jego początkowa nerwowość trochę się uspokoiła, bo gdy Alexander na początku oznajmił, że ma wieści - Murtagh zakładał najgorszy możliwy scenariusz. Teraz, słuchając Alexa, doszedł do wniosku że mężczyzna po prostu doznał objawienia lub wizji, która kazała mu zmienić tor swojego życia. Podobne akcje odstawiał już w przeszłości, choć zwykle wiązało się to z tym, że rzuciła go Loretta albo miał jakąś szczególnie paskudną wizję swojej przyszłości. Nigdy też Murtagh nie słyszał w jego głosie tyle pewności i zacięcia. Więc może tym razem Mulciber faktycznie odnalazł dobry powód do tego, żeby się tego swojego postanowienia trzymać?
To nie tak, że Macmillan zakrztusił się drinkiem słysząc słowo "żona". On po prostu bardzo głośno odkaszlnął, stawiając z mocą szklankę na stole. Po czym wciągnął powietrze z wysiłkiem i lekko wybałuszył oczy. A w końcu odetchnął.
- Pominę na razie milczeniem fakt, że oznajmiasz jak prawdy objawione to co tłukłem ci do głowy wiele razy wcześniej, dość bezskutecznie. Zostawię też póki co temat twego ojca, poza kondolencjami, które ci składam. - zaczął swoją wypowiedź, dość spokojnie. - Ale czy możesz mi powiedzieć, jakim cudem masz ŻONĘ?! Nie uwierzę, że twojej matce udało się odurzyć się na tyle, żeby zaciągnąć cię przed ołtarz. To znaczy, że z własnej woli porzuciłeś jakże szczęśliwy stan kawalerstwa, żeby uwiązać do siebie jakąś biedną kobietę, której życie skazałeś na oglądanie twojej parszywej mordy codziennie rano! - w jego głosie słychać było oburzenie, choć lekko podbarwione rozbawieniem. To nie mogła być Ona. Po prostu rodzicielka Mulcibera w końcu jakimś cudem zmusiła młodszego syna do odbębnienia tego posępnego obowiązku jakim była żeniaczka. Współczuł głupiej dziewczynie, która się na to zgodziła. - Kim jest ta biedaczka? - dopytał z uśmiechem. - I dlaczego nie było mnie na kawalerskim? - dodał, już zupełnie sobie żartując i udając święte oburzenie na Alexandra.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London