Murtagh nie chciał mieszać w całą sprawę rodziny mężczyzny. Wierzył w sprawę za którą miał walczyć, gdyby tak nie było, to nie ryzykowałby swojej kariery zarówno w Ministerstwie jak i na Nokturnie. Mimo to nie wiedział, czy byłby w stanie z zimną krwią torturować kobiety i dzieci. Czy był takim typem mężczyzny. Pokręcił więc głową do Papilio.
- Nie, myślę że dam radę, jeśli spróbuję jeszcze raz. - zapewnił go, skupiając następnie całą swoją uwagę na związanym mężczyźnie.
Wniknięcie w umysł osoby po raz drugi było zawsze łatwiejsze niż po raz pierwszy. Było to trochę tak jak z otwieraniem zamka szyfrowego - nie musiał już szukać odpowiednich zapadek po omacku, a raczej pamiętał ich układ. Łatwiej też było mu przywołać do umysłu mężczyzny to konkretne wspomnienie.
Ciemną ulicę, rozświetlaną tylko przez jedną latarnię, stukot kroków po bruku w oddali, zapach elksirów i fermentu. Miejsce w którym mało kto chciałby się znaleźć z własnej woli. Ktoś podszedł do mężczyzny... Nie, więcej! Kto to? Wiesz kto to i ja też to wiem. Pokaż mi! Czarna postać była nachalna i mówiła twardo, a jego umysł giął się i odkształcał, walcząc z nałożonymi zabezpieczeniami. Proszęnietoniebyłniktważny... Próbował przekonać o tym tą okropną postać, ale ona mu nie wierzyła. I choć bardzo się starał, to nie był w stanie dłużej ukrywać przed nią prawdy. Sylwetka mężczyzny nabrała kształtów, zaostrzyła się, można było rozpoznać twarz, płaszcz i charakterystyczne rude włosy. A na kopercie kwota - 100 galeonów, którą mężczyzna przekazywał rudemu Weasleyowi. Pieniądze? Na co są te pieniądze? Zażądała odpowiedzi postać a poddany i zrezygnowany mężczyzna już bez oporu pozwolił jej zrozumieć, że przeznaczał znaczne sumy pieniędzy na pomoc czarodziejom mugolskiego pochodzenia - na znalezienie im dobrych sierocińców, na ich edukację i zapewnienie im miejsca w Hogwarcie.
[a]Murtagh opuścił umysł mężczyzny, czując dreszcz obrzydzenia. Spojrzał na Papilio spod maski, czując lekki napad klaustrofobii po raz pierwszy w swoim życiu.
- Dawał pieniądze - duże sumy - Raymondowi Weasleyowi, na opiekę nad mugolskimi sierotami, które wykazywały potencjał magiczny. Żeby mogło chodzić do Hogwartu i miały fundusze na podręczniki i inne rzeczy.- oznajmił, nieco zmęczonym głosem. To przesłuchanie zmęczyło go bardziej niż zamierzał to dać poznać, ale czuł, że dobrze się spisał i dotarł do sedna - wykonał swoją robotę. Pozostawało pytanie czy Czarny Pan uzna to za wystarczające aby włączyć go do grona swoich popleczników.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London