19.02.2024, 13:01 ✶
Zacznijmy od tego, że chociaż świat magii był światem magii, nawet w nim powroty zza grobu nie były wcale takie częste i oczywiste, by stały się dla Patricka czymś naturalnym. Nie tak dawno, obawiał się – co prawda – że przyniósł z Limbo ojca we własnej głowie, ale myśli o tym raczej wprawiały go w panikę i przypominały koszmar na jawie niż były czymś pięknym, czego pragnąłby.
A teraz… a teraz właściwie co próbowała przekazać mu siedząca obok niego na ławce kobieta? Jej słowa nie były dla Patricka żadną podpowiedzią, bo to nawet nie tak, że nie chciał uwierzyć, w tej chwili nawet nie potrafiłby tego zrobić.
- Uwierz mi, że mam bardzo otwarty umysł, skoro siedzę obok ciebie na ławce i słucham tych… - bzdur. Zdanie to wypowiedział cicho, spokojnie, niemal pewnie i bez żadnych emocji, choć tak naprawdę w środku aż coś się w nim zaczęło gotować ze złości.
Nie rozumiał w co grała Alanna Carrow, ale była to gierka nie tylko bolesna wobec niego, ale też okrutna. Kochał Clare. Chciał się z nią ożenić. Chciał mieć z nią dzieci. Chciał stworzyć z nią szczęśliwą rodzinę. Ale Clare nie tylko wyszła za mąż za innego – co pod pewnymi względami, z ciężkim sercem, ale jednak był w stanie zrozumieć i zaakceptować; ale też gdy wreszcie z nią zerwał, popełniła samobójstwo. I jakaś część Patricka nie mogła pozbyć się przekonania, że zrobiła to pod wpływem impulsu, trochę mu na złość. Wiedział, że nie powinien tak myśleć i że to było niesprawiedliwe, ale ta myśl kwitła w nim jak oset i bolała go nawet po latach.
- Nie masz o niczym pojęcia – sprostował matowym głosem. – Uroiłaś sobie, że mnie znasz i że wiesz kim jestem. Nie wiem kto powiedział ci o wisiorku albo o tym, że jestem niciowidzem, ale wyciąganie tego to cios poniżej pasa. – Chociaż w głowie Patricka świtało, kto mógł jej powiedzieć o obydwu tych rzeczach: Stella Avery. Być może, uważała, że śmierć Clare była jego winą i próbowała się jakoś pokracznie zemścić, nasyłając na niego Carrow. – W ogóle nie rozumiem co próbujesz ugrać. Jeśli potrzebujesz pomocy, zaprowadzę cię w bezpieczne miejsce i pomogę ci w wydostaniu się z tego bagna, w które sama wlazłaś. Ale jeśli to wszystko jest jakimś fatalnym żartem… - urwał, pozwalając jej samej domyśleć się reszty.
Podniósł się z ławki, gotowy odejść. Nie oddał jej różdżki. Niby dlaczego miałby oddać różdżkę kobiecie, która przyznała się do powiązań ze śmierciożercami?
A teraz… a teraz właściwie co próbowała przekazać mu siedząca obok niego na ławce kobieta? Jej słowa nie były dla Patricka żadną podpowiedzią, bo to nawet nie tak, że nie chciał uwierzyć, w tej chwili nawet nie potrafiłby tego zrobić.
- Uwierz mi, że mam bardzo otwarty umysł, skoro siedzę obok ciebie na ławce i słucham tych… - bzdur. Zdanie to wypowiedział cicho, spokojnie, niemal pewnie i bez żadnych emocji, choć tak naprawdę w środku aż coś się w nim zaczęło gotować ze złości.
Nie rozumiał w co grała Alanna Carrow, ale była to gierka nie tylko bolesna wobec niego, ale też okrutna. Kochał Clare. Chciał się z nią ożenić. Chciał mieć z nią dzieci. Chciał stworzyć z nią szczęśliwą rodzinę. Ale Clare nie tylko wyszła za mąż za innego – co pod pewnymi względami, z ciężkim sercem, ale jednak był w stanie zrozumieć i zaakceptować; ale też gdy wreszcie z nią zerwał, popełniła samobójstwo. I jakaś część Patricka nie mogła pozbyć się przekonania, że zrobiła to pod wpływem impulsu, trochę mu na złość. Wiedział, że nie powinien tak myśleć i że to było niesprawiedliwe, ale ta myśl kwitła w nim jak oset i bolała go nawet po latach.
- Nie masz o niczym pojęcia – sprostował matowym głosem. – Uroiłaś sobie, że mnie znasz i że wiesz kim jestem. Nie wiem kto powiedział ci o wisiorku albo o tym, że jestem niciowidzem, ale wyciąganie tego to cios poniżej pasa. – Chociaż w głowie Patricka świtało, kto mógł jej powiedzieć o obydwu tych rzeczach: Stella Avery. Być może, uważała, że śmierć Clare była jego winą i próbowała się jakoś pokracznie zemścić, nasyłając na niego Carrow. – W ogóle nie rozumiem co próbujesz ugrać. Jeśli potrzebujesz pomocy, zaprowadzę cię w bezpieczne miejsce i pomogę ci w wydostaniu się z tego bagna, w które sama wlazłaś. Ale jeśli to wszystko jest jakimś fatalnym żartem… - urwał, pozwalając jej samej domyśleć się reszty.
Podniósł się z ławki, gotowy odejść. Nie oddał jej różdżki. Niby dlaczego miałby oddać różdżkę kobiecie, która przyznała się do powiązań ze śmierciożercami?