Gdzie tam, nie śmieliby sobie na pewno robić żartów z Erika, chociaż teraz, kiedy pojawił się przed nimi tutaj w stroju swojej matki, panna Figg nie mogła powstrzymać się od śmiechu, akurat wlewała w siebie kolejny łyk alkoholu, gdy jej przyjaciel wyłonił się zza rogu. Opluła się, jak nie przystoi damie, ale zdecydowanie było to lepsze rozwiązanie niżeli zakrztuszenie się bimbrem, to by mogła być dopiero nieelegancka śmierć.
Walczyła z tym, ale nie umiała się powstrzymać. Zaczęła rżeć i zrobiła się czerwona na twarzy, miała nadzieję, że nie obudzi mieszkańców swoim histerycznym śmiechem. - Pani Longbottom, prezentuje się pani przepięknie, cóż za gustowny kapelusz, ojej, kokardka się rozwiązała. - Uniosła swój tyłek z krzesła, po czym wdrapała się na nie, żeby stać się wyższa - Proszę podejść, naprawimy to, żeby było idealnie. - Zaprosiła Erika do siebie gestem dłoni, aby podszedł bliżej, żeby mogła mu zaplątać tę wstążkę. Całkiem zgrabnie wspięła się na krzesło, to jakiś cud, że z niego nie spadła po tej ilości alkoholu, który w siebie wlała. Kiedy skończyła ponownie usiadła na krześle.
Obserwowała Erika, a raczej butelkę, którą kręcił, chciała zobaczyć na kogo padnie tym razem. Zabawa okazała się być całkiem angażująca i naprawdę śmieszna, nie spodziewała się, że starzy ludzie, jak oni mogą z tego czerpać tyle radości. Oczywiście dopóki nie poruszą bardziej poważnych tematów, ale póki co nic ku temu nie zapowiadało.
Pytanie, które zadał młodszy z Longbottomów było dosyć interesujące, chociaż może bardziej odpowiedź na nie, której udzielił Morpheus. Otworzyła oczy ze zdumienia, gdy ten zaczął mówić. Każdy znał Dołohova, wiedziała, że jest wróżbitą, autorem książek, nie miała jednak pojęcia, że jest kimś, kto miał jakiekolwiek znaczenie w życiu wuja. Musiało tak być, skoro mówił o nim w ten sposób. Czy ich drogi zawodowe się kiedyś skrzyżowały, czy przeszkodził mu w karierze, jednak skoro mówił, że przez niego cierpiał, to wcale nie o to chodziło? Nie miała śmiałości zapytać, bo czuła, że przekroczyłaby jakąś granicę.
Sięgnęła po kieliszek, aby potowarzyszyć Morpheusowi, czuła, że jeszcze chwila, jeszcze parę kolejek, a ją odetnie, nie powstrzymywało to jej jednak przed dalszym piciem, nie miała już umiaru. Butelka zakręciła się ponownie, teraz padło na nią. Wybrała pytanie, chwilę jej zajęło zebranie myśli.
- Kiedyś bardzo chciałam dostać w swoje ręce zmieniacz czasu. - Zaczęła mówić, słowa wypowiadała powoli, skupiona na tym, żeby dokładnie wytłumaczyć o co jej chodzi. - Nie spotkać pewnej osoby, nie zaufać jej, bo książę okazał się być bestią. Było to głupie, bo nie miałabym Mabel - zaśmiała się dramatycznie - a stała się ona moim całym światem, więc bez sensu. Wtedy jednak bałam się, okropnie się bałam, że to koniec, że sobie z tym nie poradzę, że się nie nadaję, że jestem słaba - Nigdy chyba o tym nikomu nie mówiła, że te kilka lat temu marzyła o tym, żeby to wszystko się nie wydarzyło, bo wydawało jej się to prostszym rozwiązaniem.
Wydawało jej się, że to wystarczy, także zakręciła butelką po raz kolejny, tym razem padło na Erika. Uśmiechnęła się w jego kierunku pokazując swoje równe uzębienie. Jeśli wybrał pytanie to musiał odpowiedzieć na: Jeżeli mógłbyś spędzić jeden dzień z jakąś osobą, może to być celebryta, chuj wie kto, to kogo byś wybrał i dlaczego; jeśli zaś wyzwanie to musiał udawać kurczaka przez trzy minuty.