19.02.2024, 21:24 ✶
– W takim wypadku to wyjaśniałoby, dlaczego jasnowidz, z którym się konsultowałam, nie był w stanie wiele powiedzieć – mruknęła Brenna. Przyszła w końcu do Vakela, bo potrzebowała faktycznego specjalisty i zależało jej na czasie, więc gdy jasnowidz, z którym rozmawiała zawiódł, a Morpheusa nie było akurat pod ręką, zdecydowała się spróbować tutaj. Wysłuchała jego wyjaśnień, wyjątkowo wcale się nie wtrącając, nie rozgadując i pozwalając sobie tylko na ten krótki komentarz, bo miała wrażenie, że w tym przypadku jej odpowiedzi wcale nie są potrzebne. – Tak. Kod rzeczywiście jest związany z miejscem zbrodni – przyznała bez większych oporów, bo kłamanie mu prosto w oczy przecież tylko by go zniechęciło (a zapewne zorientowałby się, że kłamie), chociaż ani myślała wdawać się w szczegóły.
Gdy nalegał na tę herbatę, Brenna ustąpiła, bo nie chciała zbytnio objawiać paranoi, jaką powoli, ale systematycznie przejmowała od Alastora, a poza tym – mimo wszystko – wątpiła, by Vakel podał jej veritaserum czy truciznę we własnym gabinecie. Była w końcu tylko przeciętną, mało ważną Brygadzistką, a on człowiekiem, który dbał o swoją karierę. Przeszło jej przez głowę (bo w końcu była Detektyw i nie zostałaby nią, gdyby nie myślała od czasu do czasu), że może chce zajrzeć do fusów na dnie filiżanki, a choć nie do końca rozumiała, czemu jej przyszłość miałaby go choć trochę interesować, skoro nie płaciła za jej obejrzenie, to przecież nie dopatrzy się w umieszczonych w naczyniu rozmiękłych resztkach herbaty niczego, co straszliwie chciałaby przed nim ukryć. Popijała więc herbatę niespiesznie, obserwując jego poczynania, skupiona głównie na tym, co działo się z kartką, nie na samym jasnowidzu. Na jego twarz wzrok uniosła dopiero, gdy i on na nią spojrzał.
Jeżeli miała jakieś ukryte powody, by tu przyjść albo była jego psychopatyczną fanką, to naprawdę grała doskonale.
Gdy się witali i rozmawiali na początku, uśmiechała się do niego sympatycznym uśmiechem, ale teraz, czekając na rozwiązanie zagadki, utrzymywała neutralny wyraz twarzy. Nie wydawała się ani trochę zdenerwowana czy przejęta, wyraźnie też jednak nie czuła się w tym przedziwnym gabinecie nieswojo. W brązowych oczach Potterów, które sprawiały, że ich posiadaczka po prostu chyba nie mogła wyglądać groźnie, nie iskrzyła ani odrobina fanatyzmu, uwielbienia, raczej umiarkowane zainteresowanie. Jeśli mógł skądś kojarzyć jej twarz, to stąd, że mignęła mu może gdzieś kiedyś na jakiejś sali balowej albo w tłumie zmierzającym na widownię podczas premiery Selwynów. Ewentualnie z tego nieszczęsnego tygodnika Czarownica i głośnego rankingu, jaki tam opublikowano parę tygodni temu. Nigdy nie pojawiła się na żadnym spotkaniu z Vakelem, nie bywała na sympozjach naukowych, na jego wykładach dotyczących Trzeciego Oka (ironia losu, bo sama miała tę moc we krwi i używała jej pewnie wcale nie rzadziej niż ci, którzy zrobili z tego sposób na życie), nie uczestniczyła w ani jednym spotkaniu Spectrum i z pewnością ani razu nie poprosiła go o autograf. Brenna w ogóle raczej nie ulegała żadnym obsesjom, a wszak dorastała pod okiem jasnowidza, tajemnicza moc Vakela więc nie fascynowała jej tak, jak niektórym.
– Jeżeli ma pan na myśli, kto ją zostawił, to podejrzewam, że był to sprawca, panie Dolohov. Jeśli chodzi o autora tej konkretnej kopii, którą tutaj przyniosłam, sporządziła ją jedna z Brygadzistek.
Podejrzewała, że nie do końca o to pytał, ale… była ciekawa, co odpowie na jej słowa.
Gdy nalegał na tę herbatę, Brenna ustąpiła, bo nie chciała zbytnio objawiać paranoi, jaką powoli, ale systematycznie przejmowała od Alastora, a poza tym – mimo wszystko – wątpiła, by Vakel podał jej veritaserum czy truciznę we własnym gabinecie. Była w końcu tylko przeciętną, mało ważną Brygadzistką, a on człowiekiem, który dbał o swoją karierę. Przeszło jej przez głowę (bo w końcu była Detektyw i nie zostałaby nią, gdyby nie myślała od czasu do czasu), że może chce zajrzeć do fusów na dnie filiżanki, a choć nie do końca rozumiała, czemu jej przyszłość miałaby go choć trochę interesować, skoro nie płaciła za jej obejrzenie, to przecież nie dopatrzy się w umieszczonych w naczyniu rozmiękłych resztkach herbaty niczego, co straszliwie chciałaby przed nim ukryć. Popijała więc herbatę niespiesznie, obserwując jego poczynania, skupiona głównie na tym, co działo się z kartką, nie na samym jasnowidzu. Na jego twarz wzrok uniosła dopiero, gdy i on na nią spojrzał.
Jeżeli miała jakieś ukryte powody, by tu przyjść albo była jego psychopatyczną fanką, to naprawdę grała doskonale.
Gdy się witali i rozmawiali na początku, uśmiechała się do niego sympatycznym uśmiechem, ale teraz, czekając na rozwiązanie zagadki, utrzymywała neutralny wyraz twarzy. Nie wydawała się ani trochę zdenerwowana czy przejęta, wyraźnie też jednak nie czuła się w tym przedziwnym gabinecie nieswojo. W brązowych oczach Potterów, które sprawiały, że ich posiadaczka po prostu chyba nie mogła wyglądać groźnie, nie iskrzyła ani odrobina fanatyzmu, uwielbienia, raczej umiarkowane zainteresowanie. Jeśli mógł skądś kojarzyć jej twarz, to stąd, że mignęła mu może gdzieś kiedyś na jakiejś sali balowej albo w tłumie zmierzającym na widownię podczas premiery Selwynów. Ewentualnie z tego nieszczęsnego tygodnika Czarownica i głośnego rankingu, jaki tam opublikowano parę tygodni temu. Nigdy nie pojawiła się na żadnym spotkaniu z Vakelem, nie bywała na sympozjach naukowych, na jego wykładach dotyczących Trzeciego Oka (ironia losu, bo sama miała tę moc we krwi i używała jej pewnie wcale nie rzadziej niż ci, którzy zrobili z tego sposób na życie), nie uczestniczyła w ani jednym spotkaniu Spectrum i z pewnością ani razu nie poprosiła go o autograf. Brenna w ogóle raczej nie ulegała żadnym obsesjom, a wszak dorastała pod okiem jasnowidza, tajemnicza moc Vakela więc nie fascynowała jej tak, jak niektórym.
– Jeżeli ma pan na myśli, kto ją zostawił, to podejrzewam, że był to sprawca, panie Dolohov. Jeśli chodzi o autora tej konkretnej kopii, którą tutaj przyniosłam, sporządziła ją jedna z Brygadzistek.
Podejrzewała, że nie do końca o to pytał, ale… była ciekawa, co odpowie na jej słowa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.