Tristan pokochał Olivię taką, jaka jest. Akceptował jej szalone pomysły, gadulstwo i wrażliwość. Kochał w niej wszystko to, co sobą prezentowała. Wygląd był sprawą drugorzędną. Liczyła się przecież dusza. Przy niej czuł, że żyje. Był jej także wdzięczny za to, że i ona potrafiła zaakceptować go takiego, jaki jest. Jakim się stał. Choć obaj w swoim życiu swoje przeszli, to być może los ich połączył.
Ward tylko obejrzał się za człowiekiem, który ich przeprowadził przez rzekę łódką. Mężczyzna zwrócił także uwagę na biesiadującą grupę, która najpewniej nie przestrzegała odpowiednich zasad bezpieczeństwa. Lecz u jego boku Olivia była bezpieczna. W końcu był aurorem.
Uwagę Tristanowi przykuł koszyk, jaki miała teraz ze sobą Olivia. Koszyk nie był takiej wielkości, co by miało świadczyć o pikniku. A może jednak? W ich społeczności małe przedmioty przechowujące rzeczy, mogą pomieścić naprawdę duże ilości różności. Pytań nie zadawał, nie pisał. Ale uśmiech jej posłał, kiedy oznajmiła, że o czymś takim marzyła.
Ruszyli razem oświetlonym brzegiem rzeki. Było to dla Tristana zbawienne, gdyby musiał coś napisać na kartce, jeżeli miałby podjąć ze swoją dziewczyną, jakąś rozmowę. Inaczej, musiałby oświetlać sobie różdżką. Nie spodziewał się jednak, że ten wieczór okaże się tematem wspomnień. Wysłuchał jej uważnie i aż pytająco, a następnie z wyrozumiałością, spojrzał na podarowany list, aby przeczytał. Już pierwsze słowa napisane z błędami, wprowadziły go w stan rozbawienia. Dzieci. Aż spojrzawszy przed siebie, zaczął się zastanawiać, czy i jemu coś takiego się zdarzyło. Skoro Olivia postanowiła zdradzić mu swoje szkolne sekrety, to może i on powinien się czymś pochwalić?
List jej oddał, wyjął swój notes z długopisem, ale pozwolił, żeby opowiedziała swoje przeżycia zza dziecka. W między czasie, jak mówiła, zapisywał swoje odniesienia do jej słów, choćby względem czekoladowych żab: ”Dobrze, że na naszej drodze nie stanęła żadna czekoladowa żaba.”
Gdyby i im się taka pojawiła, w jakiejkolwiek postaci, lub wręczona, kto wie, czy dzisiaj byliby ze sobą? Mieli swoje pierwsze pamiętne dość spotkanie w księgarni, gdzie zaczynał pracę i nie mógł jakoś odnaleźć się w społeczności, jako niemowa. Teraz znacznie lepiej sobie z tym radził.”Nie myślałem nad tym. Ten Maurycy widocznie nie był ci pisany. Nie wiem, czy to los, przeznaczenie, czy inna siła sprawiła, że trafiliśmy na siebie.”
Pokazał jej zapisaną stronę, gdzie odniósł się w pierwszej wypowiedzi, do jej wcześniejszych opowieści, jak i poniżej była odpowiedź, na jej pytania. Po czym, jak przeczytała, odwrócił zapisaną kartkę na tył i zaczął dalej pisać. W między czasie mogła mówić dalej. Jemu to nie przeszkadzało. Mógł przerwać, wysłuchać jej, w momencie ciszy, pisać dalej. Jednakże będąc w trakcie spaceru, musiał także patrzeć chwilami przed siebie i pod nogi. Inaczej zaliczyłby jakiś kopiec, albo zderzenie z drzewem, latarnią, istotą ludzką. Ale, mając Olivię u boku, ufał, że będzie także jego oczami, nie tylko głosem.
”Skoro już zaczęłaś od wspomnień. Mógłbym pochwalić się czymś, czego chyba nie spodziewałem się zrobić, ale to zrobiłem. Byłem młody. Jeszcze uczęszczając do Hogwartu. Miałem wzięcie u niektórych dziewczyn, ale nie myślałem o jakimś chodzeniu ze sobą. Tamtego okresu mnie chyba nie interesowały? Inna sprawa była z chłopakami. Był jeden taki, który ochronił mnie przed Ślizgonami, kiedy się nade mną znęcali. Tak go polubiłem, że chciałem się z nim kolegować. Aż pewnego wieczora, chyba spędziliśmy trochę czasu sam na sam. Zdążyłem z nim zaliczyć pierwszy pocałunek. Tylko, on szybciej szkołę skończył. Ja zostałem. Później już się nie widzieliśmy. Nie potrafię określić, czy to był odruch? Czy faktycznie nim się zauroczyłem? Było przelotne…”
Po napisaniu, nie był pewny czy jej pokazać. Ale to wspomnienia. Przeszłość. Było, minęło. Ona się z nim swoimi podzieliła. Westchnął i podał jej notes, ale nie chciał na razie patrzeć na jej reakcję.