20.02.2024, 00:02 ✶
Patrick nie patrzył na Norę obiektywnie tej nocy. Odwrotnie. Patrzył na nią kompletnie nieobiektywnie, bo tylko co śnił o niej sny, w których ktoś próbował ją zamordować. Pewnych rzeczy nie dało się ot tak wymazać gumką.
- Ja po prostu nie rozumiem – odpowiedział, mocno przy tym marszcząc ciemne brwi. Naprawdę nie rozumiał. Jakim cudem rany zadane we śnie odpowiadały tym otrzymanym na jawie. Jak to w ogóle możliwe, że się przenikały? – Może magomedyk potwierdziłby, czy to naprawdę był nóż – wyjaśnił, co chodziło mu po głowie.
Steward ufał Norze. Nie był to może ten sam poziom zaufania magomedycznego, który pokładał we Florence lub w Danielle, ale wiedział, że znała się na ziołach i potrafiła warzyć znakomite eliksiry. Poza tym, za jej delikatną twarzą i jeszcze młodzieńczą sylwetką, skrywała się kobieta na tyle silna i zaradna. Ale jednocześnie, były w życiu takie momenty, których warto było oprzeć się na cudzych ramionach. To była jedna z takich sytuacji.
- To twoja przyjaciółka. – Matka chrzestna twojej córki. – Nie darowałaby mi, gdybym jej nie powiedział – rzucił. Zastanawiał się również, czy Brenna przyznała się Norze, że i ona padła ofiarą napastnika ze snów. Tylko przez wzgląd na Longbottom, Patrick domyślił się, że sen, który śnił tej nocy nie był tylko dziwnym i męczącym koszmarem, ale również czymś więcej, czymś jeszcze bardziej mrocznym i okrutnym.
Przesunął się w bok, gdy zaraz za nim, do domu Nory wpadła i Brenna. Posłał jej nieco roztargnione spojrzenie. Chyba przez to, że nie było jej gdy przyszedł, jakoś założył że nie mogła pojawić się na miejscu. A jednak tu przybyła. I wyglądała… on i Nora z pewnością źle spali tej nocy, ale Longbottom wyglądała jakby w ogóle nie spała.
Pokręcił głową, gdy usłyszał wyjaśnienia Nory. To tylko ręka, brzmiało bardzo niewinnie, ale Steward wiedział, że to nie była tylko ręka, to była Nora chowająca w łazience przed szaleńcem z siekierą, Nora stojąca za kontuarem i czekająca na dźgnięcie nożem, Nora patrząca na uśmiechającego się żabio mordercę w ciemnym lesie podczas burzy z piorunami.
- Nie miałem pojęcia, że to może być aż tak realne – powiedział wreszcie, może trochę bardziej do siebie niż do towarzyszących mu kobiet. Kiedy słyszał o napastniku ze snów, kiedy nawet widział rany Brenny… to nie trafiało do niego aż tak, jak w chwili, w której to musiał przeżyć. – Trzeba go złapać. Przecież on wreszcie kogoś zamorduje.
Poszedł za Norą i Brenną do kuchni.
- Ja po prostu nie rozumiem – odpowiedział, mocno przy tym marszcząc ciemne brwi. Naprawdę nie rozumiał. Jakim cudem rany zadane we śnie odpowiadały tym otrzymanym na jawie. Jak to w ogóle możliwe, że się przenikały? – Może magomedyk potwierdziłby, czy to naprawdę był nóż – wyjaśnił, co chodziło mu po głowie.
Steward ufał Norze. Nie był to może ten sam poziom zaufania magomedycznego, który pokładał we Florence lub w Danielle, ale wiedział, że znała się na ziołach i potrafiła warzyć znakomite eliksiry. Poza tym, za jej delikatną twarzą i jeszcze młodzieńczą sylwetką, skrywała się kobieta na tyle silna i zaradna. Ale jednocześnie, były w życiu takie momenty, których warto było oprzeć się na cudzych ramionach. To była jedna z takich sytuacji.
- To twoja przyjaciółka. – Matka chrzestna twojej córki. – Nie darowałaby mi, gdybym jej nie powiedział – rzucił. Zastanawiał się również, czy Brenna przyznała się Norze, że i ona padła ofiarą napastnika ze snów. Tylko przez wzgląd na Longbottom, Patrick domyślił się, że sen, który śnił tej nocy nie był tylko dziwnym i męczącym koszmarem, ale również czymś więcej, czymś jeszcze bardziej mrocznym i okrutnym.
Przesunął się w bok, gdy zaraz za nim, do domu Nory wpadła i Brenna. Posłał jej nieco roztargnione spojrzenie. Chyba przez to, że nie było jej gdy przyszedł, jakoś założył że nie mogła pojawić się na miejscu. A jednak tu przybyła. I wyglądała… on i Nora z pewnością źle spali tej nocy, ale Longbottom wyglądała jakby w ogóle nie spała.
Pokręcił głową, gdy usłyszał wyjaśnienia Nory. To tylko ręka, brzmiało bardzo niewinnie, ale Steward wiedział, że to nie była tylko ręka, to była Nora chowająca w łazience przed szaleńcem z siekierą, Nora stojąca za kontuarem i czekająca na dźgnięcie nożem, Nora patrząca na uśmiechającego się żabio mordercę w ciemnym lesie podczas burzy z piorunami.
- Nie miałem pojęcia, że to może być aż tak realne – powiedział wreszcie, może trochę bardziej do siebie niż do towarzyszących mu kobiet. Kiedy słyszał o napastniku ze snów, kiedy nawet widział rany Brenny… to nie trafiało do niego aż tak, jak w chwili, w której to musiał przeżyć. – Trzeba go złapać. Przecież on wreszcie kogoś zamorduje.
Poszedł za Norą i Brenną do kuchni.