Propozycja Roberta została przyjęta z jak największą aprobatą przez jego syna. Oznajmił to w najprostszy możliwy sposób - kiwnął głową na zgodę. Przysłowiowy as w rękawie był tutaj na wagę złota. Im więcej wiedziało, tym więcej osób mogło próbować zaszkodzić ich relacji, a tego przecież bardzo nie chcieli. Mogli się jeszcze nie dogadywać w pewnych kwestiach. Nie mogli zatem pozwolić, aby ktoś wbił sobie szpony pomiędzy to, co starali się wybudować. To co chcieli stworzyć.
Mulciber miał tyle czasu ile tylko potrzebował, aby się rozeznać ze wszystkim czy poznać ludzi. Nikt go nie poganiał. Część osób pewnie nadal myślała, że ten spożywa jakieś smaczne sery z bagietką, popijając winko, gdzieś w centrum Paryża czy w innej nadmorskiej wiosce. Po prostu, że Roberta nadal nie ma w kraju.
- Oczywiście. Nie ma żadnego problemu - zapewnił. Stanley uważał to za uczciwą wymianę, zwłaszcza kiedy ojciec nie chciał robić nic przeciwko, a na pewno tak zapewniał. Nie potrafił czytać w myślach, więc wierzył trochę w dobre intencje, które kryły się za tymi słowami. Louvainowi zawsze przydałoby się wsparcie od bardziej doświadczonego człowieka. Od kogoś kto był tam od początku. Kogoś kto znał te organizacje od podszewki.
Prawdę mówiąc - można było zrobić wiele rzeczy. Można było też siedzieć i gdybać. Rozmyślać. Zastanawiać się. Dywagować nad tym, a co by było gdyby? Nie wiadomo. Czasu nie mogli cofnąć, aby spróbować innej taktyki albo zdecydować się na to, aby jednak Robert wziął udział w walkach. Kto wie jakby to się wtedy skończyło?
- Masz jakieś wolne kartki i coś do pisania? - zapytał, oglądając się po najbliższej okolic, aby ustalić czy takie rzeczy tu się znajdowały - Możemy je rozesłać w tym momencie i odpowiedź nie powinna nadejść jakoś bardzo późno - rzekł, a następnie rozłożył ręce, jakby chciał odrobinę oszacować ile mogliby czekać na listy zwrotne. Nie był jednak w stanie tego zrobić, wszak średni był z niego wróżbita - Część osób pewnie odpisze od ręki... - zastanawiał się na głos, dyskutując trochę samemu ze sobą. Jakby oceniał możliwości osób do których chciał owe zapytanie skierować - Z pewnych względów pominąłbym Sauriela i Chestera. Nie pytałbym ich w tym momencie. Starszego Rookwooda wiadomo czemu, a do młodszego lepiej chyba, abyś sam się wybrał i dowiedział - stwierdził. Borgin preferował najpierw wybadać temat u pozostałych Śmierciożerców. Może udałoby im się trafić na kogoś, kto ma więcej informacji w tej sprawie? Najlepiej na kogoś, kto byłby skłonny tych informacji udzielić, gdyby je rzeczywiście posiadał.
Stanley dopalił papierosa i zaczął oklepywać swoje kieszenie, licząc, że może uda mu się odnaleźć notatnik. Z drugiej strony liczył, że Robert ma tutaj coś do notowania. W krytycznym momencie - takim jak ten - mógł przecież poświęcić jakąś losową stronę z którejś z książek. W końcu cel uświęcał środki. To była sprawa niecierpiąca zwłoki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972