20.02.2024, 06:43 ✶
Dorze prześlizgnęło się po karku nieprzyjemne uczucie, kiedy Vincent odezwał się po niej. Odwróciła do niego na moment twarz, a potem znowu na leżącego przed Brenną mężczyznę. Odpowiedź mimowolnie nasunęła jej się sama, podsycając tylko niepokój. Widma. Nie twierdziła, że to było dokładnie to, ale sposób działania był podobny. Może w tej jaskini też kryło się coś podobnego. Wypaczone przez czyjąś magię dementory, albo coś o wiele gorszego...
Nie powiedziała jednak tego na głos. Wahała się wyraźnie, a wreszcie też nie zdążyła, bo poczuła jak jej ciało opanowuje magia. Ciężka, zmuszająca powieki do zamknięcia, a wreszcie też zwalająca z nóg.
Pochylała się nad wiązanką, która znajdowała się przed namiotem, krytycznym spojrzeniem lustrując, czy po poprawkach wszystko było okej. Kiedy jednak znowu się odsunęła, chcąc spojrzeć z większej perspektywy, miała wrażenie że jedna z róż zanadto wyrywa się w prawo. Znowu. Jakby usilnie chciała popsuć ten idealny dzień. Znowu więc zbliżyła do niej palce, ale nie dotknęła jej, tylko machnęła ręką, przekręcając ją zaklęciem, a wtedy pąk obrócił się, nachylając we wskazanym kierunku. Znowu - cofnęła się i po chwili zastanowienia kiwnęła głową. Było doskonale.
- Już, teraz jest dobrze - odwróciła się do kobiety, uśmiechając do niej promiennie, a potem podchodząc do niej i łapiąc pod rękę. - Możemy już iść. Tata i resztą już na swoich miejscach? - zapytała jeszcze kontrolnie, nawet jeśli obawiała się, że mogła faktycznie zostać się jako ostatnia, przez te wszystkie poprawki, które przecież nie były aż tak konieczne. Ale chciała, żeby Heather czuła, że ten dzień będzie doskonały.
Nie powiedziała jednak tego na głos. Wahała się wyraźnie, a wreszcie też nie zdążyła, bo poczuła jak jej ciało opanowuje magia. Ciężka, zmuszająca powieki do zamknięcia, a wreszcie też zwalająca z nóg.
Pochylała się nad wiązanką, która znajdowała się przed namiotem, krytycznym spojrzeniem lustrując, czy po poprawkach wszystko było okej. Kiedy jednak znowu się odsunęła, chcąc spojrzeć z większej perspektywy, miała wrażenie że jedna z róż zanadto wyrywa się w prawo. Znowu. Jakby usilnie chciała popsuć ten idealny dzień. Znowu więc zbliżyła do niej palce, ale nie dotknęła jej, tylko machnęła ręką, przekręcając ją zaklęciem, a wtedy pąk obrócił się, nachylając we wskazanym kierunku. Znowu - cofnęła się i po chwili zastanowienia kiwnęła głową. Było doskonale.
- Już, teraz jest dobrze - odwróciła się do kobiety, uśmiechając do niej promiennie, a potem podchodząc do niej i łapiąc pod rękę. - Możemy już iść. Tata i resztą już na swoich miejscach? - zapytała jeszcze kontrolnie, nawet jeśli obawiała się, że mogła faktycznie zostać się jako ostatnia, przez te wszystkie poprawki, które przecież nie były aż tak konieczne. Ale chciała, żeby Heather czuła, że ten dzień będzie doskonały.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.