20.02.2024, 08:30 ✶
Obelgi o łapaniu syfa, chociaż jak widać, używał ich sam... nieszczególnie do niego trafiały, kiedy użyto ich przeciwko niemu. Powód tego był niezręczny, ale i oczywisty - faktycznie lepiej było kazać mu się przebadać, zanim weszło się z nim w głębszą relację. Przynajmniej, zanim nie dołączył do Fantasmagorii. Crow od zawsze był podejrzanym wręcz fanatykiem prostytutek, a jego bezgraniczna miłość do Madame Fontaine była kolejnym tego potwierdzeniem.
- A żebyś kuźwa wiedziała, więc pięć metrów ode mnie. - Był też na tyle bezczelny, aby się tego nie wstydzić. Im mniej ludzi wokół niego tym lepiej, tak naprawdę obchodzili go przecież tylko jego najbliżsi, a im nie przeszkadzało to, że pierdolił kompletne kocopoły i regularnie robił z siebie idiotę.
Wykrzywił się dziwacznie, kiedy postanowiła „odświeżyć mu pamięć” i wiązało się to ze zmianą swojej formy. Trybiki w głowie zaczęły mu się kręcić, ale ostatecznie odszukał wspomnienie, które musiał, aby zrozumieć co tu się do cholery działo. I bardzo, ale to bardzo mu się to nie podobało.
- Kurwa mać - zaklął od razu, kiedy tylko „zrozumiał” co tu się dzieje, ale nie miał w tym racji. Na jego obronę - po prostu nie widział żadnego powodu, żeby Changówna przyszła tutaj go zagadać i jeszcze mu współczuła. W ogóle by nie wpadł na to, że pojawiły się w niej tego typu emocje - nie wątpił w to, że na Ścieżkach znajdowali się ludzie zdolni do odczuwania empatii, ale Crow nie był człowiekiem znanym z bycia kompletnym frajerem - on się naprawdę starał wzbudzać postrach. Fakt, że Maeve już drugi raz widziała go w takim stanie, stanie bycia prawdziwym sobą, a nie personą, jaką udawał przez prawie piętnaście lat... Jeszcze to do niego nie dotarło, pewnie dlatego, że nienawidził kiedy ludzie znali go jako tego beznadziejnego jąkałę. - Po cholerę żeś tu przylazła, kazali ci mnie nastraszyć czy co? - Już się nie jąkał i napiął się jeszcze bardziej, ale przecież było już na to za późno. - Nie. Wracam. Do. Podziemi. - I nic już nie zamierzał konstruować dla ludzi na Ścieżkach, ale życie oparzyło go już tyle razy, by spodziewał się teraz jakiegoś szantażu.
- A żebyś kuźwa wiedziała, więc pięć metrów ode mnie. - Był też na tyle bezczelny, aby się tego nie wstydzić. Im mniej ludzi wokół niego tym lepiej, tak naprawdę obchodzili go przecież tylko jego najbliżsi, a im nie przeszkadzało to, że pierdolił kompletne kocopoły i regularnie robił z siebie idiotę.
Wykrzywił się dziwacznie, kiedy postanowiła „odświeżyć mu pamięć” i wiązało się to ze zmianą swojej formy. Trybiki w głowie zaczęły mu się kręcić, ale ostatecznie odszukał wspomnienie, które musiał, aby zrozumieć co tu się do cholery działo. I bardzo, ale to bardzo mu się to nie podobało.
- Kurwa mać - zaklął od razu, kiedy tylko „zrozumiał” co tu się dzieje, ale nie miał w tym racji. Na jego obronę - po prostu nie widział żadnego powodu, żeby Changówna przyszła tutaj go zagadać i jeszcze mu współczuła. W ogóle by nie wpadł na to, że pojawiły się w niej tego typu emocje - nie wątpił w to, że na Ścieżkach znajdowali się ludzie zdolni do odczuwania empatii, ale Crow nie był człowiekiem znanym z bycia kompletnym frajerem - on się naprawdę starał wzbudzać postrach. Fakt, że Maeve już drugi raz widziała go w takim stanie, stanie bycia prawdziwym sobą, a nie personą, jaką udawał przez prawie piętnaście lat... Jeszcze to do niego nie dotarło, pewnie dlatego, że nienawidził kiedy ludzie znali go jako tego beznadziejnego jąkałę. - Po cholerę żeś tu przylazła, kazali ci mnie nastraszyć czy co? - Już się nie jąkał i napiął się jeszcze bardziej, ale przecież było już na to za późno. - Nie. Wracam. Do. Podziemi. - I nic już nie zamierzał konstruować dla ludzi na Ścieżkach, ale życie oparzyło go już tyle razy, by spodziewał się teraz jakiegoś szantażu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.