20.02.2024, 08:39 ✶
- To nie tylko ręka - powiedziała cicho Brenna, przypatrując się Norze. Ranę można było wyleczyć, ale Figg otarła się tej nocy o śmierć. Brenna była tego aż nadto świadoma. Mogli ją stracić, a nawet jeżeli tak się nie stało, to było blisko, i cały ból, cały strach, jakich Nora doświadczyła, to wszystkie było prawdziwe.
Ale oczywiście, że Brenna niczego o tym Norze nie powiedziała o ataku na nią. Wiedzieli Patrick, Mav, Erik, ojciec, Victoria i pracownicy Biura, którzy mieli zajmować się tą sprawą. Nie widziała powodów, by straszyć innych. Nie, jeżeli za tym ostrzeżeniem nie mogła pójść żadna konkretną pomoc, żadna porada, jak się ochronić.
Nie puściła tej framugi od razu, bo bała się, że usiądzie wtedy wprost na podłodze, przygnieciona z jednej strony ulgą, z drugiej poczuciem winy i narobi wokół siebie zamieszania, a nie o to przecież chodziło. Odbiła się od ściany dopiero, gdy była pewna, że ustoi i ruszyła wraz z nimi do kuchni.
- Masz tu wiggenowy? - spytała, spoglądając ku półkom, gotowa znaleźć w razie potrzeby odpowiednią fiolkę. A potem zacisnęła na moment powieki na słowa Patricka.
Oczywiście, że to zdawało się realne, bo takim było. Obrażenia ze snu przenosiły się na rzeczywistość. Otoczka może była fantazją, zlepkiem wspomnień ofiary i otoczenia wymyślonego przez napastnika, ale on był prawdziwy. Rany były prawdziwe. Śmierć byłaby prawdziwa.
- Próbuję. Naprawdę próbuję. Od cholernych dwóch miesięcy. Przetrząsnęłam prasę, dałam ogłoszenie, przeszukuję archiwa za takimi zgłoszeniami...
...I tajemniczymi przypadkami zgonów we własnych łóżkach, ale tego nie dodała. Nie chciała przypominać Norze, jak było blisko.
- ...grzebałam w bibliotece Parkinsonów za wskazówkami. Nie mam niczego. I aurorzy też najwidoczniej nie mają niczego, a przekazałam im absolutnie wszystko, czego się dowiedziałam. Nie zrobili niczego. Nie wiem nawet, kto dostał tę sprawę.
Bardzo starała się, żeby w jej głosie nie zabrzmią frustracja, ale aura tę bez wątpienia zdradzała. Ktoś polował na niewinnych ludzi, w tym jej bliskich, a jednocześnie pozostawał zupełnie nieuchwytny.
Ale oczywiście, że Brenna niczego o tym Norze nie powiedziała o ataku na nią. Wiedzieli Patrick, Mav, Erik, ojciec, Victoria i pracownicy Biura, którzy mieli zajmować się tą sprawą. Nie widziała powodów, by straszyć innych. Nie, jeżeli za tym ostrzeżeniem nie mogła pójść żadna konkretną pomoc, żadna porada, jak się ochronić.
Nie puściła tej framugi od razu, bo bała się, że usiądzie wtedy wprost na podłodze, przygnieciona z jednej strony ulgą, z drugiej poczuciem winy i narobi wokół siebie zamieszania, a nie o to przecież chodziło. Odbiła się od ściany dopiero, gdy była pewna, że ustoi i ruszyła wraz z nimi do kuchni.
- Masz tu wiggenowy? - spytała, spoglądając ku półkom, gotowa znaleźć w razie potrzeby odpowiednią fiolkę. A potem zacisnęła na moment powieki na słowa Patricka.
Oczywiście, że to zdawało się realne, bo takim było. Obrażenia ze snu przenosiły się na rzeczywistość. Otoczka może była fantazją, zlepkiem wspomnień ofiary i otoczenia wymyślonego przez napastnika, ale on był prawdziwy. Rany były prawdziwe. Śmierć byłaby prawdziwa.
- Próbuję. Naprawdę próbuję. Od cholernych dwóch miesięcy. Przetrząsnęłam prasę, dałam ogłoszenie, przeszukuję archiwa za takimi zgłoszeniami...
...I tajemniczymi przypadkami zgonów we własnych łóżkach, ale tego nie dodała. Nie chciała przypominać Norze, jak było blisko.
- ...grzebałam w bibliotece Parkinsonów za wskazówkami. Nie mam niczego. I aurorzy też najwidoczniej nie mają niczego, a przekazałam im absolutnie wszystko, czego się dowiedziałam. Nie zrobili niczego. Nie wiem nawet, kto dostał tę sprawę.
Bardzo starała się, żeby w jej głosie nie zabrzmią frustracja, ale aura tę bez wątpienia zdradzała. Ktoś polował na niewinnych ludzi, w tym jej bliskich, a jednocześnie pozostawał zupełnie nieuchwytny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.