- Medycy mają na pewno dużo poważniejsze zadania od takiej drobnostki. - Brnęła w to dalej, naprawdę nie chciała wychodzić z domu, chociaż czy faktycznie była tu bezpieczna? Skoro mężczyzna nawiedził ją we śnie, jaką miała pewność, że nie pojawi się w cukierni? No, żadnej. - Też tego nie rozumiem, ale chyba tak to już jest, nie możemy zrozumieć wszystkiego. - Ona w przeciwieństwie do Patricka pogodziła się już dawno z tym, że są rzeczy, które są ponad, których nigdy nie będzie w stanie pojąć i to była chyba jedna z takich spraw.
- Czyli też się jej boisz. - Odpowiedziała żartobliwie, żeby złagodzić atmosferę na komentarz Patricka. To fakt, Brennie na pewno by się nie spodobało, gdyby ukryli przed nią coś takiego. Najwyraźniej musiała się zmierzyć więc i z jej obecnością. To nie ułatwiało sprawy, bała się, że się rozklei, że sobie nie poradzi, a zdecydowanie tego by nie chciała. Musiała być silna, takiego było jej założenie. Kiedy zaś Brenna pojawiła się w środku, cóż nadal ze sobą walczyła.
Wzięła sobie za zadanie udowodnić im, że ma się dobrze, że nie muszą się o nią martwić, że sobie poradzi z tym piętnem. W końcu nie zginęła, summa summarum nic się jej nie stało. Stała przed nimi w nie najgorszej formie, może ręka ją trochę bolała, ale nic jej się nie stało, usilnie sobie to wmawiała, tak jak wmawiała to im.
- Oczywiście, że mam. - Jako, że dotarli już do kuchni mogła nawet od razu po niego sięgnąć. Ruszyła do niewielkiej spiżarki, którą miała w jednej z szafek i wyciągnęła fiolkę z eliksirem wiggenowym. Była przygotowana na każdą ewentualność, zawsze. Nigdy nie wiadomo, kiedy mógł się przydać. Postawiła ją na blacie, o który sama się zaś oparła.
- To nie twoja wina, Brenn. - Miała wrażenie, że przyjaciółka zaczęła się obwiniać o to, co jej się przytrafiło, a przecież nie miała na to wpływu. To nie jej wina, że system działał w ten sposób, szkoda tylko, że mogło to spotkać kolejne osoby. Kto wie, czy i je będzie miał kto uratować. - Czy mogę jakoś pomóc w ujęciu tego mężczyzny? - Pytanie było dosyć głupie, bo przecież Longbottom była w BUMie, jeśli ona nie mogła nic z tym zrobić, to przecież nikt nie mógł, chciała jednak im pomóc, zapobiec tragedii.