Wakacje przyniosły dużo pracy, o wiele więcej niż się spodziewała. Okazało się bowiem, że klubokawiarnia stała się jednym z najczęściej wybieranych miejsc przez rodziców, którzy pojawiali się na Pokątnej ze swoimi dzieciakami, które miały przerwę od nauki w Hogwarcie. Norka uwijała się z pieczeniem niczym pracowita mrówka, miała szczęście, że zatrudniła kilka osób, dzięki czemu mogła skupić się w większości na tym, co najbardziej lubiła robić w kawiarni - czyli pieczeniu. Parktycznie nie wychodziła z kuchni, pojawiała się za ladą tylko wtedy, gdy musiała wypełnić luki między zamianami reszty swoich pracowników. Przyniosło jej to odpoczynek - bywała bowiem przebodźcowana ciągłym kontaktem z klientami, nie, żeby tego nie lubiła, ale co za dużo to niezdrowo. Zdecydowanie, szczególnie, gdy musiała dziesiąty raz recytować z głowy z czym akurat dzisiaj są pączki, czy ciastka.
Tak się złożyło, że musiała zmienić na chwilę Wendy, więc stała za ladą i zagadywała klienta po kliencie, oferując przeróżne wypieki, humor miała wyśmienity, bo ostatnio wszystko układało się w miarę dobrze, aż za dobrze, czekała kiedy w końcu coś się spierniczy - w końcu w życiu tak to już jest, że szczęście nie może trwać w nieskończoność.
Dzwonek u drzwi co chwilę informował o tym, że przybył kolejny gość. Nie miała czasu, żeby spoglądać na drzwi wejściowe za każdym razem, kiedy słyszała dźwięk. To była jedna z tych godzin, kiedy kolejka wydawała się nie maleć. Parzyła kawę i wydawała zamówienia, wszystko idealnie działało. Wróciła też Wendy, która miała przejąć po niej obsługę, jeszcze sekunda i będzie mogła zniknąć na zapleczu. Odetchnąć od tego zgiełku.
Już miała odwrócić się na pięcie i odejść, gdy jej wzrok przyciągneła do siebie kobieta, która stała w kolejce. Bardzo elegancka kobieta. Miała wrażenie, że skądś ją zna, dosyć szybko udało jej się dojść do tego skąd. Gościła na okładkach czasopism, a Nora była na bieżąco w czytaniu wszystkich nowinek ze świata czarodziejów. Jakoś tak od zawsze chętnie sięgała po te informacje, lubiła wiedzieć, co się dzieje wśród tych najważniejszych nazwisk w kraju, chociażby ze względu na Longbottomów, o jej przyjacielu można było się stamtąd dowiedzieć przedziwnych rzeczy, których sama w życiu by nie wymyśliła. Ba, ostatnio ktoś znowu sugerował, że owinęła go sobie wokół palca i że się umawiają. Zabawne. Wiedziała, że mało jest prawdy w tym co piszą, była ciekawa, jaka jest Aydaya naprawdę, w takim pierwszym kontakcie, będzie miała okazję to sprawdzić.
Norka była czujna, więc wyszła zza lady, aby przywitać się z kobietą, nieczęsto pojawiają się tutaj takie znane osobistości. Mimo swojego dorastania w rodzinie raczej średniej klasy potrafiła się zachować. Posiadała naprawdę dobre maniery i doświadczenie w kontakatch z takimi osobami. Lata towarzyszenia Longbottomom podczas różnych uroczystości nie poszły na marne.
Skłoniła się elegancko nim się przywitała. - Dzień dobry. - Uśmiechnęła się serdecznie na przywitanie, było to szczere, miała w nawyku wszystkich obdarzać ciepłym uśmiechem, który mógł stopić najbardziej zimne serca. - Oczywiście, czy napije się pani czegoś? - Nie wypadało tak dyskutować bez chociażby herbaty, miała nadzieję, że kobieta powie jej, czego preferowałaby się napić. Jeśli uzyskała odpowiedź przekazała to Wendy, przy okazji poprosiła o mleko z kawą dla siebie. - Eleonora Figg. - Dodała jeszcze nim zaczęła z nią dalszą rozmowę.
Zaprosiła panią Prewett do stolika, który znajdował się przy oknie. Tam mogły na spokojnie porozmawiać o jej zamówieniu. - Zacznijmy może od tego, że ogromnie mnie cieszy pani obecność w tym skromnym miejscu. - Wypadało zwrócić uwagę na to, że jest to pewnego rodzaju wyróżnienie, chciała, żeby wiedziała ona o tym, że docenia ten fakt. Wydawało jej się, że Laurent mógł mieć coś z tym wspólnego, ale nie wspomniała o tym na głos. Nie wiedziała, czy jego macocha zdaje sobie sprawę z tego, że są dosyć bliskimi znajomymi. - Jaka to okazja? - Zapytała na samym początku, musiała wiedzieć, na co powinny zwrócić uwagę, później przejdzie do szczegółów.