20.02.2024, 14:58 ✶
- Raczej na obranie zupełnie innej ścieżki - poprawiła go, chociaż bez cienia pretensji czy zawodu, że nie wie, jak to u niej było. Skąd by miał wiedzieć, skoro nie mieli czasu, by się lepiej poznać? Laurence miał zaledwie urywki jej skomplikowanej historii - z pozoru do siebie pasowały, lecz na tej mapie było kilka niezapełnionych, białych plam. - Dlatego cokolwiek by się nie działo, będę ci kibicować. Czasem dopiero zbaczając z tej ścieżki można w pełni rozwinąć skrzydła.
Uśmiechnęła się lekko, przelotnie, na kilka uderzeń serca. Być może z Laurencem mieli więcej wspólnego, niż na początku mogła podejrzewać. A być może się myliła i to były tylko pozory. Czy Lestrange da radę uwolnić się spod tej presji, która na nim ciążyła i zaciskała na jego gardle łapy? Miała nadzieję, że mu się uda. Przez lata siłowała się z tym uczuciem, lecz czasem miała wrażenie, że w ich przypadku nigdy nie uda im się w pełni uciec.
Byli mniej więcej w połowie posiłku, gdy drzwi restauracji otworzyły się gwałtownie, wpuszczając nieprzyjemny, zimny powiew wiatru. Do środka weszła grupa czarodziejów - dość głośna, jak na gust blondynki. Nie chodziło o to, że krzyczeli - chodziło o ich całą postawę. Ekspresywne ruchy, głośniejszy chichot... Usadzono ich kilka stolików dalej, lecz Camille i Laurence mogli wyraźnie usłyszeć, co zamawiają. Delacour westchnęła i odsunęła od siebie talerz zaledwie o kilka milimetrów. Nie dojadła makaronu, ale to nie było w jej przypadku nic dziwnego: zawsze jadła mało. Być może było to spowodowane kolejnymi zasadami, a być może nie odczuwała głodu. Nigdy nie mówiła nic na ten temat, ale to przyzwyczajenie było zauważalne.
- Chyba na nas pora. Jutro muszę przyjść wcześniej - powiedziała, upijając łyk wina. Je, w przeciwieństwie do posiłku, dopiła, chociaż nie na raz. Ale szkoda było marnować dobre wino. Zwłaszcza że po Delacour absolutnie nie było widać, żeby alkohol w jakikolwiek sposób oddziaływał na jej organizm. Chciała chyba coś dodać, ale salwa śmiechu przerwała jej już na początku, gdy otwierała usta. Zamknęła je więc, nie krzywiąc się ani nie komentując. Jedynie lekko zmrużyła oczy, wydawało się też, że nabrała więcej powietrza w płuca. Była zirytowana? Lub po prostu hałas i towarzystwo obcych ludzi nie było tym, czego w tej chwili pragnęła.
Uśmiechnęła się lekko, przelotnie, na kilka uderzeń serca. Być może z Laurencem mieli więcej wspólnego, niż na początku mogła podejrzewać. A być może się myliła i to były tylko pozory. Czy Lestrange da radę uwolnić się spod tej presji, która na nim ciążyła i zaciskała na jego gardle łapy? Miała nadzieję, że mu się uda. Przez lata siłowała się z tym uczuciem, lecz czasem miała wrażenie, że w ich przypadku nigdy nie uda im się w pełni uciec.
Byli mniej więcej w połowie posiłku, gdy drzwi restauracji otworzyły się gwałtownie, wpuszczając nieprzyjemny, zimny powiew wiatru. Do środka weszła grupa czarodziejów - dość głośna, jak na gust blondynki. Nie chodziło o to, że krzyczeli - chodziło o ich całą postawę. Ekspresywne ruchy, głośniejszy chichot... Usadzono ich kilka stolików dalej, lecz Camille i Laurence mogli wyraźnie usłyszeć, co zamawiają. Delacour westchnęła i odsunęła od siebie talerz zaledwie o kilka milimetrów. Nie dojadła makaronu, ale to nie było w jej przypadku nic dziwnego: zawsze jadła mało. Być może było to spowodowane kolejnymi zasadami, a być może nie odczuwała głodu. Nigdy nie mówiła nic na ten temat, ale to przyzwyczajenie było zauważalne.
- Chyba na nas pora. Jutro muszę przyjść wcześniej - powiedziała, upijając łyk wina. Je, w przeciwieństwie do posiłku, dopiła, chociaż nie na raz. Ale szkoda było marnować dobre wino. Zwłaszcza że po Delacour absolutnie nie było widać, żeby alkohol w jakikolwiek sposób oddziaływał na jej organizm. Chciała chyba coś dodać, ale salwa śmiechu przerwała jej już na początku, gdy otwierała usta. Zamknęła je więc, nie krzywiąc się ani nie komentując. Jedynie lekko zmrużyła oczy, wydawało się też, że nabrała więcej powietrza w płuca. Była zirytowana? Lub po prostu hałas i towarzystwo obcych ludzi nie było tym, czego w tej chwili pragnęła.