20.02.2024, 15:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2024, 15:27 przez Samuel McGonagall.)
Zastygł ze swoimi ustami tuż nad jej idealną skronią, zagłębieniem jej myśli, jeziorem pomysłów rozświetlających świat czarodziejów. Czuł jak serce nagle zaczyna mu niekontrolowanie galopować, jak te słowa wzbudzają w nim niedowierzanie i szczęście i niepewność i strach i totalne zagubienie w rzeczywistości.
No tak, tak to powinno być prawda? To naturalna kolej rzeczy, w której Ci, którzy odnaleźli Kwiat, są już razem. Nie wiem co odpowiedzieć...– myśl zakwitła w nim z gwałtownością letniej burzy, mimo że ciało pozostawało w bezruchu.
– Ja Ciebie też kocham – powiedziały usta, bo przecież była to prawda, bo przecież pisali do siebie i myślał o niej i chciał tak wiele, wiele wspólnych chwil, nie tylko te ukradzione dorosłym momenty, gdy mogli beztrosko eksplorować świat, gdy teraz mogli eksplorować siebie i swoje pragnienia, gdy nic się nie stało, gdy klątwa nie przyszła zgnieść ich szczęścia.
Nie wiedział czym jest miłość, a raczej czy to co czuje rzeczywiście jest miłością. Jego ojciec poświęcił dla matki wszystko. Absolutnie wszystko. Oddał jej swoje imię, wyrzekł się swojego życia, odszedł od Świata, który nie chciał przyjąć tej pary. Czy Samuel byłby w stanie to samo zrobić dla Nory...? Nie wiedział tego, a w książce którą mu ofiarowała, wszyscy potem żyli długo i szczęśliwie. Nie rozmawiali o tym. Nie szukali rozwiązań i kompromisów.
Czuł się bardzo zagubiony i nagle w tym wszystkim bardzo, bardzo samotny.
– Idziemy do Doliny? Na pewno Lizzy się o Ciebie martwi. – zaproponował miękko, odgarniając za ucho jasny kosmyk jej pięknych włosów. Może nie powinien martwić się na zapas? Może jakoś wszystko się ułoży...
No tak, tak to powinno być prawda? To naturalna kolej rzeczy, w której Ci, którzy odnaleźli Kwiat, są już razem. Nie wiem co odpowiedzieć...– myśl zakwitła w nim z gwałtownością letniej burzy, mimo że ciało pozostawało w bezruchu.
– Ja Ciebie też kocham – powiedziały usta, bo przecież była to prawda, bo przecież pisali do siebie i myślał o niej i chciał tak wiele, wiele wspólnych chwil, nie tylko te ukradzione dorosłym momenty, gdy mogli beztrosko eksplorować świat, gdy teraz mogli eksplorować siebie i swoje pragnienia, gdy nic się nie stało, gdy klątwa nie przyszła zgnieść ich szczęścia.
Nie wiedział czym jest miłość, a raczej czy to co czuje rzeczywiście jest miłością. Jego ojciec poświęcił dla matki wszystko. Absolutnie wszystko. Oddał jej swoje imię, wyrzekł się swojego życia, odszedł od Świata, który nie chciał przyjąć tej pary. Czy Samuel byłby w stanie to samo zrobić dla Nory...? Nie wiedział tego, a w książce którą mu ofiarowała, wszyscy potem żyli długo i szczęśliwie. Nie rozmawiali o tym. Nie szukali rozwiązań i kompromisów.
Czuł się bardzo zagubiony i nagle w tym wszystkim bardzo, bardzo samotny.
– Idziemy do Doliny? Na pewno Lizzy się o Ciebie martwi. – zaproponował miękko, odgarniając za ucho jasny kosmyk jej pięknych włosów. Może nie powinien martwić się na zapas? Może jakoś wszystko się ułoży...