20.02.2024, 21:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 18:13 przez Samuel McGonagall.)
Opowieść o ptaku z jakiś powodów rozczuliła go. Nie znał Uli za dobrze, zastanawiał się, czy gdyby stać ją było na mocną sowę, taką śnieżna na przykład, to porzuciłaby Hszysztofka i obdarzyła uczuciem innego ptaka. A może w jej sercu było miejsce na więcej niż jedno stworzenie? Był ciekaw, ale i tak pochwalał jej podejście. Bardzo praktyczne. Lubił to w ludziach.
– Na Twoim miejscu zrobiłbym tak samo. Ja w ogóle nie mam ptaka pocztowego, nie jest mi potrzebny, albo wiadomości doręczam sam. – powiedział bez zastanowienia i dopiero potem w myślach zbladł, bo przecież nikt nie wiedział, że Niedźwiedź z Kniei potrafi również być obrośniętym pierzem zwinnym krogulcem. No nic, będzie musiał teraz bardzo uważać co powie, jeśli Ula będzie drążyć temat. W myślach bronił się, żeby nie drążyła.
Tymczasem krowa, choć oczywiście mężczyzna nie znał krowiego, zrobiła zgodnie z jego prośbą i kłapnęła mu tuż obok ucha, gdy zabolało. Wymiono... była dopiero jałówką i źródło życiodajnego mleka dopiero rozwijało się, zmieniało jej ciało. Transformacja, najpiękniejsza i najbardziej niedoceniana obok akomodacji zdolność natury. Uśmiechnął się do krowy, podniósł się i zaczął ją głaskać tam, gdzie nie miała jak przynieść sobie ulgi - w okolicach poroża.
– Z dzieckiem wszystko dobrze, wymiona będzie trzeba obłożyć liśćmi pierzawnicy nasączonymi sokiem z surowej białej kapusty. – Sam nie znał się na robieniu eliksirów, daleko było mu do alchemika. Ale znał sie na zwierzętach i naturze per se – umiał wykombinować co pomoże na opuchnięte wymiono z bolesnością.
– I przyda się, żeby nie jadła teraz słomy, nie ma lepszego dla krowy posiłku niż różnorodne łąkowe zrywki, każe z miasteczka dostarczyć też lizawkę. Może się przejdziemy po zielone? Przy tym słońcu dobrze, że jest pod dachem ale przyszła mama musi dbać o dietę? Myślę że Białka i Miłka coś dla niej na pewno zostawiły. Albo pójdziemy na skraj ziem, Ariel zawsze miał w dupie co się z nimi dzieje... Znaczy... zostawiał dla pszczół rdzenną flore. – poprawił się podnosząc z kolan i patrząc ze szczerym uśmiechem na umorusaną Ulę. I – chodź ona tego nie wiedziała – nie wiedział jej blizn, a tylko ją, ładną dziewuszkę mieszkającą u jego bliskiego znajomego. Przez lata opiekował się z rodzicami, a później sam, różnym leśnym stworzeniem, które pojawiało się w leśniczówce w bardzo różnym stanie. I nigdy nie świadczyło to o charakterze tej istoty. Sam nie chował się na salonach, a przez to zapewne miał zdecydowanie inne standardy piękna. – Idziemy? – ruszył do wyjścia z szopy, zastanawiając się czy nie zaproponować jej konkursu rozpoznawania gatunków polnego kwiecia po zapachu. Zapowiadało się miłe, słoneczne popołudnie...
– Na Twoim miejscu zrobiłbym tak samo. Ja w ogóle nie mam ptaka pocztowego, nie jest mi potrzebny, albo wiadomości doręczam sam. – powiedział bez zastanowienia i dopiero potem w myślach zbladł, bo przecież nikt nie wiedział, że Niedźwiedź z Kniei potrafi również być obrośniętym pierzem zwinnym krogulcem. No nic, będzie musiał teraz bardzo uważać co powie, jeśli Ula będzie drążyć temat. W myślach bronił się, żeby nie drążyła.
Tymczasem krowa, choć oczywiście mężczyzna nie znał krowiego, zrobiła zgodnie z jego prośbą i kłapnęła mu tuż obok ucha, gdy zabolało. Wymiono... była dopiero jałówką i źródło życiodajnego mleka dopiero rozwijało się, zmieniało jej ciało. Transformacja, najpiękniejsza i najbardziej niedoceniana obok akomodacji zdolność natury. Uśmiechnął się do krowy, podniósł się i zaczął ją głaskać tam, gdzie nie miała jak przynieść sobie ulgi - w okolicach poroża.
– Z dzieckiem wszystko dobrze, wymiona będzie trzeba obłożyć liśćmi pierzawnicy nasączonymi sokiem z surowej białej kapusty. – Sam nie znał się na robieniu eliksirów, daleko było mu do alchemika. Ale znał sie na zwierzętach i naturze per se – umiał wykombinować co pomoże na opuchnięte wymiono z bolesnością.
– I przyda się, żeby nie jadła teraz słomy, nie ma lepszego dla krowy posiłku niż różnorodne łąkowe zrywki, każe z miasteczka dostarczyć też lizawkę. Może się przejdziemy po zielone? Przy tym słońcu dobrze, że jest pod dachem ale przyszła mama musi dbać o dietę? Myślę że Białka i Miłka coś dla niej na pewno zostawiły. Albo pójdziemy na skraj ziem, Ariel zawsze miał w dupie co się z nimi dzieje... Znaczy... zostawiał dla pszczół rdzenną flore. – poprawił się podnosząc z kolan i patrząc ze szczerym uśmiechem na umorusaną Ulę. I – chodź ona tego nie wiedziała – nie wiedział jej blizn, a tylko ją, ładną dziewuszkę mieszkającą u jego bliskiego znajomego. Przez lata opiekował się z rodzicami, a później sam, różnym leśnym stworzeniem, które pojawiało się w leśniczówce w bardzo różnym stanie. I nigdy nie świadczyło to o charakterze tej istoty. Sam nie chował się na salonach, a przez to zapewne miał zdecydowanie inne standardy piękna. – Idziemy? – ruszył do wyjścia z szopy, zastanawiając się czy nie zaproponować jej konkursu rozpoznawania gatunków polnego kwiecia po zapachu. Zapowiadało się miłe, słoneczne popołudnie...