20.02.2024, 22:31 ✶
Gdy Lestrange przemówił, Brenna rzuciła mu nieco kose spojrzenie, zupełnie do niej nie pasujące. Jego źródła ciężko było się domyślać, bo sprawa przedstawiała się tak, że drań miał rację, ale ona bardzo nie chciała, by ją miał. Mogła odwrócić uwagę pana na górze, tylko nawet o tym nie pomyślała, bo n i e l u b i ł a używać zbyt silnych zaklęć przy innych, i przyznawać się, że właściwie to nie jest aż tak strasznie głupia i przeciętnie utalentowana we wszystkim, jak mogłoby się wydawać na pierwszy, drugi i czasem nawet na trzeci rzut oka.
Wolałaby tam po prostu wypaść i spróbować uniknąć ataków.
Tyle że… no właśnie. Miał rację. Co gdyby się jej nie udało? Nie mogła tutaj zginąć. Była potrzebna gdzieś indziej. I nie mogła ryzykować ich życiem. W dodatku wuj krwawił: nadwyrężał trzecie oko. Doskonale znała ten stan...
– W porządku – odetchnęła w końcu i machnęła różdżką, wykonując dość skomplikowany ruch różdżką. Miał myśleć, że to ona, tak? W porządku, da się zrobić. Sama powiedziała Niewymownym, że oni tu są od myślenia, ona od ładowania się w walkę, więc nie mogła teraz na polecenia narzekać…
Odbicie, cień, może nie wyglądający idealnie jak Brenna, ale bardzo ją przypominający, wystarczający, by na parę sekund kogoś zwieść, pojawiło się tuż przed nią. I wyskoczyło zza framugi jako pierwsze. Brenna wypadła zaraz za tą fałszywą Brygadzistką, bo jakby nie było, miała ściągnąć na siebie ogień na tyle, aby ta dwójka mogła albo tamtego trafić, albo przynajmniej rozproszyć pułapkę na schodach – by mogli do niego dotrzeć.
Pierwsze zaklęcie trafiło w ten sposób ten „cień”. Przestał istnieć, ledwo sięgnął go czar. Człowiek, kryjący się po części zza framugą, drugie zaklęcie wypuścił jednak natychmiast po pierwszym, tym razem celując w prawdziwą Brennę – ta, próbując się nie potknąć o unieruchomiony dywan, zwinięty na podłodze, a przy tym zbliżyć do stopni, wykonała unik, na wpół udany. Czar nie trafił jej bezpośrednio, rozciął jedynie marynarkę i skórę na przedramieniu.
Jabłko rzucone przez Morpheusa trafiło i chyba na moment zdezorientowało ich przeciwnika, który dzięki temu nie rzucił kolejnego czaru…
Kształtowanie
A tu tylko pierwszy rzut na af, bo po przedstawieniu genialnego planu rzuciłam, jak mocno oberwę i ewentualną pułapkę, ale jak Rolph zażyczył sobie dywersji, to oddaję jedną akcję na kształtowanie
Wolałaby tam po prostu wypaść i spróbować uniknąć ataków.
Tyle że… no właśnie. Miał rację. Co gdyby się jej nie udało? Nie mogła tutaj zginąć. Była potrzebna gdzieś indziej. I nie mogła ryzykować ich życiem. W dodatku wuj krwawił: nadwyrężał trzecie oko. Doskonale znała ten stan...
– W porządku – odetchnęła w końcu i machnęła różdżką, wykonując dość skomplikowany ruch różdżką. Miał myśleć, że to ona, tak? W porządku, da się zrobić. Sama powiedziała Niewymownym, że oni tu są od myślenia, ona od ładowania się w walkę, więc nie mogła teraz na polecenia narzekać…
Odbicie, cień, może nie wyglądający idealnie jak Brenna, ale bardzo ją przypominający, wystarczający, by na parę sekund kogoś zwieść, pojawiło się tuż przed nią. I wyskoczyło zza framugi jako pierwsze. Brenna wypadła zaraz za tą fałszywą Brygadzistką, bo jakby nie było, miała ściągnąć na siebie ogień na tyle, aby ta dwójka mogła albo tamtego trafić, albo przynajmniej rozproszyć pułapkę na schodach – by mogli do niego dotrzeć.
Pierwsze zaklęcie trafiło w ten sposób ten „cień”. Przestał istnieć, ledwo sięgnął go czar. Człowiek, kryjący się po części zza framugą, drugie zaklęcie wypuścił jednak natychmiast po pierwszym, tym razem celując w prawdziwą Brennę – ta, próbując się nie potknąć o unieruchomiony dywan, zwinięty na podłodze, a przy tym zbliżyć do stopni, wykonała unik, na wpół udany. Czar nie trafił jej bezpośrednio, rozciął jedynie marynarkę i skórę na przedramieniu.
Jabłko rzucone przez Morpheusa trafiło i chyba na moment zdezorientowało ich przeciwnika, który dzięki temu nie rzucił kolejnego czaru…
Kształtowanie
A tu tylko pierwszy rzut na af, bo po przedstawieniu genialnego planu rzuciłam, jak mocno oberwę i ewentualną pułapkę, ale jak Rolph zażyczył sobie dywersji, to oddaję jedną akcję na kształtowanie
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.