— Oh, to wygodne, mieć taką możliwość.
Domyśliłam się, że pewnie wszyscy jego znajomi i rodzina mieszkali w okolicy. A może używał też Sieci Fiuu? A może po prostu się teleportował? Czy da się którymś z tych sposobów przesyłać tylko listy? Ależ by to było wygodne! A może miał jeszcze inne magiczne sposoby na to? Ale teraz nie było czasu na rozmowę o tym. Mieliśmy ważne rzeczy do zrobienia.
— Liście pierzawnicy nasączone sokiem z surowej białej kapusty... Pierzawnicy? Zapiszesz mi to gdzieś? — Poklepałam się po kieszeniach, wiedząc, że i tak nie mam niczego przydatnego przy sobie. — Wezmę coś zaraz z domu.
Słuchałam dalszych rad Samuela i parsknęłam śmiechem na komentarz o Arielu. Ale taka zdawała się być prawda. Lysander posiadał znacznie więcej ziemi, niż potrzebował. Czasami miałam wrażenie, że w ogóle zapominał o swoim gospodarstwie i odlatywał myślami gdzieś daleko. Zbyt daleko.
— Tak, przejdźmy koło domu, to wezmę koszyk... i coś do pisania.
Napiłam się trochę wody z tacy, która wciąż unosiła się obok nas. Wyszliśmy z szopy, wepchnęłam Krzysztofika do środka (tym razem poszło o wiele łatwiej), po czym skoczyłam do domu po potrzebne sprzęty. Zajęło mi to minutkę, także szybkie opłukanie twarzy wodą i wytarcie ręcznikiem. Nie zrobiłam tego dokładnie i zostawiłam na nim brudne ślady, ale to będzie problem przyszłości.
Gdy wybiegłam na zewnątrz z koszykiem, potknęłam się o próg. Za bardzo się spieszyłam i teraz wylądowałam jak długa na ziemi. Udało mi się wyciągnąć ręce przed siebie, tak więc nic wielkiego się nie stało. Przed domem na szczęście nie było żadnego betonu, ani, co gorsza, żwiru, tylko zwykła taka ziemia. A kolana i ręce miałam osłonięte odzieżą. Ale przypał i tak był. Kapelusz wraz z okularami spadły mi z głowy, odsłaniając całą moją paskudną twarz, która dodatkowo czerwieniła się ze wstydu.
— Ughm... Nic mi nie jest... — odpowiedziałam na niezadane pytanie, starając się brzmieć pozytywnie, ale było mi tak niezręcznie, że się nie dało. Notes i długopis leżały teraz pod stopami Samuela, a koszyk... Koszyk? Na szczęście tylko przeturlał się obok mnie. Jaką porażką by było, gdybym jeszcze coś tu zniszczyła.