21.02.2024, 00:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2024, 08:44 przez Neil Enfer.)
Określenie powiedziane przez Morpheusa nadawało nowego znaczenia miłości. Brzmiało dużo lepiej niż razem na zawsze, na wieki, do końca świata. Wszystko to brzmiało zbyt niebiańsko, zapominało o tym co stanie się z nami wszystkimi teraz czy kiedyś.
-Niestety... Ale to nic złego.-taka była kolej rzeczy. Narodziny, życie, śmierć. Nic do ludzkie nie jest mi obce, wszystkie organizmy czeka taki sam koniec, jednak tylko ludzie zdają się myśleć o nim aż tak obsesyjnie.
Objął go, głaskał delikatnie, bawił się włosami, dzieląc się ciepłem, żeby zimno nocnego otoczenia dało im jeszcze chwilę dla siebie.
Uśmiechnął się nieco gorzko na jego słowa. Zostawił pocałunek na jego skroni.
-Nie uchronisz mnie od wszystkiego. Już i tak wiele razy udało mi się uniknąć śmierci. Tobie też. Nie chcę, żebyś żył w strachu przed tym, że zginę, bo przestaniesz widzieć życie.-słyszał o ludziach bojących się wyjść z domu w obawie przed wypadkiem, napaścią, złem świata. Chroniąc siebie pozbawiają siebie tak wielu przyjemnych doznań.
Przymknął oczy na sekundę, a gdy je otworzył, ujął jego twarz w dłonie, spojrzał mu w oczy. Ostrożnie złapał kosmyk włosów spoczywający na jego czole, odsunął go na bok. Przesunął kciukiem między jego brwiami, żeby wygładzić zmarszczki. Chciał mu wytłumaczyć, ale nie miało to sensu, do niektórych wniosków trzeba dojrzeć samodzielnie. Jedyne co może zrobić, to towarzyszyć mu w tym.
-Kiedy tylko chcesz.-wyszeptał mu, patrząc w jego ciemne oczy, a na ustach pojawił się subtelny uśmiech. Przysunął się, zostawiając na jego wargach jeszcze jeden pocałunek, niewinny, pełen wdzięczności, chcący zabrać wszystkie niewypowiedziane wątpliwości. Dzisiaj nie było potrzeby myśleć śmierci, w końcu byli bardziej niż żywi. Oby pozostało tak jak najdłużej.
-Niestety... Ale to nic złego.-taka była kolej rzeczy. Narodziny, życie, śmierć. Nic do ludzkie nie jest mi obce, wszystkie organizmy czeka taki sam koniec, jednak tylko ludzie zdają się myśleć o nim aż tak obsesyjnie.
Objął go, głaskał delikatnie, bawił się włosami, dzieląc się ciepłem, żeby zimno nocnego otoczenia dało im jeszcze chwilę dla siebie.
Uśmiechnął się nieco gorzko na jego słowa. Zostawił pocałunek na jego skroni.
-Nie uchronisz mnie od wszystkiego. Już i tak wiele razy udało mi się uniknąć śmierci. Tobie też. Nie chcę, żebyś żył w strachu przed tym, że zginę, bo przestaniesz widzieć życie.-słyszał o ludziach bojących się wyjść z domu w obawie przed wypadkiem, napaścią, złem świata. Chroniąc siebie pozbawiają siebie tak wielu przyjemnych doznań.
Przymknął oczy na sekundę, a gdy je otworzył, ujął jego twarz w dłonie, spojrzał mu w oczy. Ostrożnie złapał kosmyk włosów spoczywający na jego czole, odsunął go na bok. Przesunął kciukiem między jego brwiami, żeby wygładzić zmarszczki. Chciał mu wytłumaczyć, ale nie miało to sensu, do niektórych wniosków trzeba dojrzeć samodzielnie. Jedyne co może zrobić, to towarzyszyć mu w tym.
-Kiedy tylko chcesz.-wyszeptał mu, patrząc w jego ciemne oczy, a na ustach pojawił się subtelny uśmiech. Przysunął się, zostawiając na jego wargach jeszcze jeden pocałunek, niewinny, pełen wdzięczności, chcący zabrać wszystkie niewypowiedziane wątpliwości. Dzisiaj nie było potrzeby myśleć śmierci, w końcu byli bardziej niż żywi. Oby pozostało tak jak najdłużej.
Koniec sesji