21.02.2024, 02:11 ✶
Czasem zapominał, jakie pustki czasem miały miejsce w Ministerstwie o porannych godzinach. Jeśli musiał siedzieć na nocnej zmianie, to albo w ogóle nie było go w budynku, albo siedział przy biurku lub w archiwum na piętrze Departamentu Przestrzegania Prawa. Teraz, kiedy szli przez Atrium, towarzyszyło im przede wszystkim echo i senni strażnicy, który bardziej przypominali duchy niż ludzi na służbie, ale wcale im się nie dziwił.
Ogólnie rzecz ujmując, przyjemnie było znaleźć się w pomieszczeniu, które było w pełni zadaszone, pozbawione wilgoci, przegniłej starości i nieprzewidzianych przeciągów. Nawet jeśli wciąż mokry, z ubraniem lepiącym się do ciała, zrobiło mu się tak jakoś lepiej, nawet jeśli w ledwo zauważalny sposób. Jeszcze parę chwil i będzie mógł się przebrać, a do tego, jeśli mu się poszczęści, napić się ciepłej kawy. Co natomiast już w ogóle napawało go spokojem ducha, to fakt że na nocnej zmianie nigdy nie było Nottówny, a to znaczyło, że nikt mu na buty w metaforyczny sposób nie napluje, kiedy tylko wejdzie do biura. Potem pójdzie się wyjaśnić, tak. I zrobi wszystko w tej właśnie kolejności, bo jak będzie musiał stać przed kimś w tym przemoczonym ubraniu, wzbraniając się przed tym, żeby na nowo zacząć się trząść z wyziębienia, to go szlag trafi. Wszystko było cacy, a perspektywa następnego kwadransa była całkiem przyjemna, ale potem Brenna musiała odezwać.
- Nieee, nie mów tak nawet! Nie chcę o tym myśleć! Przynajmniej nie do pierwszego łyka kawy - ofukał ją, wzdrygając się na samo wspomnienie Flosie i palcem odlepiając kołnierzyk od szyi, jakby chcąc w ten sposób chociaż nieco sobie ulżyć w zażenowaniu.
- Jestem absolutnie przekonany, że zwyczajnie robi to u siebie w gabinecie. Zaciemnia szyby, czy coś takiego i każe mówić każdego, że jej nie ma w tym momencie. Już parę raz się tak nadziałem na jej sekretarkę, nawet jeśli dałbym przysiąc, że była w środku. W sumie, chcesz żeby do kogoś coś, wiesz? - postukał się palcem w skroń, mając na myśli fale. Bogini jedna wiedziała, jak tam się jej znajomi i rodzina trzęśli nad tym, że im zniknęła, bo on w sumie to nie miał się kim teraz przejmować.
Ogólnie rzecz ujmując, przyjemnie było znaleźć się w pomieszczeniu, które było w pełni zadaszone, pozbawione wilgoci, przegniłej starości i nieprzewidzianych przeciągów. Nawet jeśli wciąż mokry, z ubraniem lepiącym się do ciała, zrobiło mu się tak jakoś lepiej, nawet jeśli w ledwo zauważalny sposób. Jeszcze parę chwil i będzie mógł się przebrać, a do tego, jeśli mu się poszczęści, napić się ciepłej kawy. Co natomiast już w ogóle napawało go spokojem ducha, to fakt że na nocnej zmianie nigdy nie było Nottówny, a to znaczyło, że nikt mu na buty w metaforyczny sposób nie napluje, kiedy tylko wejdzie do biura. Potem pójdzie się wyjaśnić, tak. I zrobi wszystko w tej właśnie kolejności, bo jak będzie musiał stać przed kimś w tym przemoczonym ubraniu, wzbraniając się przed tym, żeby na nowo zacząć się trząść z wyziębienia, to go szlag trafi. Wszystko było cacy, a perspektywa następnego kwadransa była całkiem przyjemna, ale potem Brenna musiała odezwać.
- Nieee, nie mów tak nawet! Nie chcę o tym myśleć! Przynajmniej nie do pierwszego łyka kawy - ofukał ją, wzdrygając się na samo wspomnienie Flosie i palcem odlepiając kołnierzyk od szyi, jakby chcąc w ten sposób chociaż nieco sobie ulżyć w zażenowaniu.
- Jestem absolutnie przekonany, że zwyczajnie robi to u siebie w gabinecie. Zaciemnia szyby, czy coś takiego i każe mówić każdego, że jej nie ma w tym momencie. Już parę raz się tak nadziałem na jej sekretarkę, nawet jeśli dałbym przysiąc, że była w środku. W sumie, chcesz żeby do kogoś coś, wiesz? - postukał się palcem w skroń, mając na myśli fale. Bogini jedna wiedziała, jak tam się jej znajomi i rodzina trzęśli nad tym, że im zniknęła, bo on w sumie to nie miał się kim teraz przejmować.