21.02.2024, 05:31 ✶
- Tak? Nie mam jak się na ten temat w sumie wypowiedzieć, bo ja nie czytałem - rzucił, pociągając ostatnie łyki napoju ze słomki, zanim wyrzucił puste opakowanie do stojącego przy wyjściu kosza na śmieci. - A co ci się bardziej podobało, film czy książka? - zapytał jeszcze kontrolnie, prawdę powiedziawszy samemu nie będąc jeszcze pewien, co właściwie myśleć o własnie zobaczonym filmie. Wszedł do sali kinowej na ślepo i chyba musiał to wszystko sobie na spokojnie przetrawić.
Zatrzymał się z nią z boku wejścia, pod ścianą oblepioną plakatami granych aktualnie filmów i nadchodzących premier. Kolorowe obrazki krzyczały zachęcająco napisami, to nazwiskami fenomenalnej obsady (z czego żadnego nie znał, bo był czarodziejem z krwi i kości i mugolskich filmów raczej nie oglądał), to krótkimi tekstami które miały przybliżyć nastrój filmu, ale nie zdradzać za dużo. Ale Atreus nie patrzył na plakaty, bo te zdążył sobie obejrzeć, kiedy wcześniej czekał przed kinem, zamiast tego błądząc spojrzeniem po ulicy i rozrzedzającym się tłumku ludzi, który wypłynął z kina razem z nimi i rozchodził się w różne strony. Wsunął bezmyślnie dłonie do kieszeni spodni, przyglądając się stojącym przy krawężniku taksówkom, których kierowcy czekali niecierpliwie na klientów, aż jego wzrok zatrzymał się na znajomej twarzy. Zmrużył oczy, przekrzywiając lekko głowę, na ułamek sekundy tylko spoglądając na Brennę i kiwając do niej głową, kiedy odpowiadała mu na zadane wcześniej pytanie, czy co tam mówiła, bo na pewno coś, w końcu rzadko kiedy była cicho.
Bo to nie był żaden jego znajomy, prawda? Bulstrode może posiadał zaniki pamięci, jeśli chodziło o ludzi, których znał dawno temu (i którzy go nie obchodzili), ale coś w środku kazało mu wierzyć, że wyłowiony wśród ludzi jegomość był osobą, którą powinien znać. Nie, nie znał - powinien. To była zasadnicza różnica, bo zaraz przestał przeglądać wyimaginowany katalog znajomych i przerzucił się na twarze prezentowane w Ministerialnej Galerii Poszukiwanych. A potem już było łatwo, trybiki zaskoczyły i Longbottomm nawet nie zdążyła się go spytać czy ją w ogóle słuchał, bo złapał ją pod ramię i zaciągnął natychmiast w stronę ciągu taksówek, wpychając do tej, która stała najbliżej.
- Za tamtą taksówką, co właśnie odjechała! - zakomunikował kierowcy, kiedy drzwi za nim się zatrzasnęły. Jeśli coś mogło zachęcić go do działania, to na pewno były osiągnięcia związane ze sprawą, którą prowadził. Złoży potem ładny raport, a Orion będzie uzupełniał za niego kwitki przez następny tydzień. Brzmiało jak marzenie. - Ah - rzucił, zerkając na Longbottom. No tak. - Tamten facet co właśnie wsiadł do taksówki za którą mamy jechać - mamy z nim sprawę. Sprawdzić czy pojawił się w stolicy, cholera, to wręcz brzmi aż za dobrze - uśmiechnął się głupio bo faktycznie, szczęście musiało mu tego dnia cholernie sprzyjać.
Zatrzymał się z nią z boku wejścia, pod ścianą oblepioną plakatami granych aktualnie filmów i nadchodzących premier. Kolorowe obrazki krzyczały zachęcająco napisami, to nazwiskami fenomenalnej obsady (z czego żadnego nie znał, bo był czarodziejem z krwi i kości i mugolskich filmów raczej nie oglądał), to krótkimi tekstami które miały przybliżyć nastrój filmu, ale nie zdradzać za dużo. Ale Atreus nie patrzył na plakaty, bo te zdążył sobie obejrzeć, kiedy wcześniej czekał przed kinem, zamiast tego błądząc spojrzeniem po ulicy i rozrzedzającym się tłumku ludzi, który wypłynął z kina razem z nimi i rozchodził się w różne strony. Wsunął bezmyślnie dłonie do kieszeni spodni, przyglądając się stojącym przy krawężniku taksówkom, których kierowcy czekali niecierpliwie na klientów, aż jego wzrok zatrzymał się na znajomej twarzy. Zmrużył oczy, przekrzywiając lekko głowę, na ułamek sekundy tylko spoglądając na Brennę i kiwając do niej głową, kiedy odpowiadała mu na zadane wcześniej pytanie, czy co tam mówiła, bo na pewno coś, w końcu rzadko kiedy była cicho.
Bo to nie był żaden jego znajomy, prawda? Bulstrode może posiadał zaniki pamięci, jeśli chodziło o ludzi, których znał dawno temu (i którzy go nie obchodzili), ale coś w środku kazało mu wierzyć, że wyłowiony wśród ludzi jegomość był osobą, którą powinien znać. Nie, nie znał - powinien. To była zasadnicza różnica, bo zaraz przestał przeglądać wyimaginowany katalog znajomych i przerzucił się na twarze prezentowane w Ministerialnej Galerii Poszukiwanych. A potem już było łatwo, trybiki zaskoczyły i Longbottomm nawet nie zdążyła się go spytać czy ją w ogóle słuchał, bo złapał ją pod ramię i zaciągnął natychmiast w stronę ciągu taksówek, wpychając do tej, która stała najbliżej.
- Za tamtą taksówką, co właśnie odjechała! - zakomunikował kierowcy, kiedy drzwi za nim się zatrzasnęły. Jeśli coś mogło zachęcić go do działania, to na pewno były osiągnięcia związane ze sprawą, którą prowadził. Złoży potem ładny raport, a Orion będzie uzupełniał za niego kwitki przez następny tydzień. Brzmiało jak marzenie. - Ah - rzucił, zerkając na Longbottom. No tak. - Tamten facet co właśnie wsiadł do taksówki za którą mamy jechać - mamy z nim sprawę. Sprawdzić czy pojawił się w stolicy, cholera, to wręcz brzmi aż za dobrze - uśmiechnął się głupio bo faktycznie, szczęście musiało mu tego dnia cholernie sprzyjać.