Enigmatyczny list od kuzynki stawiał wiele pytań, nie dając przy tym żadnych odpowiedzi. Zastanawiała się wprawdzie czy ta cała przyszłość z Atreusem będzie wyglądać już zawsze w podobny sposób - uśmiechając się sztucznie i przymilnie podczas wspólnych przyjęć w szerszym gronie, oszukując najbliższych, utrzymując, że to jakieś uczucie wzięło górę, albo poczucie dorosłości i rozsądku. Tyle że w jej relacji z Bulstrode nie było nic, czego chciałaby się kurczowo złapać i nigdy nie puszczać. Może poza jego pieniędzmi, w których to dostrzegała pewną szansę rozwój planów, jakich nie zamierzała więcej wiązać ze Szpitalem św. Munga. Działalność na rzecz innych była jedynym z powodów Elaine, dla których zdecydowała się zaryzykować, postawić swoje życie oraz swoją przyszłość na jednej szali, zacisnąć zęby, schować dumę do kieszeni.
No, może prawie jedynym.
Czy i on zaczął się nad ich przyszłością zastanawiać, nad przewagą prawdziwości ponad sztucznością tego, co z wolna między sobą tworzyli, roztaczając wokół całun mieszaniny kłamstw? Czy to dlatego zwrócił się do Seraphiny o pomoc? Tylko taka wersja zdarzeń przychodziła jej do głowy, gdy studiując zapisany kilkoma zdaniami pergamin zachodziła w głowę o celowość tego wszystkiego. Skąd ta nagła potrzeba rozmowy, spędzania ze sobą czasu? Czy nie mieli kroczyć przez życie w równolegle położonych, lecz nigdy nie stykających się ścieżkach?
Zdziwiła się jego obecnością, gdy zjawił się u jej drzwi. Skąd u niego taka zmiana, gotowość do nadkładania drogi w tak beznadziejnych warunkach pogodowych? Gęstość mgły zmusiła Elaine do bliskiego trzymania się Atreusa, bo tylko posiłkując się jego ramieniem miała względną pewność, że nie natrafi na żadną przeszkodę. Jak się nie będzie zachowywać, to kopnij go ode mnie, mówiły słowa zawarte w liście od kuzynki. Spoglądając na czarodzieja z ukosa mogła wyobrazić sobie dziesiątki sposobów, na które ten miałby ją wyprowadzić z równowagi, zaburzając przebieg dzisiejszego wieczoru. Tylko czy gdyby sam zwróciłby się do Prewettówny, chciałby także sabotować to spotkanie?
Schodząc po schodkach prowadzących do Kalejdoskopu doszła do wniosku, że nigdy wcześniej nie miała okazji, by ten lokal odwiedzić. Czego można się było spodziewać na miejscu? Klaustrofobiczność przestrzeni wywoływała spięcie. Czujne spojrzenie Delacour wodziło najpierw po twarzy zastanego w progu mężczyzny, a następnie po treści kolejnego listu. Czyli to jednak nie jego pomysł, wywnioskowała, przelotnie spoglądając na Atreusa, wyłapując krótki moment skupienia na przystojnej twarzy.
- Ty mi lepiej powiedz dlaczego jest zapewnienie o braku panter. - Ciemne brwi czarownicy powędrowały ku górze w zwątpieniu. Same zagadki nie były jedynym, co zmuszało Elaine do zastanowienia i wyciągnięcia przy tym wniosku, że nie ma żadnej pewności czy zjawienie się w Kalejdoskopie jest aby na pewno dobrym pomysłem. Była w stanie znieść szalone pomysły Seraphiny oraz skupione na przytykach uwagi Atreusa, ale żeby mieć ich na raz? Od razu zareagowała na unoszące się kąciki ust Bulstrode’a, mimowolnie unosząc własne. - Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie z tymi zagadkami samej. Jeśli dania będą rzeczywiście dobre, to możemy się zatrzymać gdzieś w renesansie i nie wychodzić - zażartowała, by zaraz po tym uprzejmie skinąć głową w podziękowaniu i przekroczyć próg otwartych drzwi.