21.02.2024, 17:15 ✶
Znów tu był, ponownie nie przyjechał tu dla Morpheusa, a raczej dla siebie. Nie chciał go przytłaczać swoją obecnością, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, choć zdecydowanie za nim tęsknił, za nim i jego dotykiem. Wspomnienia zostaną z nim na zawsze, a skoro tak ma być, to może nie powinny go rozpraszać w czasie jazdy.
Zatrzymał samochód na poboczu, zaraz wyłapując w krzakach ścieżkę przez lasek, więc podjechał kawałek i tam się zatrzymał. Chwycił plecak, zatrzasną za sobą drzwi i ruszył przed siebie. Jak poszedł zbierać zioła nad jezioro to go syrena napadła A czy jak pójdzie do lasu to go dzik stratuje? Uśmiechnął się do siebie i szedł dalej co chwila kucając, żeby obejrzeć liście, kwiaty, szyszki i obdrapaną korę. Zbierał co wydało się mu ciekawe i wsadzał luzem do plecaka, słoików i kopert. Zawsze obawiał się, że skończy się mu miejsce, albo nie udźwignie tego co zbierze. Może powinien zainwestować w bardziej magiczne metody transportu i przechowywania, jak te bezdenne torby i kieszenie. Bał się zawsze, że coś w takiej zgubi, albo kiedyś się potknie i wszystko mu wypadnie, z tym, że to wszystko to nie byłby tylko portfel i klucze, a poroże, krzaki, słoje w pijawkami, kosze z owocami, wszystko przez duże ,,W".
W końcu dotarł na polanę, czyli swojego małego raju. Nie był tu nigdy wcześniej, ale oczy aż mu zalśniły na widok ziół i kwiecia które rosło wszędzie gdzie się nie obrócił. Szedł powoli, zrywając trochę tu, trochę tam, o i jeszcze tu i w sumie tamto też zerwie. Rozglądał się i szukał, aż nagle jego uwagę złapała kolejna wysoka trawa. Zawiesił na niej wzrok, skupił się i ruszył prosto w jej kierunku. Nie chciał jej zgubić, a wiedział, ze jak choćby na sekundę odwróci wzrok to ją straci. Każde mrugnięcie było ryzykiem.
-Za drzewem, za drzewem, za drzewem, za drzewem.-powtarzał monotonnie, idąc krok za krokiem, podnosząc nogi nad kamieniami i nierównościami terenu. Już prawie, jeszcze paręnaście metrów i nagle kształt na ziemi, niepasujące kolory i ruch sprawiły, że wzdrygnął się z krótkim krzykiem przestraszenia, wbijając wzrok w zagrożenie, które okazało się być po prostu wypoczywającą dziewczyną.
-Ohh... Wystraszyłaś mnie...-zaśmiał się, przykładając dłoń do piersi i zaraz szybko wracając wzrokiem do trawy. Zupełnie jak myślał, zgubił ją.-Przepraszam, ze przeszkadzam, zaraz mnie tu nie będzie.-ukłonił się jej lekko, ściskając nerwowo ramiączka plecaka i puścił cień drzewa, choć nie był o to proszony. Spojrzał znów na trawę. Może teraz? Nie... Westchnął ciężko. Nie znajdzie jej, już nigdy...
Zatrzymał samochód na poboczu, zaraz wyłapując w krzakach ścieżkę przez lasek, więc podjechał kawałek i tam się zatrzymał. Chwycił plecak, zatrzasną za sobą drzwi i ruszył przed siebie. Jak poszedł zbierać zioła nad jezioro to go syrena napadła A czy jak pójdzie do lasu to go dzik stratuje? Uśmiechnął się do siebie i szedł dalej co chwila kucając, żeby obejrzeć liście, kwiaty, szyszki i obdrapaną korę. Zbierał co wydało się mu ciekawe i wsadzał luzem do plecaka, słoików i kopert. Zawsze obawiał się, że skończy się mu miejsce, albo nie udźwignie tego co zbierze. Może powinien zainwestować w bardziej magiczne metody transportu i przechowywania, jak te bezdenne torby i kieszenie. Bał się zawsze, że coś w takiej zgubi, albo kiedyś się potknie i wszystko mu wypadnie, z tym, że to wszystko to nie byłby tylko portfel i klucze, a poroże, krzaki, słoje w pijawkami, kosze z owocami, wszystko przez duże ,,W".
W końcu dotarł na polanę, czyli swojego małego raju. Nie był tu nigdy wcześniej, ale oczy aż mu zalśniły na widok ziół i kwiecia które rosło wszędzie gdzie się nie obrócił. Szedł powoli, zrywając trochę tu, trochę tam, o i jeszcze tu i w sumie tamto też zerwie. Rozglądał się i szukał, aż nagle jego uwagę złapała kolejna wysoka trawa. Zawiesił na niej wzrok, skupił się i ruszył prosto w jej kierunku. Nie chciał jej zgubić, a wiedział, ze jak choćby na sekundę odwróci wzrok to ją straci. Każde mrugnięcie było ryzykiem.
-Za drzewem, za drzewem, za drzewem, za drzewem.-powtarzał monotonnie, idąc krok za krokiem, podnosząc nogi nad kamieniami i nierównościami terenu. Już prawie, jeszcze paręnaście metrów i nagle kształt na ziemi, niepasujące kolory i ruch sprawiły, że wzdrygnął się z krótkim krzykiem przestraszenia, wbijając wzrok w zagrożenie, które okazało się być po prostu wypoczywającą dziewczyną.
-Ohh... Wystraszyłaś mnie...-zaśmiał się, przykładając dłoń do piersi i zaraz szybko wracając wzrokiem do trawy. Zupełnie jak myślał, zgubił ją.-Przepraszam, ze przeszkadzam, zaraz mnie tu nie będzie.-ukłonił się jej lekko, ściskając nerwowo ramiączka plecaka i puścił cień drzewa, choć nie był o to proszony. Spojrzał znów na trawę. Może teraz? Nie... Westchnął ciężko. Nie znajdzie jej, już nigdy...