21.02.2024, 19:29 ✶
Chłopiec z Kniei był trochę inny - ktoś mógłby użyć słowa "dziwny", ale Brenna miała bardzo daleko wysuniętą granicę tego, co uznawała za normalne, dorastając w otoczeniu bardzo różnych ludzi i ucząc się w szkole, w której pełno było duchów, ruchomych obrazów i spacerujących po korytarzach zbroi. Wędrowała więc przy jego boku, zerkając na niego co rusz z ukosa, bardziej zainteresowana nim niż otoczeniem. I rozmyślała, dlaczego nie chodził do szkoły i co takiego kierowało jego matką, że trzymała najwyraźniej chłopca z dala od cywilizacji.
Brennie zdawało się to trochę niewłaściwe.
Skupiona na tych obserwacjach nie dostrzegła, że zeszli na ścieżkę, której okoliczni mieszkańcy zwykle unikali. Boginowy Most: miejsce, które z jakichś przyczyn wabiło boginy. Zawsze jakiś mieszkał gdzieś pod nim, nieważne, ile razy wrzucano go rzeki czy pozbywano się zaklęciami i śmiechem.
W pierwszej chwili, kiedy chłopiec odepchnął ją od siebie i zaczął błagać, żeby uciekała, a jej uszu dobiegły dźwięki Londynu, nie rozumiała, co się dzieje. Sięgnęła natychmiast po różdżkę - chociaż nie mogła, nie powinna używać magii - i strach ściął jej żyły, ale oczywiście, że nie rzuciła się do ucieczki. (Czy gdyby wiedziała, że Sam wcale nie spanikował, że naprawdę mógłby zrobić jej krzywdę, stałaby na miejscu równie uparcie? Może tak. Może nie. Ale nie wiedziała: nie zdawała sobie sprawy z tego, że obłożono go klątwą.)
- Sam? - zapytała, niepewnie, a potem wreszcie jej wzrok padł na most i zrozumiała, gdzie są i co się dzieje. Była miejscową, słyszała o boginowym moście, a rodzice zawsze powtarzali, że ma to miejsce omijać. (I że w ogóle nie wolno jej wchodzić samej do Kniei: widać, jak bardzo ich słuchała.)
Żołądek Brenny skręcił się boleśnie.
Chodziła do Hogwartu. Miała zajęcia z OPCM. Był to zresztą jej ulubiony przedmiot obok transmutacji. Miała okazję już spotkać bogina i nawet uczyła się zaklęcia, które pozwalało go unieszkodliwić. Ale wiedziała też, że jeśli użyje tego czaru, wpadnie w kłopoty i że widok, jaki zobaczy, wcale się jej nie spodoba.
Mimo to wysunęła się przed Samuela, by jego największy strach przybrał postać jej lęku.
Trzasnęło.
I nagle przy moście leżało ciało młodzieńca, na oko dwa czy trzy lata starszego od Brenny. Był martwy, okrutnie poraniony, pokryty plamami krwi. Erik Longbottom, który nie przeżył ataku wilkołaka - najgorszy strach nastoletniej Brenny. Zacisnęła na moment szczęki, czując, że robi się jej niedobrze, i właściwie nie była pewna, czy to że nie powinna używać magii jest takie problematyczne: bo chyba nie zdołałaby wymyślić niczego śmiesznego.
- S...Sam. Musisz wstać. Cofnij się do drzew, proszę. Będę zaraz za tobą, dobrze?
Brennie zdawało się to trochę niewłaściwe.
Skupiona na tych obserwacjach nie dostrzegła, że zeszli na ścieżkę, której okoliczni mieszkańcy zwykle unikali. Boginowy Most: miejsce, które z jakichś przyczyn wabiło boginy. Zawsze jakiś mieszkał gdzieś pod nim, nieważne, ile razy wrzucano go rzeki czy pozbywano się zaklęciami i śmiechem.
W pierwszej chwili, kiedy chłopiec odepchnął ją od siebie i zaczął błagać, żeby uciekała, a jej uszu dobiegły dźwięki Londynu, nie rozumiała, co się dzieje. Sięgnęła natychmiast po różdżkę - chociaż nie mogła, nie powinna używać magii - i strach ściął jej żyły, ale oczywiście, że nie rzuciła się do ucieczki. (Czy gdyby wiedziała, że Sam wcale nie spanikował, że naprawdę mógłby zrobić jej krzywdę, stałaby na miejscu równie uparcie? Może tak. Może nie. Ale nie wiedziała: nie zdawała sobie sprawy z tego, że obłożono go klątwą.)
- Sam? - zapytała, niepewnie, a potem wreszcie jej wzrok padł na most i zrozumiała, gdzie są i co się dzieje. Była miejscową, słyszała o boginowym moście, a rodzice zawsze powtarzali, że ma to miejsce omijać. (I że w ogóle nie wolno jej wchodzić samej do Kniei: widać, jak bardzo ich słuchała.)
Żołądek Brenny skręcił się boleśnie.
Chodziła do Hogwartu. Miała zajęcia z OPCM. Był to zresztą jej ulubiony przedmiot obok transmutacji. Miała okazję już spotkać bogina i nawet uczyła się zaklęcia, które pozwalało go unieszkodliwić. Ale wiedziała też, że jeśli użyje tego czaru, wpadnie w kłopoty i że widok, jaki zobaczy, wcale się jej nie spodoba.
Mimo to wysunęła się przed Samuela, by jego największy strach przybrał postać jej lęku.
Trzasnęło.
I nagle przy moście leżało ciało młodzieńca, na oko dwa czy trzy lata starszego od Brenny. Był martwy, okrutnie poraniony, pokryty plamami krwi. Erik Longbottom, który nie przeżył ataku wilkołaka - najgorszy strach nastoletniej Brenny. Zacisnęła na moment szczęki, czując, że robi się jej niedobrze, i właściwie nie była pewna, czy to że nie powinna używać magii jest takie problematyczne: bo chyba nie zdołałaby wymyślić niczego śmiesznego.
- S...Sam. Musisz wstać. Cofnij się do drzew, proszę. Będę zaraz za tobą, dobrze?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.