Nie dało się już zaprzeczyć, że wieczór ten na pewno pozostanie na długo w pamięci zarówno gości, jak i samych gospodarzy. Na co dzień raczej rzadko kiedy ma się okazji doświadczyć na własnej skórze tak fascynującej mieszanki chaosu, magii, przypadku i niespodziewanej atencji. Tak jak przetrwanie licytacji stanowiła dla Erika niemałe wyzwanie, tak przemiana Nory w bobra i atak reporterów, który nastąpił chwilę później, znacząco osłabił jego siłę woli, jak i nadwyrężył zazwyczaj dosyć obszerne pokłady cierpliwości.
Wychodząc przed szereg, naprawdę spodziewał się, że ktoś faktycznie do niego dołączył. Nikt się jednak zbytnio ku temu nie kwapił, zapewne dlatego, że próbowali doprowadzić do porządku to bagno, które panowało tuż za plecami mężczyzny. Kątem oka dostrzegł, że Brenna stara się odciągnąć nieco oszołomioną Norę w nieco bardziej ustronne miejsce. Reszta gości zaś była raczej zajęta dojściem do siebie po tym jakże traumatycznym spotkaniu z magicznym bobrem, toteż nie mógł ich zbytnio winić, że nie rzucili się mu na pomoc.
Dobrze, że Ciebie mamy, pomyślał z wdzięcznością, orientując się, że matka przejęła rolę swoich dzieci na scenie, przekierowując uwagę gości do następnej części wieczoru. Odetchnął z ulgą. Tak, niespodziewana gra, której stawką były ostatnie dwa fanty tego wieczoru oraz wstęp do balu, zdecydowanie działały na ich korzyść. Gdyby tylko nie te cholerne flesze, które błyskały mu tuż przed twarzą, być może nawet by się uśmiechnął. Zamiast tego na jego twarzy gościł kwaśny wyraz twarzy, jakby miał gorzką pigułkę do przełknięcia. I tak poniekąd było.
— Zapewniam Państwa, że wszystko mamy pod kontrolą. To był tylko drobny incydent. Zapewne jeden z naszych gości za dużo wypił. — Rozpoczął swój wywód, starając się wykrzesać z siebie uspokajający uśmiech. Odruchowo chciał schować ręce za plecami i zwrócić wzrok gdzieś przestrzeń, aby odizolować się od stada dziennikarskich sępów, jednak zmusił się do utrzymania, z co bardziej odważnymi kontaktu wzrokowego. — Sytuacja została już opanowana, co w dużej mierze zawdzięczamy stalowym nerwom naszych gości. Mamy niesamowite szczęście, że bawiący się z nami czarodzieje oraz czarownice są nie tylko niebywale hojni, ale mogą też popisać się ponadprzeciętnymi, a wręcz wybitnymi umiejętnościami magicznymi. To jest właśnie ten poziom obycia, który mamy nadzieję, że uda się wpoić wychowankom sierocińca, z którym współpracujemy.
Na wszelkie pytania, którymi przerzucali się reporterzy, starał się odpowiadać rzeczowo, jednak na tyle wymijająco, aby nie musieć udzielać informacji na temat tożsamości poszczególnych gości, którzy znaleźli się w centrum całego zajścia. Co jak co, ale klubokawiarnia Nory nie potrzebowała już chyba dodatkowej reklamy, a Perseus wraz z małżonką zasługiwali na chwilę oddechu, biorąc pod uwagę, że laska Pana Blacka została niefortunnie uszkodzona.
Erik akurat był zajęty odpowiadaniem na kolejną falę zapytań, gdy gdzieś z boku rzucił mu się w oczy czyjś gest. Automatycznie podążył w tę stronę wzrokiem, zauważając Elliotta, który najwyraźniej starał się zwrócić na siebie jego uwagę. Zmarszczył brwi, dostrzegając obok niego młodą dziennikarkę, która wcześniej kręciła się niedaleko sceny. Huh, czyli jednak ktoś wziął na siebie część siły ognia mediów. Doceniał to. Co jak co, ale wyglądało na to, że prasa miała pełne ręce roboty i robiła, co mogła, aby zapewnić sobie teksty na najbliższe dni, o ile nie tygodnie.
— Proszę wybaczyć, ale wzywają mnie inne obowiązki. Jestem pewny, że uda się wam zrobić jeszcze parę dobrych zdjęć. Bądź co bądź, goście mają jeszcze okazję wygrać pewne niespodzianki. — Chcąc podkreślić swoje słowa, odebrał od jednego z kelnerów talerzyk z ciastem i symbolicznie przepołowił go na pół. — Proszę spróbować, może akurat szczęścia wam będzie sprzyjać.
Jakby ta noc nie była dla was wystarczającym sukcesem, pomyślał z przekąsem, odsuwając się na bok. Na szczęście nie było już zbytnio czego bronić, skoro problem został zażegnany, toteż Erik mógł skierować swe kroki w kierunku Malfoya. W drodze do niego odłożył talerzyk z nienapoczętym ciastem na tacę kelnerki. Jako organizator i tak nie powinien brać udziału w tej grze, więc nawet nie był szczególnie zainteresowany tym, czy wylosował cokolwiek wartego uwagi.
— Proszę wybaczyć zwłokę, Pani koledzy po fachu byli nadzwyczaj... absorbujący — powitał Daisy, bez namysłu zatrzymując się na tyle blisko Elliotta, że stali praktycznie ramię w ramię. Przeczesał lekko dłonią włosy. — Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku?
Przeniósł wzrok z dziennikarki na swego przyjaciela, pozwalając, aby jego słowa zawisły w powietrzu pomiędzy ich trójką. W gruncie rzeczy nie wiedział. po co został przywołany, więc liczył, że to niewinne pytanie da mu wgląd w to, na jaki temat toczyła się dyskusja. A raczej, jaką rolę miał w niej wypełnić, skoro już został do niej zaproszony.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞